Strona główna / Wyróżnione / 8 powodów, dla których warto zorganizować rowerowy obóz wędrowny (albo jakikolwiek inny) w Estonii

8 powodów, dla których warto zorganizować rowerowy obóz wędrowny (albo jakikolwiek inny) w Estonii

Szukacie miejsca na obóz wędrowników? Lubicie jeździć na rowerach? Zapraszam i zachęcam do Estonii.

Co przeciętny Polak wie o Estonii…? to gdzieś na północy? Taki mały kraj, była republika sowiecka? Estonia to rzeczywiście mały kraj – 45 tys. km kwadratowych (województwo mazowieckie – 35 tys.). Liczba mieszkańców – milion trzysta czterdzieści tysięcy – mniej niż w Warszawie… Stolica – Tallin (400 tys mieszkańców). Waluta – od 1 stycznia 2011 – Euro.

Historycznie: niepodległość uzyskała w 1991, wcześniej była sowiecką republiką, z urzędowym językiem rosyjskim i wszystkimi „dobrodziejstwami” sowietyzacji. 20 lat – nieco mniej niż miała Polska pozwoliło małej Estonii pod wieloma względami wyprzedzić nasz kraj o dwie długości. Co takiego jest w Estonii?

1. Przyroda

Kraterowe jezioro w Kaali na wyspie Sarema. Te i inne osobliwości tylko tutaj.

Zróżnicowana i ciekawa. Południe to młodo-glacjalne, pagórkowate krajobrazy. Chociaż najwyższy szczyt Estonii ma… 318 m npm, to nie dajcie się zmylić – górki są naprawdę potężne; na zjazdach dochodziliśmy do 60-70 km/h. Północ to wybrzeże Bałtyku, zróżnicowane, trochę inne niż to, które znamy z Polski. Jest sporo wysp – największe to Hiuma i Sarema, są klify, są kamieniste wybrzeża, są i piękne plaże (Parnawa). Przyroda w Estonii jest ważna. Antropopresja nie atakuje tak bardzo – ciągle można znaleźć dużo dzikich zakątków. O ile przez miesiąc pobytu w Rosji spotkaliśmy mało dzikich zwierząt, o tyle tutaj co chwila coś wyskakiwało z krzaków – żmije (uwaga!), lisy, żurawie, czaple (znane z unikania ludzi). Co ważne – tu o przyrodę się dba, o czym później. Czy może być coś lepszego dla harcerzy?

2. Ludzie

Ekipa cyklistów i lord. Taki prawdziwy. Poczęstował nas obiadem.

Wspaniali, gościnni ludzie. Mówią w języku, który jest podobny zupełnie do niczego (z grupy ugrofińskich – jak fiński i węgierski – nie ma mocy, żeby to zrozumieć). Na szczęście większość Estończyków mówi płynnie po angielsku. Młodzi w zasadzie wszyscy. Sporo książek (np. naukowych) nie opłaca się przekładać na estoński (za mało odbiorców), więc czytają wersje angielskie – i znają język. Starsi mówią po rosyjsku (co jest zrozumiałe). Mentalnościowo Estończykom dużo bliżej do Skandynawów niż do Słowian. To się przejawia w każdym aspekcie życia – taka szczególna dbałość o swoje otoczenie, jakiej w Polsce nie uświadczycie. Wyobraźcie sobie, że w tym postsowieckim kraju wszystkie (naprawdę wszystkie) trawniki są równo przystrzyżone. Nie ważne czy mają 10 x 10 metrów, czy 500 x 500. Na najbardziej zapomnianych wsiach trawnik jest przystrzyżony, otoczenie domu uporządkowane, ogrodzenie schludne (co nie zawsze znaczy bogate). Próżno szukać na tamtych podwórkach zardzewiałych bron, mini składów budowlanych, wraków i innych osobliwości znanych z naszego kraju. Gościnność – tu też będzie anegdotka. Jeździmy na rowerach w prowincji Vorumaa, trafiamy na całkiem zadbany dworek, jedziemy przyjrzeć się bliżej. Na wejściu wita nas jowialnie Pan bez butów i rosyjsko-angielskim zaczyna oprowadzać po dworku. Okazuje się, że dworek jest jego, a on jest lordem (!), o czym dowiadujemy się z portretu naszego gospodarza wiszącego w holu. Wchodzimy do kuchni, lord wydaje szybkie rozkazy i po chwili siedzimy na tarasie z obiadem – okej, były to resztki po obozie ekipy trenującej biegi na orientację (drugi po narciarstwie biegowym popularny sport), ale i tak były dobre. Są tu też skauci (notabene, spotkaliśmy ich w tym dworku) – wyglądają całkiem jak nasi harcerze (chociaż mundury skautowe).

3. Kultura i Historia

Freski na sklepieniu prezbiterium kościoła w Anglii. Tam gdzie chrześcijaństwo przeplata się z dawnymi wierzeniami.

Estonia wyrosła na kulturze wiejskiej i z dumą się do tego przyznaje. Są tu trzy większe miasta – Tallin, Parnawa i Tartu, ale równie ważne są małe ośrodki. Wszystko to co działo i nadal dzieje się na wsiach jest powodem do dumy dla Estończyków. Etno (ale takie prawdziwe) jest jak najbardziej trendy. Przy czym nie jest to etno obciachowe ale ładne – tutejsza Cepelia nawet jak robi łopatki do naleśników to są one takie, że się chce głaskać. Historia Estonii to też ciekawa materia. Dla fanów wieków zamierzchłych polecam chrystianizację we wczesnym średniowieczu, gdzie na wyspach powstawały chrześcijańskie kościoły… z pogańskimi rytami na ścianach. A na wschodzie kraju mnisi z Pskowa i Nowogrodu chrystianizowali pradawny lud Seto, który chrystianizacji uległ, ale pod ikoną Chrystusa w rogu izby ciągle stawiał pogańskiego bożka (i jemu w głowę wtykał długie świeczki znane nam z cerkwi) – double power! Dla tych co bardziej kręci współczesność – trzy okupacje Estonii. Najpierw Rosjanie, później Niemcy i znowu Rosjanie. Zupełnie odmiennie niż u nas, Niemcy są postrzegani bardziej jako łagodny okupant, który wygnał ruskich i pomagał w ewakuacji, kiedy front ze wschodu nacierał… Bracia leśni – tacy nasi partyzanci (których kwatery znajdziecie blisko łotewskiej granicy) ukrywali się właśnie przed Rosjanami.

4. Jedzenie!

Czymże jest obóz bez dobrego jedzenia? Słabym obozem. Polecamy: świetne ciemne chleby, które ja mogę jeść bez dodatków w zasadzie. Pasztet, który jest baaardzo daleko przed naszymi pasztetami drobiowymi – smakuje jak pyszny domowy, a cenę ma tych drobiowych. Zestawy na grilla – kapitalne zupełnie. Tanie i bardzo, bardzo smaczne. Ryby – to nad morzem. Śledź z ziemniakami (tradycyjny dla wysp) smakuje naprawdę dobrze. Na deser: Kama – mleczny koktajl z kawą, czekoladą, ziarnami i sam nie wiem czym, oraz kanelli – super buły z cynamonem. I jogurty z czym tylko chcecie. Sycące i pyszne. I może nie ma tu jakichś wypasów, ale wszystko jest smaczne, tanie i wygląda dobrze. Ja tego oczekuję.

5. Turystyka

Estonia dba o turystów. Informacja turystyczna jest na wysokim poziomie – punktów jest mnóstwo, są dobrze wyposażone. Na każdym kroku znajdziecie tablice informujące o tym, gdzie jesteście i dlaczego to ciekawe. A teraz absolutny hit: infrastruktura kempingowa. W Estonii istnieje organizacja, która organizuje i utrzymuje punkty wypoczynku dla turystów. Są bardziej i mniej zaawansowane. Wyposażenie jest takie: stół z ławkami, miejsce ogniskowe z praktycznym rusztem, drewutnia z suchym drewnem (!), czysta toaleta z papierem toaletowym (!) – drewniana, nie plastikowa – kosz na śmieci z segregacją, estońska wielka huśtawka i czasami szałas przystosowany do spania w zimie (w środku miejsce na palenisko). Wszystko oczywiście za darmo i ogólnie dostępne. To naprawdę bardzo ułatwia podróżowanie. Wieczorem trafiasz do takiego miejsca, masz jak zjeść, rozstawiasz namiot albo śpisz w szałasie, palisz suchym drewnem, wcinasz pyszne szaszłyki czy co tam chcesz z rusztu. Miejsca są rozmieszczone tak, że można spokojnie zaplanować jednodniowe odcinki trasy. Na mapach są dobrze oznakowane.

Miejsce do odpoczynku. Od lewej: autor, w tle śmietnik z segregacja odpadów oraz całoroczny szałas, toaleta z papierem toaletowym,  miejsce ogniskowe z rusztem, stół, estońska huśtawka, drewutnia z suchym drewnem

6. Muzyka

Festiwal muzyczny w Polvie. Wygląda to jak dom kultury w Wartkowicach a muzyka…! Naprawdę zjawiskowa.

Muzyka to w Estonii coś więcej. Tutaj każdy na czymś gra, a zazwyczaj na kilku instrumentach. W średniej wielkości wioskach są szkoły muzyczne, a na każdym rogu, przy każdej wieży widokowej, są mini muszle koncertowe i ciągle ktoś tam gra! Wyjeżdżając z Varski zobaczyliśmy ładny plakat. Nie zrozumieliśmy zupełnie nic, tylko tyle, że muzyka będzie i że w Polvie. Plakat był ładny, więc pojechaliśmy (było po drodze). Żeby zobrazować sytuację – Polva to miasto które ma 6 tys mieszkańców. Czyli trzy razy mniejsze od Konstantynowa. I tam rozkręcają spory festiwal muzyki zasadniczo różnej, ale głównie elektronicznej. Pod domem kultury ustawiona scena, przybywa mnóstwo ludzi z różnych zakątków kraju. Grają muzykę i ta muzyka jest dobra. Dubowy zespół Maikameikers – na myspace już takiej energii nie ma, ale na scenie wulkan – gość się tarza po scenie, macha nogami i daje kawał dobrego bitu. Zaskakujące.

7. Architektura

Szkoła pod Tallinem.No jak zaczną takie budować w Aleksandrowie czy Zgierzu to ja się przeprowadzam. Zwróćcie uwagę na trawę.

Przez znajomego architekta jestem uwrażliwiony na estetyczny wymiar architektury. Widzę to, że w Polsce jest źle. Perły są kroplą w morzu potrzeb. W Estonii większość nowo powstałych budynków jest po prostu dobra architektonicznie. Dotyczy to dużych inwestycji, jak muzeum sztuki KUMU w Tallinie czy Muzeum Okupacji tamże, ale także budynków, które u nas pozostawiają wiele do życzenia – np. kościołów. Przedmieścia Tallina, które w teorii powinny wyglądać jak Raszyn czy Janki, zachwycają naprawdę ładnymi osiedlami czy… szkołą! Do takiej szkoły to aż miło chodzić, i znowu – nie chodzi o spektakularne wyczyny, ale o dobre zrobienie rzeczy podstawowych, za czym tak tęskno w naszym kraju.

8. Technologie

I tylko trzy obrazki:

Internet – w którymś momencie w Estonii został przeprowadzony program internetyzacji. Od tej pory internet jest niemal wszędzie. Szukaj pomarańczowo-czarnych tabliczek z napisem wi-fi. Są wszędzie – w miastach, miasteczkach i… na leśnych parkingach!

Recycling – większość butelek (pet i szkło) kupionych w Estonii możesz wrzucić do specjalnego automatu, który obejrzy dokładnie butelkę i wyda ci kupon, który w kasie sklepu wymienisz na pieniądze. Prosty sposób na mniejszą ilość syfu.

Zapyziała wioska pod rosyjską granicą. Starsza Pani płaci w sklepie. Wyciąga kartę płatniczą i płaci. To dla niej naturalne.

W następnym odcinku: dla szukających prawdziwego wyzwania – czemu warto pojechać na wyprawę do Rosji.

Michał Grelewski

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *