Strona główna / Wyróżnione / Spotkać Boga przy stole

Spotkać Boga przy stole

Tym, co najbardziej kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia, jest słowo „stół”. I to w znaczeniu różnorakim. Pamiętam, jeszcze z dzieciństwa, że do tradycji należało, aby całą, dość liczną, rodziną spotykać się przy świątecznym stole. Mam także w świadomości swój żywy zachwyt odkryciem, że przychodzący na ziemię Bóg spotyka się z człowiekiem przy stole w czasie każdej Eucharystii.

Niestety można czasami odnieść wrażenie, że stół przestaje być narzędziem spotkania, a staje się przedmiotem samodowartościowania. Kojarzy się on dzisiaj nie tyle ze spotkaniem drugiej osoby, ale z uginającymi się nogami pod ciężarem jego wykwintności i zamożności. Przy takim stole druga osoba odchodzi na plan dalszy. Nie liczy się drugi człowiek, ale jedynie to, co on o mnie pomyśli i jak ja będę mógł zaprezentować swoją zaradność. To zgubienie sensu spotkania osób przy codziennym stole, ukazuje nam niebezpieczeństwo utraty istoty bożonarodzeniowego spotkania z Bogiem.

Zakładam oczywiście, że nikt z nas nie posiada wątpliwości co do potrzeby przywracania właściwego wymiaru Świąt Bożego Narodzenia. Nie zmienia to faktu, że w naszym codziennym zabieganiu stoimy przed pewnym zagrożeniem.

Nie chodzi o brak zaangażowania. Nawet nad rutyną zapanujemy, jeśli będziemy znać sens naszego działania. Nie chcę też bagatelizować ludzkiej skłonności do lenistwa i powierzchowności. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na to, co możnaby było nazwać źle pojętym aktywizmem.

W tym miejscu muszę zastrzec, że nie zachęcam do braku działania, ale do tego, by temu działaniu nadać sens. Byśmy zawsze przypominali sobie, komu i po co poświęcamy nasze starania.

Jeśli człowiek nie uchwyci istoty świątecznego zabiegania, to nie zrozumie bogactwa płynącego ze spotkania przy świątecznym stole. Rekompensatę będzie zaś czerpał w dowartościowaniu własnej zaradności przed innymi.

Gdzie zatem leży źródło i istota świętowania?

W tym, że Bóg stał się człowiekiem. Słowo stało się ciałem. Jezus przyjmuje to ciało takim, jakie jest. W ten sposób spotyka się z naszym człowieczeństwem. On nie tylko nami nie gardzi, ale jest nami żywo zainteresowany. Można nawet powiedzieć, że celem jego wcielenia jest człowiek. I wszystko, cokolwiek czyni Chrystus, podporządkowane jest spotkaniu z człowiekiem.

Podobnie my nie powinniśmy nikim gardzić, a wszystko, co robimy, powinniśmy czynić z myślą o innych. Naszym celem samym w sobie nie mogą stać się pochwały, sprawności, czy stopnie harcerskie. Naszym celem jest służba Bogu i Ojczyźnie. Celem jest człowiek, a praca harcerska tylko narzędziem. Podobnie jak celem nie powinno być przedświąteczne zabieganie i suto zastawiony stół, ale spotkanie z Bogiem i drugim człowiekiem przy tym, daj Boże, jak najobficiej zastawionym stole.

ks. Arkadiusz Lechowski

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *