Ahoj przygodo!
Czwartek, Boże Ciało, 9 rano. Pora zacząć długi weekend, może spacer? Zoo? Grill byłby świetny! Nic z tych rzeczy, Andanza mówi: „na Południe! w poszukiwaniu przygody!” Plan jest prosty: cztery dni, 400km, zebrać doświadczenie, wzmocnić więzi między wyprawowiczami, sprawdzić formę fizyczną, a co najważniejsze, mieć kupę radości! Cel? Podbić Zamek Krzyżtopór w Ujazdowie w Świętokrzyskiem!
Głośne ‘Ahoj przygodo!’ i w drogę! Spod M1 w Łodzi na Tomaszów. Pogoda idealna na rower, sucho, ciepło, bez rażącego słońca, aż chce się pedałować! Z uśmiechem i czarem nocy poprzedniej, kiedy połowa z nas w dzikim szale świętowała osiemnaste urodziny naszej koleżanki, harcerki Magdy, połykaliśmy kilometry niemal tak szybko jak słodkości o których nigdy nie zapominamy! Przed godziną osiemnastą przyszła pora na potrzeby duchowe, wielu z nas nie wyobrażało sobie tego dnia bez mszy świętej. Po woli słońce chowało się za horyzontem, co ogromnie wielu z nas ucieszyło. Oznaczało to nie mniej nie więcej iż pora na rozbicie obozu. Tempo było błyskawiczne, wszystko z powodu odprawy jaka nas czekała wieczorem. Północ, 160 kilometrów za nami, warty ustalone, odprawa zakończona, pora spać!
W nocy kilka kropel deszczu roztrzaskujących się o ściany namiotów zapowiadały kiepską pogodę, nic z tych rzeczy, szczęście było po naszej stronie. Tym razem udało nam się pochłonąć 100 kilometrów, ale za to jakich! Górka, dołek, górka, górka, dołek. Trasa cudowna, widoki malownicze, sami zobaczcie! (link do galerii) Nie byłoby tych materiałów gdyby nie nasz mały srebrny przyjaciel, który towarzyszył nam przez całą drogę. Z sympatią machający nam ludzie brali nas za zawodowców, wspieranych przez wóz serwisowy, wóz który fantastycznie spisał się w kryzysowej sytuacji podczas piątkowego odcinka. Wszystko miało miejsce 10 kilometrów przed Ujazdowem, pojechaliśmy skrótem, nie przewidzieliśmy że skrót prowadzi raczej przez trasę przeznaczoną na wyścigi MTB, gdzie rowery crossowe niewiele mają do powiedzenia. Przyszło nam wdrapywać się po skalnej drodze, pośród górskich strumieni, gdzie częstotliwość drgań sakw na bagażniku przypominają wibracje naszych telefonów komórkowych. Przypłaciliśmy te skalne wojaże dwoma kapciami, których naprawa była możliwa jedynie w miejscu kolejnego postoju, tu na ratunek nam przyjechał nasz srebrny przyjaciel. Godzina 18, pośród blasku słońca, wjeżdżamy do Ujazdowa, ostatni podjazd, a na nim ruiny… Jakie tam ruiny, Zamek Krzyżtopór! Udało się! Jesteśmy na miejscu! Wszystko zaplanowane, najpierw zwiedzanie, potem ognisko z kiełbaskami pośród średniowiecznych murów zamku, na koniec kolejna odprawa, tu przychodzi chwila kryzysu. Z racji iż 3 osoby, jak wcześniej było zaplanowane, muszą wracać do Łodzi o świcie kolejnego dnia, niektórzy szukają rozwiązania jak być wcześniej w domu. Pada pomysł przejechania 230km w jeden dzień. Widoczny podział w drużynie, trzeba znaleźć rozwiązanie. Po otwartej dyskusji ustalamy, iż według planu wstajemy o 8 i wyruszamy wspólnie w stronę Piotrkowa, gdzie jeden z nas w świetle obowiązków harcerskich musi wsiąść do pociągu o godzinie 18, reszta zaś najprawdopodobniej będzie w domu w niedzielę jak przewidywał plan.
Wymarzona noc, śpimy obok wcześniej poznanych murów Krzysztofa Ossolińskiego, pod niebem pełnym migoczących gwiazd. Sobota, budzi nas słońce, które zapowiada pracowity ale jakże ciepły dzień. Jemy, myjemy się, składamy namioty, w drogę! Wracamy nieco inną trasą aniżeli przyjechaliśmy do Ujazdowa. Konkretnie wjeżdżamy na drogę krajową. Chyba nikt się nie spodziewał tego co nas będzie czekać. Takich podjazdów jeszcze nie pokonywaliśmy, długie i mordercze, a piekące słońce nie zamierzało być naszym sojusznikiem. Najdłuższy podjazd tej wyprawy odebrał nam zupełnie ochotę do dalszej jazdy na rowerze, w dodatku koło Konrada od kilkunastu kilometrów błagało o centrowanie. Przerwa techniczna, 20 minut i ruszamy, nie minęła chwila jak tym razem przerwa techniczna była potrzebna Grzesiowi którego dętka powiedziała „dosyć”! Czasu coraz mniej, a o 18 musimy być w Piotrkowie, choć morale kiepskie, pełna mobilizacja, cała naprzód! To co rano wydawało się niemożliwe, spełniło się, jesteśmy w Piotrkowie o 18, 170 kilometrów za nami. Nie obyło się bez ofar. Niektórzy chcą mdleć, inni czują się jak solidnie wypieczone kurczaki z rożna. 50 kilometrów do Łodzi. Damy rade? Chwila odpoczynku. Trzeba spróbować…
To były długie 50 kilometrów, ale warto było, im bliżej Łodzi tym szybciej pedałujemy, jedni już czują smak ciepłego posiłku w ustach, inni wygodnie moczą obolałe nogi w wannie, kolejni rozkoszują się miękkim łóżkiem i pachnącą pościelą, każdy ma w głowie to samo, do domu! Godzina 21:00. Szalone krzyki, piski, udało się! Mimo tylu kryzysów, udało się.
230 kilometrów w jeden dzień, 480 kilometrów w 3 dni. Choć plany były nieco inne, jesteśmy zadowoleni. Pozostanie satysfakcja, wspomnienia niewybrednych żartów i wspólnie przebytej przygody. Czas na Barcelonę! Już za 55 dni cała Łódź usłyszy jak Andanza wzywa: „AHOJ PRZYGODO!” 1 sierpnia,10:00, Plac Wolności, bądź tam razem z nami!
Łukasz Bienias
Więcej o wyprawie na stronie internetowej: www.honker-andanza.zhr.pl




Jeden komentarz
Mała zmiana – wyprawa wyrusza z Pl. Wolności w niedzielę, 1 sierpnia, o godzinie 8:00 – chętnych, którzy chcieliby towarzyszyć nam w samym wyjeździe, jak i chcących pojechać z nami – np. do granic Łodzi, zapraszamy! Więcej informacji znajdziecie na stronie: http://www.honker-andanza.zhr.pl