Właściwie to powinien być koniec artykułu. Nie chce mi się. To obecnie moja główna cecha charakteru. Gdyby nie termin i naciskający Rednum to nic by dzisiaj nie powstało.
Lenistwo można najkrócej zdefiniować jako chroniczne unikanie jakiegokolwiek wysiłku w każdym aspekcie życia. Nie mówię tu o depresji czy tępym patrzeniu w ścianę. Można mieć dobrya humor właśnie dlatego, że jest się leniwym i „nie trzeba” nic robić. Lenistwu sprzyja na pewno postęp technologiczny, wszystko dzieje się „samo”, bez naszego udziału, a obowiązków i terminów jest tyle, że nie nadążamy ze wszystkimi i część odpuszczamy bez walki. Lenistwo jest powszechnie akceptowane wśród młodych ludzi, którzy właściwie nie widzą w nim nic złego.
Lenistwo jest piętnowane i przez Stary i przez Nowy Testament. Przykładem niech będzie chociażby Księga Przysłów. Wynika z niej, że lenistwo jest ciężkim grzechem przeciwko Bogu, samemu sobie i bliźniemu. Nowy Testament też krytykuje tę postawę. Kościół Katolicki umieszcza nawet lenistwo pośród grzechów głównych, obok nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, gniewu, zazdrości, pychy, chciwości i nieczystości. Ale tak jak ósmy czy dziewiąty punkt Prawa Harcerskiego, niesłusznie traktujemy lenistwo z lekkim przymrużeniem oka.
Psycholodzy uważają, że codzienne leniuchowanie prowadzi do trwałej apatii, czyli stanu zobojętnienia na to, co się wokół nas dzieje. Obojętność zaś kończy się zwykle stanem znudzenia. Nuda poparta brakiem zainteresowania czymkolwiek jest pierwszym krokiem, aby popaść w depresję. Ponadto grzech lenistwa prowadzi do postawy bierności wobec niektórych wydarzeń i sytuacji („myślą, mową, uczynkiem i… zaniedbaniem”). Przypomnę na przykład o zbliżających się w tym roku wielu różnych wyborach lokalnych i ogólnopolskich. Lenistwo zwalnia od odpowiedzialności nie tylko za samego siebie, lecz również za innych. Skutkiem lenistwa jest życiowe wygodnictwo. Sami nie wykazujemy żadnej inicjatywy, zamiast próbować coś w życiu osiągnąć, wkładając w to swój wysiłek.
Jak je przezwyciężyć (ci, którzy teraz zastanawiają się po co, powinni wrócić do lektury tekstu o ignorancji)? Najlepiej je chyba zwalczyć… siłą. Nie tłumaczeniem czy perswazjami skierowanymi do samego siebie. Zacisnąć zęby i wykonać zadanie. Człowiek co kilka lat się wypala, potrzebuje zmian. Musi zacząć coś od nowa i musi to być przez pewien czas atrakcyjne. Musi zmienić pracę, funkcję, otoczenie, żonę… A nie, żonę nie!
Zamknąłem w kwietniu oba stopnie, z którymi walczyłem lub nie od kilkunastu lat. Raz mi się chciało ale komisja nie chciała, raz mi się nie chciało chociaż komisja namawiała, innym razem nie chciało się nikomu. Kilka osób walczyło bardziej ode mnie, żebym te stopnie w końcu pozdobywał i wreszcie mam spokój. Mogę usiąść wygodnie w fotelu i oddać się wreszcie słodkiemu lenistwu… ;)