„Nihil semper suo statu manet”. To zdanie powinno stale towarzyszyć każdemu, kto podejmuje się objęcia funkcji drużynowego. Znaczy ni mniej, ni więcej tyle co „nic nie trwa wiecznie w swoim stanie”.
Podczas wielu dyskusji, mających na celu wyznaczenie planów na przyszłość, pada pomysł zwiększenia ilości drużyn, zwiększenia ilości ich członków. Ale jak to zrobić, skoro w naszych środowiskach funkcjonuje tak wielkie przywiązanie do tego, co już mamy? Konkretniej – do ludzi – których mamy.
Patrzyłem na to i z perspekt
ywy drużynowego i hufcowego. Od kilku lat również z perspektywy drużynowego drużyny wędrowników. Skąd takie przywiązanie do ludzi, skoro, teoretycznie, wszyscy znamy schemat: Z drużyny harcerzy tworzymy kadrę gromady zuchowej, która ma na celu zasilenie naszej jednostki i nie musimy się dzięki niej męczyć z organizacją akcji zaciągowych, które dla wielu jednostek nadal stanowią nie lada problem. Z drużyny harcerzy zasilamy również drużynę wędrowników – bo przecież nie możemy trzymać naszych podopiecznych pod kloszem przez całe życie. Dajmy im się rozwijać!
Sam dobrze pamiętam okres, kiedy w drużynie udało mi się powołać zastęp starszoharcerski – i właściwie było mi z nim dobrze. Do czasu, aż w czerwcu, jeszcze przed obozem, rozpocząłem podsumowanie roku i planowanie kolejnego. Przy charakterystyce osobowej członków i ustanawianiu celów zobaczyłem ogromny dysonans pomiędzy najmłodszymi, a najstarszymi. Miałem dwie wizje – starszych zatrzymam, w końcu są wyrobieni, a przed nami drugi Turniej Drużyn Puszczańskich, na którym warto wystartować w dobrej ekipie, a młodszymi da się kierować tak, jak to było do tej pory. Druga wizja, zakładała jednak to, że prowadzę JEDNĄ drużynę, w której powinna panować sprawiedliwość, i jedna metoda pracy wychowawczej – bo dzięki temu łatwiej, i efektywniej – ludzie są w podobnym wieku, lepiej się rozumieją, panuje lepsza atmosfera.
Wygrała opcja druga. Podjąłem decyzję, że po Turnieju Drużyn Puszczańskich starsi harcerze odejdą, aby tworzyć Drużynę wędrowników. Jak widać, pomimo kilku przeszkód, decyzja była trafna, bo Honker, na którego czele teraz stoję, wziąl swój początek właśnie z tego zastępu, i gdyby nie decyzja pierwszego drużynowego i jego wycofanie, pewnie nie stałbym się jej drużynowym. Ale stało się, i od 11 listopada 2007 roku przeżywam z chłopakami jedną z najlepszych przygód mojego harcerskiego życia, której nie są w stanie zabrać inne obowiązki i funkcje. Nie żałuję tej trudnej jak na czasy, kiedy je podejmowałem, decyzji o podzieleniu drużyny i powołaniu samodzielnych wędrowników.
Rok wcześniej pierwszy z
moich przybocznych, którego oddelegowałem do prowadzenia gromady zuchowej, poddał się i lekko wycofał z pracy. Przywróciłem go do drużyny harcerzy, oddając w jego miejsce innego przybocznego, w którym widziałem swojego potencjalnego następcę. Dodatkowo, do mającej powstać gromady, odesłany został jeszcze jeden ze zdolniejszych harcerzy. To również był ciężki moment, gdyż drużyna została osłabiona – straciłem świetnego pomocnika, a także najlepszego, jak na tamten moment, kandydata na zastępowego jednego z zastępów. Teraz, z perspektywy czasu, patrzę na tę sytuację z uśmiechem i radością, gdyż Łukasz jest jednym z lepszych zuchmistrzów w naszej Chorągwi, a Grzesiek we wrześniu najprawdopodobniej przejmie po nim Gromadę.
W międzyczasie trwały próby przekazania wędrowników do innych jednostek, aby tam pełnili służbę. Marcin pomagał w XV ŁGZ, wkrótce zastąpił go Kamil Grzejek, który przez pewien czas pełnił funkcję wodza wspomnianej gromady.
W chwili przekazywania drużyny zapadła kolejna ciężka decyzja. Zaprowadźmy porządek, i dajmy chłopakom okazję się wykazać. W ten sposób drużynę wędrowników zasilili kolejni starsi siedemnastacy, moim następcą został Konrad, a Tomek – trzeci przyboczny – rozpoczął tworzenie nowej jednostki w Aleksandrowie Łódzkim.W kolejnym roku (już nie w mojej kadencji) 17 przekazała kolejnego harcerza, do prowadzenia Gromady Zuchowej – tym razem przy 84 ŁDH. Rysiek pełni funkcję do dzisiaj.
W sumie, w ciągu 5 lat pełnienia przeze mnie funkcji drużynowego, z siedmioosobowego zastępu, który prowadziłem na obozie hufca w Peplinie w 2003 roku i który obozował w podobozie 84 Łódzkiej Drużyny Harcerzy, gdyż nie byliśmy w stanie samodzielnie stworzyć własnego podobozu, powstały kolejno: Gromada Zuchowa, Drużyna Wędrowników i Drużyna Harcerzy w Aleksandrowie, którą ze względu na nowy system składek postanowiliśmy przekształcić w zastęp.
Co by było, gdybyśmy w odpowiednich momentach się nie dzielili? Gdybyśmy trwali w zespole ludzi, w którym czuliśmy się dobrze? Nie wiem. Wiem, że patrząc na wszystko z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że decyzje były słuszne, bo pozwalały każdemu starszemu członkowi mojej drużyny podjąć wyzwania i znaleźć miejsce rozwoju najlepsze dla siebie. Część zaczęła prowadzić własne jednostki, część próbowała, ale zrezygnowała. Część podjęła inne decyzje.
Nie piszę tego, aby przedstawić Wam historię rozwoju 17 – chociaż tego nie dało się uniknąć, abyście wiedzieli, że wiem o czym mówię – ale piszę po to, aby zachęcić Was u progu obchodzonego 100-lecia harcerstwa, do podjęcia na barki trudu rozwoju nie tylko Waszych jednostek, ale i naszej Chorągwi.
Zatrzymywanie starszych harcerzy owszem, może być dla Was pomocne i sprawić, że Wam i im będzie dobrze. Ale czy dobrze również dla nich z perspektywy ich rozwoju? Czy dobrze dla Waszego środowiska z perspektywy czasu?
Co jakiś czas prowadzę rozmowy z drużynowymi posiadającymi starszych harcerzy, namawiając ich do próby podjęcia z nimi pracy. Najprostszą propozycją, jaką mam, jest oczywiście przekazanie ich do prowadzonej przeze mnie drużyny wędrowników, w której staram się nie tylko dbać o ich rozwój, ale i odnajdywać dla nich pole służby dla naszej Chorągwi i Związku. Pamiętajcie, że dzięki takiej współpracy wspólnie możemy przyczynić się do wzrostu liczby i poprawy jakości naszych jednostek. Oczywiście, dróg jest kilka – warto jednak na pewnym etapie udzielić sobie odpowiedzi, czy na pewno pobyt w drużynie harcerzy dla każdego z Waszych harcerzy jest tą opcją, dzięki której najlepiej się rozwinie. Nie przegapmy szansy, i nie ograniczajmy rozwoju naszych podopiecznych poprzez zostawianie ich w jednostkach w chwili, kiedy gdzie indziej mogliby zyskać dużo więcej, ale również dużo więcej sami z siebie dać. Dajmy im poczuć wiatr w skrzydłach!
phm. Sebastian Grochala HR

