Dnia 26 listopada o północy odbył się bieg na stopień, bieg zaczął się w lesie zgierskim przy kamieniu harcerskim. Stawiliśmy się w czwórkę- ja, Michał, Tomek i Marcin. Przywitał nas drużynowy – Sebastian i poprosił do siebie pojedynczo. Na ucho otrzymywaliśmy pierwsze tej nocy zadanie…Mieliśmy po głosie trąbki trafić do wyznaczonego punktu.Wiedzieliśmy, że jest tam jakaś osoba – w związku z czym dodatkowe zadanie polegało na tym, aby dotrzeć do niej tak, aby nas nie zauważyła. Udało się. Po dotarciu na punkt punktowy (Rysiek) opowiedział nam o magicznym miejscu, na którym się znajdowaliśmy (a były to groby harcerzy poległych w czasie II Wojny Światowej w tym miejscu). Po wysłuchaniu gawędy naszym zadaniem było strzelanie do tarczy z wiatrówki. Każdemu udało się trafić w ledwo co widoczny cel. Po wykonaniu zadania punktowy pokazał miejsce gdzie ukryta była nić po której mieliśmy dostać się do następnego punktu. Po dziesięciu minutach trudnej drogi prowadzącej przez krzaki raz górą, raz dołem, dotarliśmy do kolejnego punktu punktu. Tutaj spotkaliśmy Marusza – naszym zadaniem kolejnym było odpowiedzieć na pytania z historii harcerstwa (osoba, która odpowiedziała najgorzej w kolejnym zadaniu miała dodatkowe zadanie). Po odpowiedzeniu na wszystkie pytania, druh zaprowadził nas do rzeczki gdzie z lin mieliśmy wykonać most linowy. W plecaku, w który dostaliśmy wcześniej znajdowały się dwie liny. Po uzgodnieniu ze sobą ustaliśmy, że zrobimy małpi mostek. Dodatkowym zadaniem było przetransportowanie ze sobą całego dobytku – jakie mieliśmy szczęście, że Michał na początku biegu zdecydował się zostawić rower! (inaczej jego również musielibyśmy przeprawiać :) ). Gdy przedostaliśmy się na drugą stronę rzeki otrzymaliśmy mapę z współrzędnymi trasy (część prowadziła tak jak nawigacja samochodowa, z tym, że poza nazwami ulic pojawiły się kierunki świata co trochę utrudniało sprawę). Udaliśmy się w drogę, mapa nie była dokładna, więc szliśmy na wyczucie. Gdy dotarliśmy na wskazane na mapie miejsce, kolejny punktowy- Adrian – poprosił nas o zmienienie mu koła w samochodzie na zapasowe. Z naszej czwórki wymieniać koło dobrze umiał tylko Michał, więc pokazał nam gdzie trzeba podłożyć lewarek i zmieniliśmy koło – sporo się przy tym nauczyliśmy. Za wykonane zadanie Adi podwiózł nas kawałek do następnego punktu – tam się okazało, że znowu mamy mu zmienić koło, tym razem już na zwykłe. Na koniec Adrian wskazał nam miejsce, gdzie znajduje się informacja o kolejnym zadaniu. Znaleźliśmy chlebak a w nim pasty do butów i kartkę z zaszyfrowaną informacją – mieliśmy zrobić pochodnie i wraz z nimi dotrzeć do kolejnego punktu. Tomek poświęcił swoją bluzę na wykonanie zadania – owinęliśmy koszulkę w patyk i posmarowaliśmy pastą do butów, którą otrzymaliśmy. Z zapalonymi pochodniami dotarliśmy do kanału, gdzie musieliśmy dotrzeć. Po dotarciu otrzymaliśmy wiadomość alfabetem morsa nadawaną latarką z drugiego brzegu. Po odszyfrowaniu podaliśmy hasło Łukaszowi i w zamian otrzymaliśmy kolejne zadanie. Niby wydawało nam się łatwe, ale na wykonanie Łukasz dał nam 30 min. Zmuszeni byliśmy więc biec na najwyższe wzniesienie w okolicy. Zmachani dotarliśmy na górę, gdzie przy rozpalonym ognisku czekała na nas drużyna. Zaraz po tym jak dostaliśmy się na to wzniesienie, w pięknej scenerii śpiącego, oświetlonego jedynie miejskimi światłami miasta odbył się apel zakończający bieg na ćwika. Jeden z naszej czwórki złożył Przyrzeczenie Harcerskie. Wszyscy uczestnicy biegu otrzymali kolejny stopień harcerski i powitaliśmy nowo wschodzący dzień. Tym oto sposobem ostatni członkowie „Honkera” kończąc próby i zaliczając bieg na stopień dołączyli do grona wędrowników ze stopniem ćwika – warto chyba dodać, że nie ma w naszych szeregach nikogo ze stopniem niższym.
To nie był jeszcze koniec – podczas całego biegu zdobywaliśmy różne produkty spożywcze (m.in. sól, jajka, mleko, mąkę) a także garnek, patelnię etc. Wszystko po to, aby przy wspólnym – naleśnikowym- śniadaniu podsumować bieg i porozmawiać o tym, co nas czeka w przyszłości…
ćw. Przemysław Kula


