Wiele lat na harcerskich obozach i zuchowych koloniach nauczyło mnie jednego. Chłopaki kochają grać w piłkę nożną, w zasadzie bez wyjątku. Dotyczy to zarówno tych starszych, jak i tych młodszych. Jeśli tylko dać im okazję, zbudować boisko i załatwić piłkę, to będą wykorzystywać praktycznie każdą wolną chwilę by „haratnąć w gałę”. Czasem ciągota jest tak wielka, że rozbudza w nich normalnie ukrytą kreatywność i inicjatywę i wystarczą 2 śmietniki, kawałek papieru posklejany taśmą klejącą i „można grać”.
Jeśli zastanowić się, skąd ta naturalna skłonność i jak ma się to do harcerstwa i prowadzonego przez nas wychowania, to możemy dojść do zaskakujących wniosków.
O co chodzi w grze „gałę”?
Prawie każdy z nas zna ten moment, kiedy wybierało się „składy”. Stoisz niecierpliwie w rzędzie i masz nadzieję, że nie zostaniesz ostatni. Jednocześnie widzisz, że o kolegę obok biły się dwie drużyny. Po prostu mu zazdrościsz. Mecz się nawet nie zaczął, a Ty już wiesz, że on został doceniony i zdobył uznanie grupy. Chciałbyś być na jego miejscu. Pamiętasz poprzednie mecze, wspominasz, jak koledzy poklepują go po plecach i patrzą z uznaniem, gdy ten strzeli bramkę. Już wiesz, że to jest Twój cel. Po prostu liczysz na akceptację i uznanie grupy. I cieszysz się w duchu, że może tym razem taki moment nadejdzie. Chcesz pokazać na co Cię stać.
Ledwie składy wybrane, a już, w jakiś magiczny sposób, zaczynasz utożsamiać się ze swoją drużyną. Przed chwilą byliście paczką kolegów, a teraz są tylko „My i oni”. Gotów jesteś kłócić się o każdą piłkę, każdy aut i wspólnie cieszyć się, smucić, denerwować i niecierpliwić razem ze swoją drużyną, po prostu jesteś członkiem zespołu. I tutaj pojawia się pierwsza okazja do nauki. Zazwyczaj wygrywają Ci, którzy umieją współpracować, rozumieją się bez słów, znają swoje miejsce na boisku i potrafią tworzyć jeden organizm. Ci, co grają sami na siebie, prędzej czy później otrzymują różne niepochlebne przydomki ochłapiarzy i innych takich.
Stałeś na obronie, padł strzał. Odruchowo odbiłeś piłkę ręką, bo leciała do bramki. W polu karnym był jednak taki szum, że nikt tego nie zauważył. Towarzyszą Ci sprzeczne uczucia. Drużyna się wybroniła z ciężkiej sytuacji, ale jakoś tak głupio kłamać. Postanawiasz powiedzieć prawdę. Mówisz chłopakom, że dotknąłeś ręką. Słyszysz za sobą jęki zawodu i pohukiwania ze strony kilku kolegów z Twojej drużyny. Będzie karny. Pada bramka. Trochę Ci smutno, ale jednocześnie podchodzi do Ciebie starszy kolega i mówi, że dobrze zrobiłeś. Pomimo porażki czujesz się moralnym zwycięzcą. Bo gra musi być fair. Tylko wtedy zwycięstwo smakuje naprawdę. Gramy dalej.
Jeden zero dla nich. Zaczyna się robić niebezpiecznie. Wiesz, że teraz po prostu nie można odpuścić. Przecież nie jesteś tutaj po to, żeby sobie pograć, ale zaczęła się gra i Twoim celem jest wygrać. Krzyczysz do obrony, że mają kryć swoich. Sam biegniesz do przodu z piłką, w ostatniej chwili dostrzegasz niekrytego kolegę, podajesz, on uderza „z pierwszej”. Jest po jeden. Gramy!
Tym razem oni stają się coraz bardziej zdecydowani. Napierają, chcą zdobyć kolejną bramkę i ustalić wynik spotkania. Ktoś starszy z Twojej drużyny jednak ładnie pokierował chłopakami i każdy pilnuje swojego i za wszelką cenę nie pozwala im wyprowadzić akcji. Tamci dwoją się i troją, ale bezskutecznie. W pewnym momencie piłka trafia do Ciebie, biegniesz, chcesz wyprowadzić kontrę. Nie wiesz nawet kiedy, ale jeden z tamtych uderza Cię z bara, zaś drugi podcina. Lądujesz na ziemi, czujesz kłujący ból kolana i pieczenie zdartej skóry. Chce Ci się płakać i zejść z boiska. Zamiast tego zagryzasz zęby i wstajesz. Koledzy Cię pytają, czy nic Ci nie jest, Ty, lekko oszołomiony, wymuszasz uśmiech i mówisz, że możemy grać. Trochę utykasz, ale po kilkunastu sekundach zapominasz o bólu. Liczy się tylko gra.
Dopiero po chwili orientujesz się, że byłeś w polu karnym. Zastanawiasz się, czy strzelać, czy oddać piłkę bardziej doświadczonemu koledze. Trochę się boisz, że to schrzanisz, ale postanawiasz ryzykować. Wiesz, że taka sytuacja może prędko się nie trafić. Ustawiasz piłkę, na boisku czuć, że coś wisi w powietrzu. Wszyscy wpatrują się w ciebie, łącznie z bramkarzem z twarzą pokerzysty starającym się odczytać Twój ruch. Ty już wiesz, co zrobisz. Bierzesz rozbieg, strzelasz, on leci w drugą stronę, piłka pewnie ląduje w siatce. Dwa jeden. Wygrywacie.
Na boisko wparowuje koleś i krzyczy, że gracie już i tak o pięć minut za długo i że teraz ich kolej. Ty nawet nie wiesz, kiedy to minęło. Teraz czujesz na sobie wzrok kolegów i czujesz jak poklepują Cię po ramieniu. Rywale z powagą podchodzą i podają Ci ręce, jest wśród nich ten, co Cię podciął. Jest mu trochę głupio, ale Ty mówisz, że nie ma sprawy. Dopiero teraz czujesz, że noga jednak trochę boli i chyba warto będzie ją opatrzyć. Ale to teraz nieważne. Oprócz suchości w gardle czujesz teraz smak zwycięstwa i bardzo Ci się ten smak spodobał.
Kolejny mecz za Wami. Schodzicie z boiska, idziecie pod prysznic. W drodze powrotnej wspominacie najciekawsze akcje, chwalicie się nawzajem za dobrą grę, zachowanie fair play, dziękujecie, a rywalom okazujecie szacunek. Jesteście zmęczeni i szczęśliwi. W międzyczasie zapomnieliście nawet o tym, co Was wcześniej poróżniło. Napięcie zniknęło i stało się jakoś mniej istotne. Przed chwilą na boisku były dwa teamy, ale teraz znów stanowicie jedną drużynę. A nawet trochę bardziej niż wcześniej.
…
Każdy z nas przeżył chyba kilka takich momentów. Gra w piłkę to wspaniała sytuacja wychowawcza, kiedy macie okazję jako drużynowi uczyć swoich chłopaków waleczności, nieustępliwości, współpracy, odporności na ból i zmęczenie, zorientowania na cel i niepoddawania się, a także poszanowania dla zasad i wspólnoty. Mecz to także okazja do rozładowania napięcia, a być może „wyjaśnienia sobie czegoś na boisku” zamiast podczas bójki. Waszym zadaniem jest tylko umiejętnie balansować pomiędzy tym, co jeszcze jest agresywną grą, a co już agresją, co jeszcze jest sportem, a co już sportem i sportowym zachowaniem nie jest. Korzystajmy z tych okazji jak najczęściej!
P.S. Po wczorajszym finale MŚ w siatkówkę myślę, że nie tylko „gała” daje radę. ;) Sport to sport!
Foto: https://www.flickr.com/photos/joeshlabotnik/ licencja: CC BY-NC-SA 2.0





