Na początek wniosek, który powinien być zarazem punktem wyjścia dla drużynowych: Druhowie! Żaden kurs, nawet najlepszy, nie zrobi z waszych chłopaków dobrych zastępowych. Pamiętajcie, że jest to tylko pewien krok w wychowaniu dobrego zastępowego. Rzecz oczywista, ale założę się, że nie dla wszystkich.
Kurs zastępowych w hufcu:
Istnieje wiele form szkolenia zastępowych, a kurs w hufcu jest jedną z nich. Ale nie jedyną. Taki kurs ma zalety i wady, ale jest chyba po prostu wygodny – dlatego decydujemy się na niego. Przede wszystkim duży może więcej. Z reguły na kursach hufców jest od kilkunastu do dwudziestu paru kursantów z różnych drużyn i jest to często pierwszy moment poznania rówieśników z innych jednostek. Ponadto drużynowy, jeśli nie jest w kadrze, nie ma zbyt wiele do roboty poza jakimiś zajęciami i może przygotowaniem czegoś na wyjazd, bo szkolenie jego własnego zastępowego robi właśnie ktoś za niego. Czyż nie jest to wygodne? Jest i nie widzę w tym nic złego, natomiast musimy liczyć się z pewnymi zagrożeniami. Otóż nie do końca wiemy czego nasi przyszli zastępowi się nauczyli, jaka jest jakość tej wiedzy i jej poziom. Co więcej, jeśli kurs jest duży, to ciężko się skupić na jednostce i jak najlepszym przekazaniu jej pewnych treści oraz dokładnym omówieniu z każdym zadań (z przyczyn czasowych). Z drugiej strony, jeśli kurs jest za mały, to nie tworzymy wtedy drużyny kursowej i też nie daje to takich efektów, jak w zdrowej ilościowo drużynie (czytaj: 16-32 osoby). Szkolenie w hufcu tworzy pewnego rodzaju ujednolicenie poziomu. Po dobrym kursie, do słabszych drużyn mogą, wrócić nieźli kandydaci na zastępowych, a w bardzo dobrych drużynach i tak zostaną oni podciągnięci do jeszcze wyższego poziomu.
Podsumowując: kurs jest dobrym ETAPEM w szkoleniu zastępowego. Poza tym te niezapomniane wspomnienia…:)
Kurs zastępowych w drużynie:
Kiedyś bardzo popularne, obecnie zaś kursy w drużynach są wyparte przez hufcowe. W drużynie i tak odbywa się całoroczne szkolenie zastępowych – dlaczego nie zrobić również kursu? Proponowałbym tę opcję podczas zimowisk drużyny oraz weekendów. W formie byłoby to trochę zbliżone do wyjazdów hufca. Muszę tu również zaznaczyć, że kursy w hufcach także mogą być realizowane w podobny sposób.
Kurs zastępowych w drużynie ma same pozytywne cechy, bo to tak naprawdę drużynowy jest odpowiedzialny za wychowanie zastępowych, nie zaś hufcowy. Zatem takie rozwiązanie wydaje się najbardziej naturalne.
Być może za rok warto zrobić zimowiska drużyn, zamiast Szczytów, Gildii, lub Seminarium? Albo jedno i drugie?
Opcja nr 3:
Likwidacja kursów zastępowych. Dość odważna teza, ale skoro drużyna działa metodą harcerską, to czyż zastępowi nie powinni sami z niej wyrastać, hmm? Może po prostu wystarczy dobrze prowadzić drużyny, a nie robić na wpół atrakcyjne zimowe szkółki?
Panowie, pamiętajcie że to, czy będziecie mieli silny ZZ, zależy tylko i wyłącznie od drużynowego, a nie kadry kursu w hufcu, czy poziomu owego kursu. To wszystko stanowi po prostu tylko cegiełki, które możecie dołożyć do budowy silnych jednostek. Albo je wyjąć – jeśli wam się nie spodobają.
Mateusz Idzikowski

