Strona główna / 6. Krytycznie o... / Harcerskie Forum Wolnej Myśli / Na myśl o świętach mam mdłości!

Na myśl o świętach mam mdłości!

Jak co roku w grudniu wszyscy czują zbliżające się święta (czy tego chcą, czy nie) i to wcale nie dlatego, że zaczął się adwent. Ostatnio siedząc na lektoracie z angielskiego, usłyszałem pytanie: „po czym poznać, że święta się zbliżają?”  i zdziwiłem się bardzo, bo nikt nie wspomniał o świątecznych reklamach, przecenach w domach towarowych, światełkach wiszących na wszystkich budynkach a także wzdłuż całej ulicy piotrkowskiej, ani o wielkich  choinkach (bez obrazy dla choinek, ale tak zwykło się mówić na te  plastikowo-metalowe konstrukcje w kształcie olbrzymiego stożka, szczelnie pokryte lampkami, stojące w centrum miasta).

Oczywiście nie myślcie, że padła odpowiedź w jakikolwiek nawiązująca do Narodzenia Pańskiego (pozwolę sobie na drobną dygresję: jakże myląca jest ta nazwa, bo gdyby zastanowić się nad tym zestawieniem słów, można by dojść do absurdalnego wniosku, że jest to święto religijne, że tu chodzi o coś naprawdę istotnego. Ale nie żyjcie w błędzie: tak było kiedyś; teraz to święto to tylko kolejny powód do obfitego posiłku i odpoczynku od ciężkiej pracy, najczęściej w gronie rodziny, choć i od tego się odchodzi). Bowiem to, że Boże Narodzenie się zbliża, można poznać po rozkładówce w telewizji! Otóż tak: jeśli w telewizji można było obejrzeć jakże znany film ”Kevin sam w domu”, to znaczy, że święta są już tuż tuż.

Jednak nie to w świętach boli mnie najbardziej, chodź niewątpliwie świadczy to o upadku naszej cywilizacji, popularnie zwanym też rozwojem kultury, nauki, sztuki, równości, tolerancji i Bóg wie czego jeszcze. Najbardziej frustrujące dla mnie jest jednak obchodzenie wigilii po 2, 3, 5, 10, a nawet kilkanaście razy! Pomijam fakt, że samo słowo wigilia oznacza przeddzień jakiegoś ważnego wydarzenia, więc te wszystkie nasze harcerskie, klasowe, szkole, uczelniane wigilie to tak naprawdę spotkania opłatkowe a nie żadne wigilie, ale mniejsza już o nazwę. Dużo bardziej znaczącym problemem jest fakt organizowania takich spotkań, z których nic nie wynika!

Nie pogłębiamy w ten sposób swojej wiary; owszem, jest czytany fragment pisma (też nie zawsze), jest modlitwa (raczej taka krótka, przed posiłkiem), jest śpiewanie kolęd (taka tradycja, myślę, że mało kto traktuje to jako rozmowę z Bogiem, bo to w końcu też modlitwa), no i czasem są jasełka (jedyny element, który pokazuje, czym naprawdę są te święta, choć spotykałem się z jasełkami bez Pana Jezuska – zamiast niego był święty Mikołaj, prezenty, śnieżynki, renifery itp.), bo cała reszta to są czyste tradycje.

Łamanie się opłatkiem – tradycja, obdarowywanie się prezentami – tradycja, obfita wieczerza bezmięsna – tradycja, ubrana choinka – tradycja, święty Mikołaj – tradycja, spotkanie z rodziną, drużyną, kadrą, instruktorami – tradycja. Nasze wigilie (spotkania opłatkowe) to zbiór tradycji; nie mówię, że tradycje są złe i że nie należy ich  kultywować (temat na oddzielny artykuł), ale gdzie jest Bóg? Czy to nie On się rodzi w te święta? Czy to nie On przychodzi do naszych domów po to, by później nas zbawić? I najważniejsze pytanie: czy podczas tych spotkań pamiętamy o tym i organizujemy je po to, aby świętować to wydarzenie?

Jaki cel wpisujemy w planie wigilii naszej drużyny (lub szczepu)?

Odpowiedź jest jedna: nie piszemy planu, bo to chyba oczywiste, jak powinna wyglądać wigilia i po co jest.

Jednak myślę, że skoro uważamy się za Chrześcijan, to powinniśmy obchodzić święta po Bożemu i nie zapominać, że mają nam one przypomnieć o tym, że Pan przyjdzie na ziemie, ale tym razem już sądzić… Więc te święta to przede wszystkim idealny moment do nawrócenia. I życzę wam wszystkim, abyście takie nawrócenia przeżyli w te święta.

Krecik

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *