Harcerstwo istnieje już cały wiek. Dla człowieka niezwiązanego z harcerstwem, ale powierzchownie wtajemniczonego, jest to okres dość imponujący, biorąc pod uwagę wysoki wkład pracy instruktorów i praktycznie zerowe korzyści materialne. Dla małego harcerza jest to niewyobrażalna liczba, świadcząca o zamierzchłej przeszłości i mglistych początkach, opowiadanych przez zastępowego na kominku. Instruktor widzi w wyobraźni tysiące drużynowych i instruktorów walczących o przetrwanie ruchu. W większej skali, jak i niestety dla większości osób, czas ten nie jest imponujący: ludzie nie wiedzą co robimy, ile zrobiliśmy, a nawet że w ogóle istniejemy.
Harcerze przynosili dumę i pomoc Polsce w ciężkich dla narodu okresach, szczególnie podczas drugiej wojny światowej w walce z okupantem. Byliśmy żołnierzami w walce podziemnej, potężnym filarem funkcjonowania konspiracji wojennej. Harcerze trudnili się we wszystkim, co było aktualnie potrzebne, od nastolatków roznoszących różne wiadomości i rozkazy po pogotowie harcerskie. Z punktu widzenia wychowawczego, były to wielkie i ciężkie lekcje dla młodych harcerzy, a dla starszych wymagające próby, które, miejmy nadzieję, się już nigdy nie powtórzą.
Misja harcerska nie straciła od tamtego czasu na swej wyrazistości i prostocie metody. Nadal wychowujemy młodzież i nadal poprzez własny przykład.
Rzeczą, która mnie aktualnie najbardziej w historii harcerstwa interesuje, jest nasz wpływ na dzieje Polski. Co by się działo, gdyby nasi poprzednicy nigdy nie byli harcerzami i nie zostali wciągnięci do Polski Podziemnej? Gdyby Baden-Powell nie wpadł na swój genialny pomysł i nie napisał żadnej książki, a Małkowski miał za karę przetłumaczyć Hamleta? Nie chcę się wgłębiać tutaj w gdybanie, bo z historii na pewno nie jestem orłem. Mogę jedynie dalej się zastanawiać, czy zaistniałby pewien czynnik społeczno-przywódczy, który by zastąpił impuls harcerski w tych ważnych okresach. Czy ten wyimaginowany system stworzony przez silnych przywódców przetrwałby do dziś? Czy możliwe jest, że mięlibyśmy dzisiaj w naszym harcerstwie za priorytet rozwijać tężyznę fizyczną i umiejętność walki z okupantem?
Przez te sto lat zdążyło się wydarzyć naprawdę wiele w historii: krwawe wojny, wyniszczający nasz harcerski system i wartości komunizm oraz poważne represje ze strony okupanta. Zastanawia mnie, czy przez te wszystkie lata nie zatraciliśmy w postępowaniu pewnych pierwotnych wzorców i celów. Już od szczebli zastępowego i zastępu wszystko sobie zaczęliśmy upraszczać i ułatwiać. Zastępowy wchodzi do gotowej szkoły, na zaciąg zorganizowany przez drużynowego, przychodzi mu 20 chłopaków, umiejętnie zmniejsza tę liczbę do 6. Ale obojętnie przejdzie obok dzieciaka wpatrzonego w harcerzy (o ile taki się trafi wśród dzisiejszych nastolatków), nawet go nie zauważając. Idzie z podniesioną głową, dumny z faktu, że jego zastęp paraduje po podwórku szykiem bojowym. Podejrzewam, że we wczesnym etapie harcerstwa, kiedy uważano je za świetną grę i zabawę, zastępowy zgarnąłby tego dzieciaka, kazał mu polecieć po swoich kumpli i razem wybraliby się na wycieczkę do pobliskiego miasteczka na lody.
Kiedyś chociażby nie wyobrażano sobie jakiejkolwiek zbiórki bez wyjścia do lasu i pośpiewania przy ognisku. Dzisiaj zastępowy woli opowiedzieć o minionych czasach w ciepłej szkole przy kominku.
Warto by zachęcić zastępowych do powrotu do harcerskich korzeni, a przede wszystkim samemu to zrobić; przeczytać jeszcze raz „Scouting for boys” albo „Wskazówki dla skautmistrzów”. Znaleźć pierwotne punkty zaczepienia, wymyślone i opisane przez Baden-Powella. Spojrzeć na świat i na naszych harcerzy jak on.
Marcin Buła
