Wszystko, co robimy pierwszy raz w życiu jest w jakiś sposób wyjątkowe, co by to nie było. Często wiąże się z tym jakieś napięcie i oczekiwanie i jakiś stres. Tak też było i w moim przypadku przed zbiórką wyborczą okręgu.
Zbiórka jak to zbiórka pewnie niczym szczególnym nie wyróżniała się na tle innych (wcześniejszych zbiórek wyborczych okręgu) ale mnóstwo myśli i wniosków po niej mi się nasunęło do głowy.
Pierwsze moje spostrzeżenie było takie, że my instruktorzy nie umiemy zdążyć na czas, owszem większość z nas tak, ale jak się okazuje nie wszyscy. Owszem rachunek prawdopodobieństwa wręcz jasno mówi, że tak będzie, bo trudno żeby nikt się nie spóźnił na tak liczne grono osób… ale z drugiej jednak strony patrząc są to instruktorzy! Już nie pierwszy raz się spóźniają. Zauważyłem nawet taką zależność, że robią to znacznie częściej niż ich podopieczni – ciekawy wiosek warty zapamiętania.
Jednak szybko przestałem się tym martwić widząc tyle znajomych twarzy. Tylu ludzi, z którymi chciałoby się porozmawiać. Dookoła same uśmiechnięte twarze, bez przerwy padają pytania: „co tam w siedemnastce?”, „jak sobie radzisz ze swoimi chłopakami?”
Bez namysłu rzucam się w wir rozmów i dywagacji, które nie rzadko przeradzają się w plotki. Oj tak – tylu plotek co na takiej zbiórce to się nigdzie nie usłyszy… instruktorzy z całej Łodzi, ze wszystkich środowisk wymieniają się nowinkami. Wszyscy się znają nawzajem. Jednym słowem powstaje taka wspaniała atmosfera – swoją drogą myślę ze to właśnie ona skupia nas, ludzi dorosłych w tych krótkich zielonych spodenkach.
Za rzadko jednak odbywają się takie spotkania. Można to zaobserwować po fakcie iż prawie 20 min zajęło nam znalezienie miejsc i usadowienie się na nich, by móc zacząć oficjalnie zbiórkę. Myślę że trudno nam instruktorom zarządzać innymi instruktorami (zwłaszcza w tak luźnej atmosferze) i trudno nam, którzy zwykle wydajemy rozkaz zajęcia miejsc, usłuchać tego rozkazu od razu – w końcu tyle jest do opowiedzenia innym podzielenia się czymś czy pożartowania. Strasznie dziwna sytuacja, ale nie zarzucam nic bynajmniej instruktorom naszego okręgu tylko wydaje mi się jednak, że zachodzi w takich sytuacjach dziwne zjawisko. Jakby cofnięcia się o krok. Bo w końcu pomimo, że jestem instruktorem, wychowawcą, drużynowym, to jestem najmłodszy (jeden z młodszych) i zamiast natychmiastowo wykonać proste polecenia zaczynam zachowywać się jak najmłodsi druhowie z mojej drużyny, którzy ociągają się, gadają i robią swoje. Oczywiście nadchodzi moment, (i to jest różnica w stosunku do młodych harcerzy) kiedy wszyscy zdają sobie sprawę, że najwyższy czas już usiąść.
I zaczyna się zbiórka.
Początkowo moje wrażenia były takie, iż wszystkie wybory (nie licząc wyborów na delegatów) są wyborami ustawionymi. Że to wszystko ma tylko pozory demokracji, bo możemy zagłosować tylko na jednego kandydata i wystarczy jeden głos za… brzmi jak tworzenie pozorów do ustawiania ludzi na z góry upatrzonych pozycjach… to wrażenie strasznie mnie męczyło. Ale w końcu spojrzałem na to z tej strony, że te wybory są po to by nie było sporów i konfliktów. Jeden kandydat jest o tyle dobry, że nie ma konkurencji i nie stwarza się sztucznych podziałów „politycznych” w gronie instruktorskim. A przecież to nie jest tak, że ktoś narzuca kto ma zostać komendantem chorągwi. Kandydat niejako sam zgłasza się do podjęcia tej służby i bez sensu jest bić się o nią, bo pole do służby znajdzie się dla każdego.
Zastanawiam się na ile potrzeba możliwości posiadania wyboru wynika z troski o dobro chorągwi (okręgu) i czym powinniśmy się kierować, a na ile z naszej chęci wpływania na coś, dla samego faktu przegłosowania czegoś albo stanięcia w opozycji…
pwd. Konrad Pawlak
2 komentarze
Chciałbym się doczekać takiej sytuacji, że rzeczywiście będziemy mieli trudny wybór – że na kluczowe stanowiska będzie 2-3 poważnych kandydatów.
Zbiórka Okręgu to dobry moment na podsumowanie kadencji odchodzącego komendanta i zadanie mu ważnych pytań, (co udało mu się zrobić podczas kadencji, dlaczego mu nie wyszło albo z czego był zadowolony, ect.). Tu zamiast plotek możemy dowiedzieć się konkretów o działalności Okręgu/Chorągwi. Na zjeździe przed kilkudziesięcioma instruktorami nikt się nie wymiga od odpowiedzi, bo jak to zrobić (a telefonicznie, czy mailowo jesteśmy na odległość, co sprzyja niedopowiedzeniom).
Kandydatowi na komendanta chorągwi, czy przewodniczącemu Okręgu jesteśmy w stanie wskazać, jakie powinny być jego działania na najbliższe dwa lata, czego oczekujemy, jakie mamy obawy. Sami widzimy jakie są jego pomysły na prowadzenie Okręgu/Chorągwi i czy aby pomysły nie są niskiego lotu, albo czy nie są wygórowane.
Podczas głosowania, jeśli nie dasz głosu ZA, to wszyscy mają świadomość, że muszą wytrwale pracować na zaufanie wszystkich instruktorów, bo za dwa lata kolejny zjazd…