25 kwietnia mija 12 lat od wejścia w życie konkordatu pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Stolicą Apostolską. Jest to umowa, która reguluje wzajemne stosunki obu państw, a także pozycję Kościoła Katolickiego w Polsce.
Umowa ta budziła duże kontrowersje, 5 lat przeleżała na półce i dopiero w 1998 roku udało się ją Sejmowi (głosami AWS i UW przeciwko głosom SLD) ratyfikować. Poprzednią (z 1925 roku) złamał Kościół oddając w chwili wybuchu II wojny światowej polskie diecezje pod władanie biskupów z Czech i Niemiec.
Oprócz „podziału władzy”, zasad współdziałania, ustanowienia najważniejszych świąt religijnych dniami wolnymi od pracy i uznania ślubu kościelnego za równy cywilnemu, mowa jest też o nauce religii w szkołach. Co prawda już w roku 1990 religii uczono w placówkach oświaty (!), jednak art. 12 Konkordatu oficjalnie zobowiązuje Państwo Polskie do udostępnienia chętnym rodzicom sal szkolnych na te cele. Oczywiście nauczać może tylko wykwalifikowany katecheta.
Wraz z religią do szkół trafiły krzyże jednego wyznania. Nie tylko do sal „katechetycznych” (bo takich specjalnie wydzielonych sal w większości szkół po prostu nie ma). Wiesza się je wszędzie. Stąd problem, który pojawił się przy okazji wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu przeciwko Państwu Włoskiemu również w Polsce.
Opinia społeczna o tym zjawisku jest następująca: w naszym kraju wyznaniem dominującym jest katolicyzm. Zdecydowana przewaga tego wyznania daje Kościołowi urojone „prawo” do narzucania swojej woli wszystkim ludziom, zawłaszczania przestrzeni publicznej i nieliczenia się z ich zdaniem czy odczuciami. Zamiast nauki „jedynej słusznej” religii (nie ma w szkołach religioznawstwa – przedmiotu, który by mówił o wszystkich religiach, kulturach, wierzeniach), można „wybrać” naukę etyki, której szkoły nie prowadzą z powodu braku odpowiedniej ilości kadry nauczycielskiej. Po pierwsze stosuje się w szkołach od najmłodszych lat indoktrynację w temacie tej „jedynej słusznej”, po drugie umieszcza się w salach w widocznych miejscach znaki krzyża. Przypomina to agresywne średniowieczne misje w Ameryce Łacińskiej, tylko jest mniej krwawe i brutalne.
Trudno się generalnie z tymi opiniami nie zgodzić. Co innego budynki sakralne, przydrożne kapliczki, wiece, marsze czy procesje, a co innego świeckie budynki użyteczności publicznej takie jak szkoły, sądy czy urzędy. Udajemy się do nich aby załatwić sprawę niezależną od naszego wyznania. Nie chcemy, wchodząc do urzędu miasta, widzieć na ścianach islamskich półksiężyców. Dlaczego w szkole mamy na ścianach widzieć krzyże? Odczucia to indywidualna sprawa. Dlatego trzeba założyć podejście neutralne wszędzie tam, gdzie ludzie nie spodziewają się ataku i indoktrynacji. Nie chce – nie chodzi do kościoła.
Ale dlaczego ma nie chodzić do urzędów?
Rozwiązanie jest jedno. Proste, logiczne i oczywiste. Zachować neutralność świato-poglądową instytucji państwowych i samorządowych. Ochrzczonych katolików w Polsce jest 89%. W miarę często praktykujących około 40%. Nie da się policzyć ludzkich uczuć, ale można szacować, że 60-70% Polaków wierzy w Boga i wyznaje zasady religii katolickiej. Co z pozostałymi? Krzyże w szkołach są im zapewne obojętne lub je akceptują w ramach polskiej tradycji. Nie ma więc problemu? Jest. Kilka lub kilkanaście procent Polaków się na to nie godzi bo nie musi. Wieszać krzyże w klasach to tak jakby napisać w każdej klasie w każdej szkole nad tablicą pośrodku ściany „Niech żyją blondyni, szatyni i bruneci!” albo „Tylko hetero jest cool!”. Rudych i „nie-hetero” też jest w Polsce kilka-kilkanaście procent, a uważalibyśmy taki napis za niestosowny.
Dlaczego tylko jeden znak religijny ma „oficjalne” miejsce w świeckich instytucjach? Nie da się powiesić wszystkich symboli, trzeba więc usunąć te, które są niestosowne. Idiotyczne jest tłumaczenie, że krzyż to symbol kultury europejskiej, tradycji, historii… Swastyka i sierp z młotem też. Zły przykład bo one są symbolami ustrojów totalitarnych i kojarzą się ze śmiercią milionów niewinnych ludzi? Krzyż kojarzy się ze śmiercią sto razy większej liczby ofiar, tyle że już o tym zapomnieliśmy bo to trochę dawniejsza historia. Krzyż nikomu nie przeszkadza? A skąd mamy to wiedzieć? Nam może nie, ale „innowiercom”? Czy nam przeszkadzałby widok gwiazdy Dawida w każdej szkole w całej Polsce gdyby wisiała tam bez krzyża obok? Dlaczego akurat ona? Reklama na wyłączność? A dlaczego akurat krzyż?
Jeszcze jedno. Urzędnicy państwowi, nauczyciele, sędziowie itd., muszą kierować się obowiązującym prawem, zasadami ustalanymi przez państwo. Czym jest krzyż w instytucjach publicznych? Wyrazem prywatnych wierzeń pracujących tam ludzi czy wyrazem zasad jakimi kieruje się instytucja (zasad często sprzecznych z obowiązującym prawem)? To już jest wypaczenie. Jeżeli krzyż znajduje się w miejscach publicznych, do których prawo wstępu mają zarówno chrześcijanie jak i wyznawcy wszystkich innych religii świata oraz ateiści, staje się symbolem dominacji, a więc dyskryminacji, bowiem sugeruje, że wiara katolicka jest lepsza, ważniejsza i ma większe prawa niż inne, podobnie jak jej wyznawcy.
Jeżeli ktoś ma mądre argumenty za tym, że krzyże powinny wisieć w budynkach publicznych, zapraszam do dyskusji. Mnie osobiście krzyż nie pomaga ani nie przeszkadza. W szkole jest dla mnie elementem folkloru, tradycji. Chciałbym w szkole tureckiej widzieć na ścianach półksiężyce, a w szkole białoruskiej krzyż prawosławny. Oba państwa są krajami ustawowo świeckimi. W Polsce oczywistym jest dla nas, że wisi krzyż. Ale oczywiste nie znaczy logiczne, zgodne z prawem i moralne.
pwd. Andrzej Jagoda