Strona główna / 3. Dwa łyki z metodyki / Poradnik hufcowego / Szkolenie w hufcu – zastępowi.

Szkolenie w hufcu – zastępowi.

Za nami ferie zimowe. Od wielu lat utarło się w naszej Chorągwi, że w ich trakcie zajmujemy się w naszych hufcach szkoleniem zastępowych poprzez organizację kursów. Trwają one zazwyczaj około tygodnia, zlokalizowane są w szkołach blisko Łodzi. O tym, gdzie w tym roku odbyły się kursy, jak wyglądało szkolenie zastępowych, i jakie to szkolenie ma znaczenie dla hufca przeczytacie w niniejszym artykule.Mam nadzieję, że o roli zastępowego w naszej organizacji mówić nie muszę. Zdajemy sobie sprawę, że dobrzy zastępowi są filarem naszej organizacji. Bez nich nie ma dobrych drużyn, to oni w większości sytuacji odpowiadają za to, jakie mamy jednostki w naszych hufcach. Nie umniejszajmy tutaj roli drużynowego, od którego wiele zależy, ale bez dobrych zastępowych nawet najlepszy drużynowy prawidłowo funkcjonującej drużyny nie poprowadzi.

Zastępowy jest podstawą. A więc od czego musimy zacząć chcąc pomagać naszym drużynom w hufcu? Od zajęcia się szkoleniem zastępowych! I tutaj napotykamy na pierwszą zagwozdkę. Mianowicie – kurs w hufcu vs kurs w drużynie. Przecież kiedyś takie „drużynowe” kursy zastępowych były na porządku dziennym. To drużynowy powinien wiedzieć, jaki standard zastępowego obowiązuje w jego drużynie, i dzięki temu, że sam będzie szkolił swoich zastępowych łatwiej osiągnie to, co zamierza. Dlaczego więc szkolenie przenieśliśmy do poziomu wyżej? Jakie to ma plusy?

Przede wszystkim w pewien sposób „normalizujemy” pewne sprawy. Nie da się ukryć, że w naszej organizacji są drużyny lepsze i gorsze. Drużynowi również są gorsi. W przypadku pozostawienia kursów na poziomie drużyn skazujemy od razu pewną ich grupę na to, że ich poziom będzie bardzo wysoki, organizowane będą z odpowiednim nakładem pracy osób je prowadzących – inaczej mówiąc, będą po prostu na bardzo wysokim poziomie. Z drugiej jednak strony, pozostanie grupa kursów które odbędą się na dużo niższym poziomie, lub też w ogóle się nie odbędą. Co jest ważniejsze? Dobro jednostek, czy ogółu? Przecież nikt nie zabroni gorliwemu drużynowemu przeprowadzić dodatkowego szkolenia swoich zastępowych – wręcz będzie to wskazane! Bo w każdej drużynie zastępowi mają trochę inne zadania, trochę inaczej się ich traktuje. I bardzo dobrze, bo dzięki tej różnorodności zyskują też hufcowe kursy. Dzięki temu, że skupiają harcerzy z różnych drużyn stają się miejscem gdzie następuje wymiana doświadczeń, tradycji, zwyczajów. Przyszli zastępowi mają więcej źródeł z których mogą czerpać. Do tego zwiększa się wachlarz możliwości- więcej kursantów daje możliwość prowadzenia dla nich gier, harców i ciekawszych zajęć których nie przeprowadzimy przecież dla 2 naszych harcerzy w drużynie. Właśnie – a kogo wysłać na kurs? Są różne możliwości…

Redaktor S. Grochala odbiera Patent Zastepowego z numerem 1 - Kurs Młody Las 2000r.
Redaktor S. Grochala odbiera Patent Zastępowego nr 1 Kurs "Młody Las 2000"

Według mnie, na kursy powinniśmy wysyłać TYLKO osoby, które szykują się do bycia zastępowymi. Nie powinno w zasadzie być sytuacji, kiedy w kursie uczestniczy ktoś, kto już jest zastępowym, albo ktoś, kto jedzie na kurs, ale wiemy w zasadzie, że zastępowym i tak nie będzie. To po co jedzie? Żeby „coś” z nim zrobić, spróbować odnaleźć jego harcerskie „powołanie”? A co jeśli się zupełnie tam nie odnajdzie? Będzie wiedział, że i tak nie chce być zastępowym, a pojechał na kurs bo…? – Kazał mi drużynowy… Skutek – obniżenie poziomu kursu. Wiadomo, że taka osoba nie będzie raczej pomagała kursantom, tym bardziej, że kurs w pewien sposób imituje szkołę (w której wiadomo, że dzieciakom ciężko usiedzieć i się skupić. Wolą się bawić – na kursie mamy to samo. A przecież chcąc nie chcąc musimy ich czegoś nauczyć). I idąc dalej, sam pokazał nam się kolejny problem. Zajęcia – jak je prowadzić? Czy kursy zastępowych muszą przypominać szkołę? Pewnie że nie! Co ma temu pomagać? Oto kilka przykładów:

– dobra obrzędowość kursu. Bardzo ważny element w przygotowaniu. Ważne, aby wszędzie towarzyszyła nam zabawa i przygoda. Jak najmniej zajęć w szkolnych klasach! A jeśli już, to jak najwięcej ruchu, rozmów, dyskusji, ruchu. Uczmy poprzez działanie!

– „przerywniki” – czyli turniej sportowy, wycieczka, zwiad, harce, gra terenowa, gra nocna i inne formy harcerskiej pracy. Nie zapominajmy o tym! Kurs ma też podawać przyszłym zastępowym nowe pomysły jak prowadzić zajęcia z tak trudnych dziedzin harcerskich jak np. historia harcerstwa. A przecież da się tego uczyć w ciekawy sposób!

– dobre przygotowanie do kursu – w chwili, kiedy się dobrze przygotujemy, nasze zajęcia także staną sie atrakcyjne. W chwili prowadzenia zajęć z „marszu” bardzo często stają się one monotonnymi wykładami. A nie muszą! Zabierzmy ze sobą jakieś materiały, mapy, różnokolorowe kartki, dajmy naszym kursantom możliwość, aby się wykazali.

– system oceniania. To każdemu nas przypomina szkołę. Jak to zmienić? Niech zamiast ocen, kursanci zdobywają coś innego – bardzo podoba mi się tutaj rozwiązanie „Szańca”, który w tym roku jako kartę ocen wykorzystał wzgórze. Makieta wykonana została z pianki budowlanej, odpowiednio pomalowana imitowała szczyt. Od dołu do góry wiodły różnokolorowe szlaki – każdy innego koloru, było ich tyle, ilu było kursantów. Każdy składał się z punktów. Po zakończeniu zadania i nadaniu oceny każdy kursant przemieszczał i zatykał na odpowiednim punkcie flagę w swoim kolorze. Celem było oczywiście zdobycie szczytu. I proszę – nie da się? Da się! Trzeba pomyśleć :)

W tym roku w naszej Chorągwi odbyły się trzy kursy zastępowych. Miałem przyjemność gościć na kursie ŁZD „Północ”, a także ŁHHrzy „Szaniec” – ze względu na to, że oba odbywały się w tym samym terminie, w tej samej szkole- w Głownie. Resztę artykułu pragnę poświęcić refleksjom komendantów tychże kursów. O relację z „Polesia” prosiłem, ale się nie doczekałem, więc w tym artykule jej nie zamieszczam.

__________RELACJE Z POLA WALKI__________

Kurs Łódzkiego Związku Drużyn „PÓŁNOC” – „SEMINARIUM TERTIUM” – komendant: phm. Jan Balcerski:

„To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść…” – słowa tej piosenki chcieliśmy odśpiewać na zakończenie kursu, ale brak prądu w kadrówce nam to niestety uniemożliwił. Czas na kilka refleksji pokursowych (przepraszam, jeśli będą nieco chaotyczne):

1. Szkoda, że w kursie uczestniczyło tylko 8 harcerzy z powołanej 14. W kursie „Szańca” brało udział tylko 5 osób. Wobec powyższego należy przemyśleć i przedyskutować w gronie instruktorów zasadność organizowania osobnych kursów przez każdy hufiec. Może połączenie sił i zrobienie jednego kursu zastępowych dla całej chorągwii ułatwiło by jego organizację ( jedne papierki zamiast dwóch czy trzech), wpłynęło na jego jakość (większy wybór prowadzących i większa możliwość zorganizowania np. ciekawej gry), a dodatkowo zintegrowało różne środowiska?
2. Poziom kursantów był dość zróżnicowany, co było do przewidzenia, bo ich staż harcerski też był bardzo różny. Wszystkim udało się zaliczyć kurs i otrzymać patenty zastępowych. Jakość wykonywanych zadań kursowych polepszała się z dnia na dzień. W ogólnej punktacji najlepsi okazali się: wyw. Łukasz Kubiak, wyw. Piotr Grzelak i mł. Bartosz Głowacki.
3. Jak zwykle życie okazało się bardziej pomysłowe od organizatorów kursu. Remont szkolnej kotłowni i związane z nim odcięcie ciepła na dwie ostatnie doby naszego pobytu pozwolił nam sprawdzić się w ekstremalnych warunkach. Ale przecież północ kojarzy się z mrozami, więc…
4. Ulubionem zajęciem kadry w tak zwanym międzyczasie były minikoncerty kareoke, uskuteczniane dzięki dostępowi do szkolnego laptopa i projektora multimedialnego, oraz kolekcji płyt komendanta. Powstał nawet zwyczaj, że każdy gość wkupuje się odśpiewaniem wybranego przeboju. Niektóre z tych występów mamy zarejestrowane.
5. Wielkim bólem zarówno kadry jak i kursantów było to, że nie mogliśmy skorzystać z hali sportowej znajdującej się przy szkole. Ale mamy nadzieję, że co się odwlecze… Już mamy zaproszenie od dyrekcji do zorganizowania jakiejś harcerskiej imprezy sportowej. Myślę, że warto przemyśleć.
6. W zorganizowanych przez pracowników hali mistrzostwach w tenisie stołowym Radek Kula zajął II miejsce na prawie 40 startujących w kategorii szkół podstawowych. Gratulacje!!!

__________RELACJE Z POLA WALKI__________

Kurs Łódzkiego Hufca Harcerzy „Szaniec” – „GILDIA ZDOBYWCÓW” – z-ca komendanta kursu: ćw. Maciej Zasadziński:

Dlaczego akurat ‘Gildia’ i dlaczego ‘Zdobywców’?

Pierwsza część nazwy nawiązuje do kilkuletniej tradycji kursów zastępowych najpierw w XV ŁDH, później w ŁHH „Szaniec”.

Gildia to stowarzyszenie rzemieślników, kształcące ich w konkretnym fachu. W tym roku fachem tym, określonym nieco metaforycznie było ‘zdobywanie’, a dokładnie – zdobywanie gór.

Zdobywanie gór nie jest czymś łatwym i prostym. Poprzez trud ‘wspinaczki’ możemy nie tylko kształtować sprawność fizyczną ale również szlifować swój charakter i uczyć się żyć w sposób niewygodny dla człowieka XXI wieku nastawionego na zdobywanie wszystkiego najmniejszym z możliwych wysiłków.

Chciałem aby kurs zachęcił i pociągnął chłopaków do zdobywania szczytów ideałów harcerskich ,by widzieli w tym sens i umieli pokonywać trudności stojące na drodze.

Starałem się wzbudzić w kursantach inspiracje i pasje w byciu przywódcą dla gromady chłopców ,którzy widząc postawę swojego wodza będą chcieli stawać się tacy jak on.

Mam nadzieję ,że przyszli zastępowi Łódzkiego Hufca Harcerzy ‘Szaniec’ zobaczą w swojej pracy – w prowadzeniu zastępu coś większego aniżeli ‘czysty sport’. Chciałbym aby zobaczyli w tym coś o wiele głębszego. Czy się uda, czas pokaże.


W dniu 26.01.2009 o umówionej godzinie w SP nr 2 w Głownie, stawiła się nadzieja ŁHH ‘Szaniec’ ,nowa świeża krew w ilości 5 kursantów. Czekamy jeszcze na przyjezdnych z Piotrkowa – kilka telefonów – i wiemy ,że niestety nikt więcej do nas nie dobije. No cóż, chcąc nie chcąc trzeba się cieszyć z obecności (miejmy nadzieję) przyszłych zastępowych i Zdobywców ŁHH ‘Szaniec’ :) Pierwszy dzień upłynął pod znakiem testowania wiedzy ogólnej oraz pod znakiem poznawczym obrzędowości kursu. Jednym z elementów obrzędowości była makieta góry po której kursanci mieli się ‘wspinać’ by zdobyć jej szczyt. Kolejny dzień to początek wspinaczki czyli pierwsze wykłady ,pierwsze zaliczenia. Tego dnia wykłady prowadzili członkowie kadry kursowej: Z-ca komendanta ćw. Maciej Zasadziński, Z-ca komendanta do spraw programowych ćw. Łukasz Jaszczuk oraz oboźny wyw. Kacper Forysiak. Tego samego dnia odbył się kominek poprowadzony przez hufcowego ŁHH ‘Szaniec’ phm. Adama Drabika HO na temat ‘Istoty Prawa Harcerskiego w życia harcerza’. Trzeci dzień kursu to rozbicie pierwszego obozu, czyli to od rana poważne zajęcia z planowania pracy oraz obrzędowości. Wykładowcami byli: ćw. ćw. Maciej Zasadziński oraz pwd. Łukasz Czekała HO. Popołudniu kursanci mieli okazję poznać czym jest ‘Zbiórka niekonwencjonalna’ , a w dużej mierze pomógł im w tym pwd. Dominik Wójcicki HO. Wieczorem chwila zadumy bowiem kominek na temat ‘Bóg i modlitwa w zastępie’ poprowadził ks. Arkadiusz Lechowski. Dzień po dniu kurs się toczył swoim rytmem, kursanci zdobywali kolejne metry niebezpiecznej Czomulungmy. Nie szło lekko. Jak na każdej wyprawie wspinaczkowej zdarzały się kryzysy. Żegnaliśmy je jednak skutecznie. Aż w końcu nadszedł ostatni obóz i pierwsze ataki na szczyt! Walczyli z całych sił! Determinacja i ambicja była ogromna! Ostatnie metry, ostatnie uderzenia czekanem i… udało się! Pierwszymi zdobywcami szczytu okazali się dwaj kursanci: Marcin Buła (3ŁDH) oraz Rafał Nowakowski (87 ŁDH) Tuż za nimi uplasowali się Łukasz Rosa (87 ŁDH) oraz Janek Jacek (87ŁDH) Niestety jeden ze zdobywców szczytu nie zdobył. I w taki oto właśnie sposób dnia 2.02.2009 zakończyła się wyprawa zdobywców ŁHH ‘Szaniec’. Miejmy nadzieję ,że trud wspinaczki posłuży przyszłym zastępowych na szlaku harcerskim jak i w życiu codziennym. Cała kadra życzy powodzenia!

<br>
Tak tegoroczne kursy opisują komendanci. Byliście na którymś? Coś szczególnie zapadło Wam w pamięć? Chcecie się czymś podzielić? Komentujcie!

3 komentarze

  • Czasem na kurs moim zdaniem warto wysłać więcej osób, nawet jak nam się wydaje, że nie będą zastępowymi. Kilka razy zdarzyło mi się tak, że osoby typowane na zastępowych zawodziły lub rezygnowały z ZHR i trzeba było postawić na osoby z drugiego planu, które okazywały się dobrymi zastępowymi. W Polesiu kilka razy najlepszymi kursantami zostawali harcerze, którzy nie sprawdzili się jako zastępowi i szybko rezygnowali z ZHR.

    Jako drużynowy wolę wysłać 4 kursantów (2 potencjalnych zastępowych i 2 na wszelki wypadek), bo dla wszystkich będzie to szansa na rozwój a my jako drużynowi nie mamy pewności, czy któremuś z nich coś nie strzeli.

  • szczęka mi opadła… nigdy nie widziałem tego zdjęcia! wow! :)
    od razu zastrzegę, że nie ja wstawiłem to zdjęcie a sprawcę tego zuchwałego czynu proszę o kontakt bo koniecznie chcę mieć to zdjęcie! :)

  • Wow! Bastian to Ty? Kto by pomyślał! Koniecznie Jagod musi skomentować tą fotkę. Oznajmię tylko, że Kurs „Młody Las” to fuzja kursów „Kominy” i „Łódź-Teren”.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *