„Kto pragnie innych uczynić radosnymi , ten sam musi posiadać radość.
Kto chce ciepło wnosić w świat, sam musi płonąć ogniem.
Kto pragnie innym pomagać, musi być przepełniony miłością.
Kto chce wprowadzać pokój na ziemi, ten musi mieć pokój w sercu swoim.”
Phil Bosmans
Była wiosna 1993 roku. Stałam pośród wielu osób na podwórku przy ulicy Legionów 51. Sztandary, harcerki, harcerze i ważni goście– wszystkich zgromadziła w tym miejscu uroczystość nadania hufcowi „Róża” imienia Sióstr Wocalewskich. Wtedy chyba pierwszy raz, choć z daleka zobaczyłam druhnę Henrykę Barę. Wiedziałam już, że tu, pod nr 5 jest mieszkanie pełne pamiątek po naszych bohaterkach, w którym ona mieszka, i którym się opiekuje. Później wiele razy siadywałyśmy u niej w tym właśnie tak ważnym dla nas mieszkaniu przy herbatce i wspaniałych babeczkach przygotowywanych przez Druhnę. Przyjmowała nas zawsze serdecznie i niezwykle gościnnie. Była uosobieniem skromności i najprawdziwszej pokory. Zapytana o swoje zdrowie lub coś innego związanego z jej osobą mówiła krótko i przechodziła do innych tematów. Długo mogła natomiast mówić o ukochanych Sromowcach, o ciekawych książkach, o innych, ale zawsze dobrze. Pamiętała każdą z instruktorek choć raz tu przyprowadzoną, przeżywała wszystkie zamążpójścia, narodziny naszych dzieci, wszystko co działo się w chorągwi. Była dla nas kimś wyjątkowym: przecież to chrzestna córka druhny Zofii Wocalewskiej i jej wychowanka! Ale też wyjątkową była druhna Henia ze względu na swoją osobowość. Zwracały uwagę jej przepiękne, niesiwiejące do ostatnich chwil życia włosy i żywe, pełne uroku oczy. Te oczy z uwagą spoczywały na tym, z którym rozmawiała. Umiała słuchać, bo poważnie traktowała każdego swego rozmówcę. Musieli też chyba czuć jej uczniowie, skoro odwiedzali ją do ostatnich chwil z wielkim szacunkiem. Przy niej człowiek czuł się zauważony, doceniony. Przy niej można było odzyskiwać wiarę w świat i ludzi, gdy gdzie indziej życie „dokopało”. Miała życie ciekawe, pełne wyzwań, wymagające odwagi, czego dowodem były liczne odznaczenia, ale podkreślała, jak ważne i wyjątkowe jest to, co my teraz robimy dzisiaj.
Ostatnie 2 lata to czas postępujących chorób Druhny, dużego osłabienia. Nie śmiałyśmy już jej kłopotać większymi spotkaniami, których przedtem odbywało się na Legionów całkiem sporo. Wpadałyśmy pojedynczo, po dwie złożyć świąteczne życzenia, posłuchać, „pogrzać się” w cieple jej wielkiego serca. Ostatnie duże wydarzenie, na które przystała to Przyrzeczenie ks. Janka. Wyjątkowe, bo przy odnalezionym na strychu tajemniczym sztandarze zamurowanym na czas niewoli.
Druhna Henia
czyniła innych radosnymi, bo sama posiadała tę najprawdziwszą Radość.
Wnosiła w świat ciepło, bo w jej sercu płonął wielki Boży ogień.
Pomagała innym (oj, bardzo pomagała, nawet materialnie, mimo swoich skromnych Środków do życia), bo była przepełniona Miłością.
W prowadzała prawdziwy pokój, bo jej serce było przepełnione Pokojem.
Taką zostanie w naszej pamięci. O takiej będziemy opowiadać tym, które jej nie znały, pokazując, że wspaniałym człowiekiem można być zawsze, niezależnie od warunków. Także bardzo po cichu i z wielką pokorą.
Elżbieta Czuma


Jeden komentarz
Mam prośbę do autorki lub do czytających, czy istnieje jakaś biografia dh Heni?