W każdy czwartek o godz. 20:40 wielu (patrz miliony) widzów siada przed telewizorami z włączonym 2 Programem TVP. Czemu to robią? Co łączy tak wielu ludzi?
Jednoczy ich chęć poznania kolejnych perypetii pewnego niekonwencjonalnego doktora medycyny przed 50-tką. Tym kimś jest On… Człowiek, który w żaden sposób nie może się stać idolem kogokolwiek. Do osób przystojnych lub nawet pociągających zdecydowanie nie należy (pytałem żony – ja nie oceniam), a ubiera się po prostu w sposób niechlujny. Wygląd zewnętrzny w porównaniu z jego charakterem to obraz anioła.
Dr House jest osobą niesympatyczną, złośliwą a nawet chamską. Niezwykłą radość sprawia mu robienie głupich dowcipów przyjacielowi (bo ostał się tylko jeden wytrwały – dr Wilson) i innym znajomym, po których oglądającemu nóż się w kieszeni otwiera. Przykłady: dosypanie narkotyku dr Wilsonowi do kawy, po którym przyjmuje on pacjentów w stanie podniecenia euforycznego, polecenie starającym się o pracę lekarzom ukradzenia stringów dr Cuddy (dyrektor szpitala), itp.
Nasz bohater jest osobą niezachwianie przekonaną o swojej wielkości i nieomylności a słowa innych traktuje zazwyczaj jak latające po wysypisku śmieci. Nie potrafi przyznać się do błędów, albo robi to tak, by wyszło, że jego błąd doprowadził do prawidłowych wniosków i decyzji. Jest przy tym „doskonałym” szefem. Prawie nigdy nie dziękuje i nie chwali swoich współpracowników za dobre pomysły i przeprowadzenie właściwego leczenia. Lubi za to ich besztać, szczególnie w sytuacjach gdy jest wielu świadków. O tak… to sprawia mu dużo radości.
Jakim jest podwładnym? Zdecydowanie niesubordynowanym. Podważa prawie każde polecenie dr Cuddy, chyba, że jest ono na jego rękę (wtedy stara się przyjąć zlecenie wygrywając coś w zamian – np. mniej godzin do odpracowania w znienawidzonej przychodni). W kontaktach z innymi lekarzami jest grubiański, wykorzystując słabości i tajemnice niektórych z nich. Za przykład niech posłuży przekonanie pewnego lekarza do zrobienia operacji przeszczepu chorej wątroby w prawie beznadziejnym przypadku, groźbą, że jego żona dowie się o tym, że mąż romansuje w szpitalu z pielęgniarką.
Na końcu tak jakby mimochodem dodam, że House jest lekomanem, czyli w zasadzie narkomanem, którego pobudzają do życia i działania zażywane regularnie mocne środki przeciwbólowe – Vicodin. Jego wytłumaczeniem jest chroniczny ból nogi spowodowany groźnym wypadkiem. Dlatego też kuleje i korzysta z laski.
Trudno wyobrazić sobie kontakt z lekarzem, który cię obraża i twierdzi, że na każdym kroku kłamiesz i ukrywasz jakieś wstydliwe choroby. Często stosuje sposoby leczenia, na które pacjent się nie zgadza, albo zwyczajnie nic o nich nie wie. Podczas leczenia nie liczy się z bólem i cierpieniem pacjenta, który jest dla niego jedynie wielkim wyzwaniem zawodowym, możliwością sprawdzenia swoich umiejętności oraz wykorzystania wrodzonej przenikliwości.
Jeśli jeszcze wspomnę o braku umiejętności związania się z kimkolwiek, ze względu na wrodzony egoizm i niechęć do dokonania jakiejkolwiek zmiany w swoim życiu, pojawia się pełny obraz „diabła wcielonego”. Co więc sprawia, że tak wielu z nas darzy tego człowieka nieskrywaną sympatią? Skąd szacunek i oznaki wzorowania się na osobie, która wg żadnych standardów wzorem być po prostu nie powinna? Co jest urzekającego w postaci dr House’a oraz w samym serialu, co sprawia, że mają tylu fanów?
Szanowny czytelniku proszę cię o odpowiedzi na te pytania w komentarzach pod artykułem. Może warto poznać drugą stronę dr House’a? Stwórzmy razem pełny obraz tej mimo wszystko fascynującej (choć nierealnej) postaci.
phm. Adam Kralisz HR
4 komentarze
A czy ważne dla pacjentów są w tym wypadku pobudki, jakimi House się kieruje? Dla nich liczy się rezultat, a w 99% przypadków jest on pozytywny. Swoją drogą, AdrzeJu, zdażyło się House’owi nieraz wystawić błędną diagnozę i zaimplikować nieprawidłowe leczenie z tym, że po wielu próbach dochodził do swego.
Wracając jeszcze do moich pierwszych zdań. Pozatym, że odczuwam pewnien „respekt” do House’a za rozległą wiedzę na polu medycznym, dziesiątki udanych operacji i wyleczonych przypadków to nie przeczę że jest on egoistycznym egocentrykiem, który innego człowieka traktuje jako zagadkę do rozgryzienia. Jednak własnie to, poza jego spektakularnym i skutecznym leczeniem, przeciąga tele-widzów. Jest on zwykłym człowiekiem – takim jak my. Jest hamski, arogancki i ma swoje słabości. Nie układa mu się w życiu, opuścili go niemalże wszyscy przyjaciele. Era pozytywnych bohaterów się skończyła. Teraz sukcesy święcą produkcje opiewające dzieje chwarzcharakter’ów (to jako przykład powołam się na kasowy serial „Dexter”) bądź zwyczajnych ludzi ze swoimi kompleksami i problemami (myślę, że „Trawka”, czy „Gotowe na wszystko” dobrze posłużą za przykład).
Nie do końca zgodzę się z twierdzeniem o oczyszczonej wolnej woli. House reaguje na sposób patrzenia innych ludzi – pacjentów czy współpracowników, ale robi to w sposób nieprzewidywalny, albo wręcz odwrotny do oczekiwanego, dla zabawy, by zobaczyć zdziwienie lub zażenowanie w oczach innych ludzi.
Odnieść się też należy do jego intencji.Co z tego, że jest najlepszym diagnostą na świecie, skoro nie robi tego dla życia i zdrowia pacjentów tylko dla swojego ego?
Uśmiałem się :) Mam nadzieję, że to prowokacja. Ten film to komedia i tak trzeba na niego patrzeć. Po drugie House nigdy sie jeszcze (za mojego oglądania) nie pomylił co do choroby (najwyżej długo do tego dochodził eksperymentując na pacjencie kiedy inni już spisywali go na straty), a wszelkie „niesubordynacje” wynikają z dbania o życie pacjentów a nie o wyniki finansowe szpitala.
Jest jednym z najlepszych diagnostyków na świecie (stwierdzenie takie padło wielokrotnie) a więc wie co robi i mówi i nie musi tego robić w sposób dla wszystkich wygodny ani nie musi nikomu się przymilać. Jego zdanie jest tam najważniejsze i nawet jeśli dyrektorka szpitala uważa inaczej to okazuje się później że nie miała racji ;)
Trafienie pod nóż House’a jest w tym filmie równoznaczne z otrzymaniem nowego życia. Dlatego niezależnie od jego „uroku osobistego” warto. To jak mecz Legia-Widzew z 1997. Do 88. minuty 2:0, wstyd porażki i utracone mistrzostwo a później 3 bramki i zdobyty tytuł. Powtarzam: warto. Ktoś ma wątpliwości? A może lepsze było 0:0 po słabej ale ostrożnej grze i tytuł dla Legii? ;)
Urok chyba tkwi w niezależności. Wolności? Ryzykuję, ale chyba tak, chyba House jest tak skonstrułowany: postać, która posiada „oczyszczoną” wolną wolę. Jego wyborów nie kształtują ludzkie opinie, a ciekawość ludzi samych w sobie. Bez skrupułów, odartych z wszelkich zwyczajowych zachowań, bo będących w stanie skrajnym.
Widz zawsze mimowolnie przybiera sposób patrzenia House’a. Bo też by tak chciał.