Zabawy z linami

Tak jak kompas, menażka, namiot czy finka tak liny i wszelki związany z nimi „szpej” stały się nieodłącznym atrybutem harcerzy. O ile jednak harcerze wiedzą zazwyczaj, że namiotu nie należy składać mokrego a menażka jest raczej mało podatna na zniszczenia o tyle postępowanie ze sprzętem linowym czasem jest dalekie od właściwego.

Sprawa jest o tyle istotna, że o ile źle rozłożony namiot grozić może zamokniętym śpiworem a pogięta menażka trudnościami z wyjęciem kotleta o tyle uszkodzenie sprzetu linowego może mieć daleko bardziej niebezpieczne konsekwencje. Drodzy Drużynowi! Dbajcie o sprzęt linowy. Poniżej kilka prostych sposobów jak to zrobić:

1. Liny lubią być czyste. Nie lubią tarzać się w mulastej brei, przetaczać po zabłoconych ścieżkach a tym bardziej po takich mękach leżeć miesiąc, dwa, trzy w ciemnym magazynie. Liny należy czyścić. Statyczne można prać w pralce – na programie dla wełny, koniecznie bez wirowania, można też po prostu wodą z mydłem usuwać zabrudzenia. W sprzedaży są tez specjalne szczotki i preparaty do czyszczenia lin. Wysuszyć z dala od źródeł ciepła – rozwiesić gdzieś najlepiej ale tak, żeby zupełnie swobodnie wisiała. Po wszytskim starannie zwinąć (zbuchtować) i czystą, suchą linę odłożyć do snu (uwaga – zwinięcie liny też jest ważne, lina nie zwinięta albo zwinięta źle skręca się okrutnie).

2. Dobrym pomysłem jest zakupienie pokrowca na linę. Taki pokrowiec zazwyczaj ma plachtę, która chroni linę przed zabrudzeniem od podłoża, poza tym jest wygodna do transportu. Jeśli nie chcecie kupować takiego pokrowca proponuję przynajmniej przeznaczyć na to jakąś starą torbę sportową. Trzymanie lin w reklamówkach jest z wielu wzgledów jakby powiedział klasyk: „dalekie od ok”.

4. Jednym z wielkich dramatów, jakie spotykają liny jest nieumiejętne ich naciąganie. Prawdziwym horrorem, teksańską masakrą dla biednej liny jest dość popularne naciąganie jej za pomocą kija wsadzonego między dwie liny. Skręcanie liny w ten sposób niszczy ją nieodwracalnie – taką linę należy później podzielić na mniejsze, nieuszkodzone odcinki albo przeznaczyć do celów dajmy na to zdobnictwa. Jeśli naciągacie linę do zjazdu zróbcie to technikami linowymi – na drzewie załóżcie bloczek. Na linie, którą zamierzacie naciągnąć załóżcie tzw.prusik – węzeł blokujący się na linie.  drugi koniec prusika dowiążcie do drzewa a linę przełóżcie przez bloczek. Teraz naciągajcie linę i po każdym naciągnięciu przesuwajcie dalej prusik – kiedy puścicie linę będzie się ona trzymała na prusiku. Bardziej zaawansowana wersja to założenie drugiego bloczka na na linie – z takim systemem można w zasadzie w jedną osobę naciągnąć linę całkiem nieźle. Wiem, że opis nie jest jasny zainteresowani jednak znajdą kogoś kto im to objaśni.

5. Koszmarem, który śni się linom po nocach jest też przeciąganie lin przez konary drzew. Starajcie się tego unikać jak ognia. Lina, która przeszlifuje drzewo cierpi bardzo a jej oplot nigdy już nie będzie taki sam… Używajcie karabińczyków lub bloczków, jeśli przeciągacie gdzieś linę. Chyba, że jesteście na górze i musicie jakoś zejść – wtedy czasami nie ma wyjścia.

6. Do wszelkich aktywności, które nie wymagają atestowanych lin: przeciąganie liny, wykonanie ogrodzenia, wyznaczenie linii boiska używajcie innych lin niż tych do wspinaczki drzewnej. Nieatestowane liny wyglądają podobnie, są dużo tańsze i z powodzeniem mogą do tego służyć. A waszym ukochanym zadbanym porządnym linom zarezerwujcie specjalne zadania – wysoko w górze.

7. Jeśli lina jest naciągana bądź w inny sposób obciążana węzły nie powinna mieć na sobie żadnych węzłów. Takie węzły są później bardzo trudne do rozwiązania, w wyjątkowych wypadkach mogą też powodować uszkodzenie liny.

8. Światło i chemia to też dwioe rzeczy którym liny mówią nie. Unikajcie długotrwałego przechowywania lin na słoncu (niszczy je UV) a także kontaktu ze środkami chemicznymi – malowanie liny, pisanie po niej markerem odpada. Jeśli już coś znaczyć są do tego również specjalistyczne mazaki.

9. Wszytkie metalowe elementy (szpej) po upadku mogą mieć w swojej strukturze mikropęknięcia. Jak upadną na twarde podłoże szansa, że takowe powstały jest spora. Taki karabińczyk należy wyrzucić, albo używac jako wspomagający (taki, na którym nikt nie wisi). Głupia sprawa spaść drzewa przez to, że się karabińczyka nie wymieniło na nowy.

To tylko kilka wskazówek napisanych przez amatora. Zachęcam do zgłębiania tematu, szukania, podpytywania. Zbiórka o konserwacji i używaniu sprzętu linowego to zbiórka ciekawa i jakże praktyczna. Zachęcam. Pamiętajcie o jednym: nigdy nie wchodźcie wyżej niż trzy metry jeśli nie jesteście pewni, że zrobicie to bezpiecznie. Lepiej się pobawić na ziemi niż na tej ziemi z hukiem wylądować.

Kilka linków dla zainteresowanych:
Podstawy: http://pl.wikipedia.org/wiki/Lina_(wspinaczka)
Katalog z zaleceniami użytkowymi: http://www.mytendon.com/pl/download/tendon_katalog_2009.pdf
Ciekawe informacje od Petzla: http://www.petzl.pl/itechn.html

i wiele wiele więcej.

Epilog do tego artykułu dopisała dzisiaj sama lina. Stało się tak, że dziękowałem Panu, że karabinczyk, który trzymał moją linę nie był nigdzie rzucany a lina na której zawisłem była zadbana. To naprawdę ważne.

Współpraca: Michał Świnoga, Anna Pastuszka

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *