Strona główna / Salon / Rozmowa ojca z synem

Rozmowa ojca z synem

– To pa pa, wrócę niedługo, jak będzie małemu gorąco, to go rozbierz, jak będzie miał zimne nóżki to załóż skarpetki, jak się uleje to go przebierz… liczę na Was.

Z ogromnym przerażeniem w oczach, moja żona, stojąca w drzwiach, zostawia mnie pierwszy raz sam na sam z Mikołajem – naszym 5 miesięcznym synem, dla którego całym światem do tej pory była mama, a o istnieniu ojca dowie się prawdopodobnie dopiero dziś.

– Pa pa, nie martw się o nas, będziemy się świetnie bawić – staram się robić dobrą minę, ale mi nie wychodzi, bo żona żegna mnie ze łzami w oczach.

– trzask – drzwi się zamknęły i zostaliśmy… ja i Mikołaj.

Przed wyjściem, Mikołaj został solidnie nakarmiony sporą dawką mleka oraz został gruntowanie przebrany. W instrukcji obsługi Mikołaja, którą dostałem, była zawarta istotna treść – powinien zasnąć… Nie ukrywam, że było mi to na rękę, ponieważ miałem kilka zaległości do nadrobienia.

Tymczasem, Mikołaj miał inne plany. Kiedy kładłem go w jego foteliku bynajmniej nie sprawiał wrażenia zmęczonego, co więcej, chwilę później zrobił minę, która zwiastować miała niechybny koniec świata. Nie wiem czy to była ambicja zostania bohaterem, czy po prostu strach przed płaczem 5- miesięcznego dziecka. Ze zwinnością pantery przechwytuje syna w ramiona. Alarm odwołany, świat uratowany! Mikołaj znowu uśmiecha się od ucha do ucha.

Patrząc na 5 miesięczne dziecko, wpychające sobie aktualnie pilota od telewizora do buzi, nachodzą człowieka różne refleksje. Jedną z nich jest refleksja o wartościach. Zastanawiam się, czy Mikołaj, będąc w moim wieku i obchodząc swoje 25 urodziny (o zgrozo – mi wówczas pyknie 50-ątka!) w ten sam sposób będzie rozumował znaczenie słowa patriotyzm jak ja dzisiaj? Ile warte wówczas będzie sformułowanie Bóg, Honor, Ojczyzna?

W dobie postępującej globalizacji, gdzie zacierają się granice państw, gdzie na siłę budowana jest jedna wspólna Europa – szczerze obawiam się o naszą kulturę, tradycję i historię. Przepełniona jest on honorem, bohaterstwem, a nade wszystko krwią przodków, którzy poświęcali swoje życie w walce o wolną niepodległą Polskę.

Obawiam się, że dla Europy bez granic, tak nietuzinkowa historia naszego kraju, będzie jedynie zawadzać o interesy Wspólnoty Europejskiej. Bo w jakim celu roztrząsać i uczyć się historii Polski, na tle tylu europejskich wyzwań gospodarczych? Czerpanie nauki z tak jaskrawej historii może być wręcz niebezpieczne dla Europy. W imię swojej godności i suwerenności, byliśmy w stanie przeciwstawić się w sposób bezczelny i bezpardonowy, najeźdźcy próbującemu narzucić swoje zasady i wartości. Nie siedzieliśmy potulnie i nie czekaliśmy na rozwój wydarzeń – chwytaliśmy broń do ręki i walczyliśmy.

A teraz Europie nie zależy na kraju, który będzie wychodził przed szereg. Wszyscy mają stać w równej linii, potulnie czekać na rozkazy i bezzwłocznie je wykonywać. Może za 25 lat oznaką patriotyzmu będzie jego brak, w takim znaczeniu, jakim dzisiaj go rozumiemy? Owa refleksja automatycznie doprowadza mnie do pytania, w jaki sposób powinienem przekazywać Mikołajowi wartości którymi się kieruję?? Czy przykład własny jest wystarczającym środkiem do osiągnięcia tak postawionego celu? Czy za 25 lat nie będę starym dinozaurem, niejako Don Kichotem walczącym o wartości, które powszechnie nie będą już aktualne…?

Na tak postawione pytania Mikołaj postanowił zasnąć. Nieświadomy tak poważnych rozważań jeszcze tylko na chwilę lekko otworzył oczy, by za sekundę je zamknąć i zapaść się w głęboki sen. Być może dał mi w ten prosty sposób do zrozumienia, że nie ma co się tym frasować, tylko brać życie jakim jest, dając jednocześnie świadectwo słuszności wartościom, za które ginęli nasi przodkowie. Tymczasem odkładam Mikołaja po cichu do łóżeczka, głęboko wierząc, że za 25 lat wrócimy do naszej rozmowy.

 

 

phm. Maciej Zasadziński

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *