Odwieczna walka o prawdę. Odwieczna walka z kłamstwem. Bez wątpienia niszczy i wypala ludzi i sprawia przy tym wiele zamętu, nieporozumień a wręcz ludzkich tragedii. Mimo wszystko wydaje się, że sprawa jest prosta, bo kłamstwo ma krótkie nogi i jest oczywiste. Łatwo jest sprawdzić, zweryfikować (niestety po czasie) czy ktoś mówił prawdę. Ale to tylko teoria. Nie zastanawiamy się nad sytuacjami na pograniczu prawdy i kłamstwa…
A takich wbrew pozorom jest wiele. Pojawiają się szczególnie w odpowiedzi na pytania, na zagajenie z drugiej strony. Typowe kłamstwo może być wypowiadane bez wcześniejszego kontekstu i nie można go nazwać tzw. półprawdą.
- Sytuacja gdy milczymy. Pomijamy milczeniem czyjeś kłamstwo lub nie reagujemy na sytuację, która tego wymaga. Ktoś obok nas opowiada wierutne bzdury, a my to ignorujemy, bo nam się nie chce, bo nas to nie dotyczy, bo nie chcemy skompromitować osoby wypowiadającej te słowa, wreszcie – bo robimy to na złość. Oprócz tego nie reagujemy, gdyż uważamy, że kłamstwo jest w tej sytuacji lepsze niż prawda (np. chroni kogoś kto zawinił, albo w sytuacji gdy nie chcemy by dziecko bało się pójść do lekarza albo dentysty ze względu na bolesny zabieg).
- Nie odpowiadamy na pytanie lub nie odnosimy się do czyjejś wypowiedzi. Nie odpowiadamy na pytanie udając, że go nie słyszymy lub zmieniając treść rozmowy na inne tory. Zasada często stosowana i w miarę skuteczna, przy czym o tyle niegroźna, że nie powoduje zmiany nastawienia naszego rozmówcy do danej sprawy, sytuacji. Rezygnuje on z dowiedzenia się prawdy lub chwilowo o sprawie zapomina.
- Mówimy częściową prawdę, a resztę kwestii pomijamy lub ukrywamy w wypowiedzi. Ktoś pyta nas o kilka spraw. Gdy w jednej lub dwóch z nich nie mamy sobie nic do zarzucenia długo i dokładnie o nich opowiadamy, prześlizgując się jednocześnie po innych, tak – by nasz rozmówca tego nie zauważył. Dostarczyliśmy mu przecież wiele informacji i musi je przetrawić. Może się nie zorientuje?
- Odpowiadamy na pytanie stosując bardzo mądrą terminologię. Używamy słów, które przeciętnemu człowiekowi niewiele mówią. Nie chcąc przy nas wypaść na kogoś niemądrego, rezygnuje z dopytywania i dalszego dociekania. Ta metoda wydaje się trudna bo wymaga dużej wiedzy z danego zakresu.
- Wreszcie kłamstwo w tzw. dobrej wierze. Świadomie zdajemy sobie sprawę, że mówimy nieprawdę, jednak tłumaczymy ją ważniejszym interesem, wyższą koniecznością. Zdarza się to przede wszystkim w przypadku ciężkich chorób, przygotowań do skomplikowanych operacji. Kłamiemy w ten sposób dziecku, które być może zauważyło za dużo, a lepiej by o pewnych sprawach dorosłych po prostu nie wiedziało. Taką nędzną papkę dawkujemy też osobom starszym gdy jesteśmy pewni, że i tak czegoś nie zrozumieją, nie dosłyszą, itp. W tej sytuacji jest to stosowane by nie przedłużać samego tłumaczenia – bo i po co?
A teraz kwestie bardziej oczywiste, które jednak zawsze próbujemy wytłumaczyć:
- Kłamiemy dla zemsty, bo nasz rozmówca lub osoba trzecia na to zasłużyła. Ma za swoje, skoro nie potrafi się zachować przyzwoicie. Inne wytłumaczenie jest takie: „on i tak ma już coś za uszami i nikt go nie traktuje poważnie, więc kolejna rzecz na jego głowie już mu nie przeszkodzi”. To kłamstwo często jest stosowane przez zawiedzioną miłość, która próbuje się odwdzięczyć za sposób rozstania.
- Próbujemy się wybielić stosując ww. techniki, aczkolwiek generalnie mówimy niby prawdę, lecz cicho, w natłoku innych informacji. Stosujemy to w sytuacji gdy rozmówca ma coś na głowie, nie koncentruje się na tym co mówimy. Ile to razy mamy coś za uszami i ciężko przyznać się: tak to ja zawiniłem, to moja wina, postaram Ci się to wynagrodzić. Wtedy słowa: ale, lecz, natomiast, niby tak, ponieważ, zrozum, to nie moja wina – są naszym orężem.
No to co miły czytelniku – życzę Ci skutecznego kłamania. Czy aby na pewno kłamstwo nie popłaca?
KRAD
Jeden komentarz
Pierwsze cztery punkty to nie kłamstwa.