Dzień dość zwyczajnie się toczył, gdy nagle oboźny zakrzyknął:
– Gdzie jest przeklęty Kowalski? Chcę zaraz go widzieć w komendzie!
Zastęp, to słysząc, dopomógł – zbudzony Kowalski popędził
Myśląc, że sprawa jest błaha; nie wiedział, w jak wielkim był błędzie.
– Druhu oboźny, melduję… – tak zaczął, lecz urwał zdumiony
Widząc, że wzrok oboźnego w półmroku był niczym dwie świeczki.
– Ty kaszalocka sklerozo! – rzekł z furią w swym głosie oboźny.
– Po podwieczorku żeś wczoraj jak zwykle nie odniósł skrzyneczki!
– Ile mam razy powtarzać, jak piekli się pani kucharka,
Gdy ktoś zapomina jej oddać tę durną skrzyneczkę z plastiku?
Pewnie myślałeś naiwnie, że pani Halinka niegroźna?
Uwierz mi recydywisto, że kar wymyśliła bez liku!
Poszedł Kowalski do kuchni radośnie tak niczym skazaniec
By za swe przewiny straszliwe odprawić należną pokutę.
– Dobrze, że jesteś, nicponiu. – mruknęła kucharka od progu
– Zaraz u ciebie stłamsimy anarchistyczną tę butę.
Kara harcerza pierwotnie zdawała się być nie najgorsza,
Bowiem jedynie miał obrać dwa worki zwyczajnych pieczarek.
Potem je umyć. Pokroić. Przesmażyć, podusić i fajrant.
Szybko się jednak przekonał, że praca to długi koszmarek.
Stwierdził Kowalski że wie już, jak czują się skrzaty domowe
Albo chochliki czy elfy w niewoli w fabryce prezentów.
Kiedy wieczorem styrany spoglądał na mroczny las wokół
Strasznie chciał wiedzieć jak mógłby sprowadzić na pomoc tu entów.
Gdy po skończeniu, w noc głuchą, powracał Kowalski żyw ledwo
Do podobozu drużyny, żałował najbardziej nie spania;
Nie że zapomniał o skrzynce, przeklętym kawałku materii;
Lecz że przegapił przez karę zajęcia ze sztuki chowania.
Nie był Kowalski zbyt biegły w arkanach ni kamuflażu,
Ni maskowania terenu, ni boso chodzenia bezgłośnie.
Chciał się podciągnąć, nauczyć, poprawić swe marne wyniki.
Marzył, że kiedyś usłyszy: „Kowalski, no nawet jest znośnie”.
Ledwie pół roku zaś później zdarzyła się puenta historii:
Wojna kolejna wybuchła i poszli harcerze do boju.
Lecz się zdarzyło po akcji, gdy skryła się cała drużyna,
że Kowalskiego wykryto i spoczął w wieczystym spokoju.
Morał stąd taki wychodzi: niezdolny jest człowiek przewidzieć
Wszech konsekwencji swych czynów, nieważne, jak bardzo się stara.
Niech to go jednak nie wstrzyma przed ukaraniem winnego.
Zawsze najlepszą nagrodą jest mniejsza niż zwykle – tak! – kara.
Jacek Tomaszewski HO
PS
Takie to były trzy słowa: pieczarki, kamuflaż i chochlik.
PS2
Utwór ten zaś dedykuję naszemu nowemu Naczowi.
PS3
Cały ten tekst napisano we wierszu co zwą heksametrem.
(włącznie ze Post Scriptuami – bo taka mnie naszła fantazja)
