– Estonia? Gdzie to jest? – pyta mnie wielu, kiedy mówię o tym, gdzie spędziłem ostatnie 6 miesięcy swojego życia. Cóż to za tajemniczy kraj, o którym tak mało słychać? Czy dzieje się tam coś ciekawego?
Estonia jest krajem bałtyckim graniczącym z Łotwą od południa i z Rosją od wschodu. Od północy, przez morze, graniczy z Finlandią. To małe państewko można przejechać z południa na północ w 5 godzin. Jego półtoramilionowa ludność zamieszkuje głównie większe miasta. Może i Estonia jest mała, ale zachwyca bardzo piękną i dziką naturą. Można powiedzieć, że Estonia to jeden wielki las z ogromną ilością dzików, saren i łosi (na te ostatnie trzeba szczególnie uważać na drogach, bo spotkanie pierwszego stopnia z taką bestią, to poważne zagrożenie dla życia).
Estończycy bardzo dbają o to, żeby ich kraj był niezanieczyszczony, dlatego każdego roku poprzez Google Maps, wynajdują śmieci pozostawione w lasach i robią sprzątanko. Prawdziwy harcerski duch, można by rzec… Estończycy są bardzo bliscy naturze: wypoczywają w lasach, uprawiają tam jogging i jeżdżą na nartach w zimie. Naród ten lubi samotność i spokój, dlatego najlepszą opcją mieszkaniową dla nich jest domek jednorodzinny w lesie, z dala od innych żywych dusz. Wyobraźcie sobie, że nie mają oni w domach krzeseł, bo nigdy nikogo nie goszczą! Myślę, że prawdziwym jest stwierdzenie, że „Jaki klimat, taki naród”, bo wystarczy popatrzeć na gorące temperamenty Włochów, umiarkowanie Polaków czy właśnie oziębłość Estończyków.
Również historia odegrała dużą rolę w kształtowaniu się charakteru narodu. Długie lata okupacji przez Duńczyków, Szwedów, Polaków i komunistyczną Rosję bardzo przyczyniły się do zamknięcia się w sobie ludzi. I tak Estończycy są trzecią najmniej okazującą uczucia narodowością na świecie. Za to bardzo refleksyjną. Mimo tych wszystkich czynników, w ciągu lata z Estończykami dzieje się coś bardzo ciekawego: w lipcu w Tallinie odbywa się Wielki Festiwal Piosenki „Laulupidu”, który niejako „budzi ludzi”. Wychodzą oni na ulice pełni radości, rozśpiewani i otwarci. Myślę, że jeśli ktoś rozważa odwiedzenie Estonii, to warto wpaść na ten festiwal, bo jest to niezwykłe wydarzenie, podczas którego występują ogromne, kilkusetosobowe chóry.

Poza tym, Tallin (stolica) jest przepięknym, średniowiecznym, położonym nad morzem miastem, które naprawdę trzeba odwiedzić. Zachwyca ono swą architekturą, widokiem na morze, przepięknymi tkaninami, ubraniami i pamiątkami. Stare Miasto jest pełne średniowiecznie ubranych sklepikarzy. Oprócz tego, z Tallina można udać się promem do Helsinek czy Sztokholmu. Tallin ma swoje lotnisko, ale z Polski jeżdżą do Estonii również tanie autobusy (ok. 24 godzin drogi).
Jedyna rzecz, która może przysporzyć trudności, to brak ciemności podczas letnich nocy, więc trzeba dobrze sobie zakryć oczy, żeby się wyspać. Lato jest przyjemne i gorące (do 35 stopni), a estońskie małe plaże zawsze pełne są wczasowiczów. W Starym Mieście jest Katedra Katolicka Estonii, w której odprawiane są polskie msze w czwartki o 18.00 i niedziele o 10.00. Kościół katolicki w Estonii liczy około 5 tysiecy wiernych, z czego sporo nie praktykuje. Jest to najbardziej zsekularyzowane państwo świata, gdzie ponad 96% ludności jest ateistyczna.
Myślę, że w tych kilku zdaniach udało mi się zawrzeć trochę informacji o tym cichym, ale w wielu aspektach ciekawym kraju. Zachęcam, by go odwiedzić. Myślę, że mogłoby być czymś fascynującym dla wędrowników zaszyć się w estońskie puszcze czy zorganizować spływ rzekami Estonii.
Marcin Parol

2 komentarze
O! Ja właśnie stamtąd wróciłem – co prawda nie za wiele czasu spędziłem w Tallinie – bo zaledwie półtora dnia, ale rzeczywiście, jest to przepiękne miasto! Szczególnie w okolicach rynku, gdzie otwarte są stragany z miejscowymi przysmakami i strojami, a także sklepy z rękodziełem, które tak jak wiele rzeczy wzorowane jest na średniowiecznym. Odniosłem wrażenie, że jest tam bardzo spokojnie a co najważniejsze, nie zauważa się takiego pośpiechu i hałasu jak np. u nas. Nie wspomnę o porządku na ulicach…
Po drodze odwiedziłem też Wilno i Rygę – ale również bardzo krótko, jednakże już planuję pojechać tam na nieco dłużej – Wilno jest przepiękne, ale podobieństwo pomiędzy Rygą a Łodzią (secesja na każdym kroku) zachęca mnie do przyjazdu tam jeszcze bardziej. Zniechęcają trochę ceny na Łotwie, gdzie wartość 1 Łaty to około 6 zł… Ale co tam ;)
Jacku – tego bezpłatnego wi-fi nie ma wszędzie – są specjalne strefy, ale bez przesady…
Czy faktycznie cały kraj jest pokryty siecią darmowego wi-fi?