Strona główna / Wyróżnione / Po co nam obrzędowość obozowa

Po co nam obrzędowość obozowa

No właśnie… po co jest coś takiego jak obrzędowość obozowa czy inaczej fabuła?

Wyobraź sobie Czytelniku, że właśnie w tej chwili przenosisz się do przyszłości – na tegoroczny obóz. Jest środek lata, wakacyjna pogoda, jednym słowem czuć klimat laby. Siedzisz sobie wygodnie na swojej pryczy, gdy nagle słyszysz: „Uwaga podobóz! Alarm mundurowy czas 2 minutyyyyyyyy!„. Natychmiastowa reakcja, poszukiwania munduru, gdzie te getry, zawiązać sznurówki i możemy się meldować. Swoją drogą, to po co ten alarm? Dziwne, no nic…

Zastępowi do mnieeeee!„. Nagle orientujesz się, że z lewego ramienia zwisa Ci, nic bardziej mylnego drogi Druhu, brązowy sznur. Pędem do kadrówki, przecież drużynowy już czeka od pół minuty! Jesteś w środku. Razem z dwoma innymi brązowymi czekacie, aż wódz przemówi. „Chłopaki, mija właśnie połowa obozu a nadal kiepsko z HaBeTą. To co robicie z namiotami przekracza ludzkie pojęcie! Albo się poprawicie, albo alarmy będą codziennie, minimum pięć razy. Zrozumiano!„. Solidarnie przytaknęliście, no bo co innego odpowiedzieć na takie wymagania. Zaplanowana HaBeTa odbyła się. Tym razem poszło wszystkim lepiej.

Uwaga! Przygotowanie do gry terenowej, czas 5 minuuuuut! Wróć! Czas biegnie na skróty, zostały wam dranie raz, dwa…trzy minutyyyyy!” O rety! Chyba drużynowy ma dziś kiepski humor, może znów pokłócili się z oboźnym. Bywa. Przebrałeś się w zielone bojówki, bluzę wojskową i wygodne cichobiegi. Zbiórka, Odliczenie. Podział na 2 drużyny. Gra z cyklu „capture the flag”. Normalka. Spocony i nieco znużony tą w kółko powtarzaną od półtora tygodnia grą wracasz do podobozu.

„Zastępowi do komendyyyyy!” Ten to ma samozaparcie, żeby tak wrzeszczeć. Pewnie całą aptekę w pobliskiej wsi wykupił, żeby tylko zachować pozory niezdartego gardła. „Jutro chatki. Odmaszerować!” Aha. Chatki. Fajnie. Posiedzisz sobie z zastępem, pogadacie, poplotkujecie o innych zastępach, zastępowych, kadrze, pomarudzicie na komary, skwitujecie, które druhny z bratniej drużyny są „ok”, a którymi nie warto sobie zaprzątać głowy, rozpalicie ognisko, opalicie chleb, zjecie nawet zwęgloną część byleby się pośmiać z waszej głupoty aż w końcu położycie się. Tak minie Tobie, drogi Czytelniku, jakieś 24 godziny.

Upragniony powrót na prycz. To jedyna rzecz, z której jesteś zadowolony na tym obozie. „Zastępami, przed namiotami zbiórkaaaaa!” Hehe. Tego się spodziewałeś, w końcu długo nie słyszeliście tego głosu. Tym razem oboźny zabiera was na bieg na orientację połączony z odszyfrowaniem następnych azymutów. Niesamowite! Novum w drużynie, nigdy przecież czegoś takiego nie było! Bieg. Podczas niego okazało się, że….oboźny chyba też powinien się czegoś nauczyć, bo alfabet Morse’a nie ma czegoś takiego jak /-*-*-*-*-*-*-*#%&?-error 404/ . A mówił, że ma sprawność sygnalisty i bajtka. Dziwne. Najważniejsze, że cały zastęp dostał się do celu, którym okazała się stołówka. Która to już? Pewnie 19. „Jako, że brakuje drewna w drewutni to będziecie znosić drewno, zrozumianoooo?!„. Świetnie. Jak zwykle my. Czasem nie wydaje Ci się, że drużynowy specjalnie to robi? Być może chce z was zrobić prawdziwych mężczyzn. Posłusznie zbieracie patyki, grubsze resztki z żerdzi rąbiecie na mniejsze kawałki. I tak mija czas aż do spóźnionej kolacji…

Wszystko to byłoby z pewnością do zniesienia, gdyby miało jakiś cel, konkret. Zbliżają się obozy. Warto zastanowić się i wykorzystać przy tym wnioski z zeszłego obozu, aby nie popełnić tych samych błędów. Żeby gry terenowe miały sens, chatki nie były zwykłym nocnym siedzeniem przy ognisku, żeby dopracować każdy szczegół techniczny, żeby gawędy nie były o „Jasiu w waszym wieku, który był też harcerzem”, żeby nie powtarzały się rokrocznie te same elementy, które nudzą i zniechęcają, żeby wrzaski oboźnego były poprzedzane jakimś sygnałem dźwiękowym, żeby zamiast komendy „alarm mundurowy” szeregowy mógł usłyszeć „wiec przedbitewny”, żeby podobozy nie były wrogimi sobie koszarami,żeby obóz był urozmaiconą mozaiką form pracy składających się do pudełka z napisem „FABUŁA”.

Mając cel lepiej dąży się do niego, ale jeszcze lepiej będąc w jednolitej i nietuzinkowej rzeczywistości. Przecież każdy lubi znać jasny cel. Dodatkowo harcerz jedzie na obóz nie tylko rozwinąć się, ale również odpocząć wcielając się w ulubioną postać. Harcerzem jest na co dzień, piratem tak naprawdę może być tylko raz w roku lub wcale jeśli obozy jego drużyny są NUDNE.

HO Ryszard Młynarczyk

Jeden komentarz

  • Mimo że pochodzę z bratniej organizacji – ZHP, uważam, że artykuł jest uniwersalny dla każdego harcerza. Teraz zbliża się czas obozowania i zanim wyjedziemy, żeby wspólnie odpocząć, bawić się i poznać tajemnice różnych dziedzin wiedzy, warto się zastanowić: „po co?”. Dla uczestników odpowiedź od razu się narzuca – żeby spędzić czas z kolegami i koleżankami z drużyny, przeżyć przygodę, podsumować i wzbogacić swoje dotychczasowe życie harcerskie. I właśnie zadaniem kadry jest wprowadzić uczestników w dobrą atmosferę, klimat zrealizowania tych zamierzeń. Cóż innego jeśli nie obrzędowość uczyni obóz czymś pasjonującym? Daje on możliwość poznania innej rzeczywistości, wcielenia się w inną postać, jak Druh zaznaczył. Czyni każdą grę, wyjście czy inną formę pracy bardziej pociągającą! :) Bardzo się cieszę, że poruszył Druh w swoim artykule ten temat, który, niestety, niektórym wydaje się banalny, a może wręcz śmieszny. Nie chciałabym nikogo niesprawiedliwie ocenić, ale twierdzą tak chyba tylko ci, którzy nigdy nie doświadczyli potęgi obrzędowości. I mają czego żałować. Pozdrawiam, Czuwaj!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *