Podczas jednych z zajęć kursu przewodnikowskiego odbyła się dyskusja, której tematem głównym był częsty problem: na którym miejscu w życiu powinno się znaleźć harcerstwo i jak wytłumaczyć to swoim podopiecznym. Mój drużynowy zawsze powtarzał, że na pierwszym miejscu trzeba stawiać rodzinę, potem szkołę i dopiero harcerstwo. Bo żeby być dobrym harcerzem, a do ideału powinien dążyć każdy z nas, trzeba też być dobrym synem i uczniem.
W trakcie dyskusji pojawiały się szczegółowe przykłady i przypadki dobrych harcerzy, którzy „zawalali” szkołę i musieli zdawać egzaminy poprawkowe, aby móc przejść do następnej klasy. Pojawiło się pytanie: czy należy go za to ukarać i zabronić mu wyjazdu na obóz, czy może rozwiązać ten problem trochę inaczej?
Większość z nas była w tej sprawie zgodna. Karać zakazem wyjazdu nie należy, można jedynie nie zgodzić się na wyjazd, jeśli kolidowało by to z nauką do egzaminów poprawkowych. Wtedy przed obozem trzeba pomóc w nauce, jeśli posiadamy takie umiejętności, albo poszukać osoby gotowej pomóc w drużynie lub wśród swoich przyjaciół poza harcerstwem. Przywołano także autentyczny przykład, gdy zastępowy z takim problemem pojechał na obóz, podczas którego uczył się z drużynowym i przybocznym, a po powrocie pomyślnie zdał do następnej klasy.
W przypadku takich problemów trzeba umiejętnie wyjaśnić młodszym harcerzom, że pewne działania mają swoje konsekwencje. Jeśli rodzice nie zgadzają się, żeby ich krnąbrny syn pojechał na biwak lub przyszedł na zbiórkę, bo dziecko ma słabe wyniki w szkole albo złe zachowanie, to nasz podopieczny nie powinien się tłumaczyć, że jest to wina rodziców. Należy mu wtedy uświadomić, że to on nawalił, bo gdyby bardziej przykładał się do nauki lub lepiej zachowywał w domu, to taka sytuacja nie miałaby miejsca.
Zawsze należy stosować motywację pozytywną. Podczas tej dyskusji nauczyłem się jak takie problemy rozwiązywać i upewniłem się co do słuszności mojego toku myślenia.
Radosław Kaźmierczak
(kursant kursu przewodnikowskiego Wigry’12)
4 komentarze
Marysiu, pięknie piszesz o harcerstwie i zgadzam się z tobą że harcerstwo to styl życia, ale musimy ustalać priorytety. Oczywiście możemy cały czas kierować się ideami harcerskimi jednak czasem stajemy przed wyborem np. zaliczyć dobrze sesje a zorganizować kurs zastępowych. Bywa że jedno z drugim da się pogodzić, ale jestem przekonany, że nie raz drużynowi stawali właśnie przed takim wyborem jak i wieloma cięższymi.
Nie jestem zwolenniczką karania w stylu „za karę nie wyjdziesz na dwór”. Ale jeżeli już mowa o karaniu dzieci przez rodziców, to rzeczywiście często przedmiotem owej kary jest to, co dziecko najbardziej lubi. W sumie rzecz jasna i oczywista. „Nie wyjdziesz na kosza, jak nie poprawisz matematyki”, „Do końca miesiąca nie pójdziesz na trzepak, tylko uczysz się słówek!” i inne ciekawe metody. :) Myślę, że warto rodzicom naszych harcerzy uświadamiać, że harcerstwo to nie kolejne dodatkowe zajęcia w stylu: basen, ping-pong, tańce. Fakt, zbiórka to często wydarzenie tygodnia, tym bardziej dla młodego harcerza. To coś co lubi, na co oczekuje. Zakaz wyjścia na piątkowe spotkanie na pewno będzie mocną karą, ale czy właściwą? Harcerstwo to po prostu styl życia. To tak, jakbyśmy mieli zakazać dziecku pójść do szkoły na lekcje, czy zjeść obiad.
Harcerstwo, to styl życia, a nie dodatkowe zajęcia. A z tego wynika, że nie powinno przysłonić nam rodziny, pasji, obowiązków nauki. Jeżeli jest stylem, to powinno być wartością, spoiwem, ideą tego wszystkiego. Nie rozumiem, kiedy ktoś przekłada harcerstwo nad wartość rodziny, życiowych pasji. Dla mnie jest to bardzo mocno oczywiste. Nie muszę tego oddzielać. Nie jest to kolejny element układanki, który muszę ułożyć w hierarchii swojego życia. Sens idei harcerskiej mam w głowie i staram się postępować zgodnie z nią. I właśnie na niej myślę zbudować swój dom, tym kim chcę byś w przyszłości. Chcę być dobrą matką, nie po to by być lepszą harcerką, chcę godnie i dobrze pracować, nie po to być być bardziej zauważalną w środowisku harcerskim. Ale też i nie odwrotnie. Harcerstwo jest składnikiem powietrza, którym oddychamy. Nie może być zanieczyszczeniem dla życia, realizacji własnych marzeń, budowania rodziny, kształtowania życia zawodowego.
Dobre pytanie. Co prawda temat na osobny artykuł, ale pytanie bardzo dobre ;)
Myślę, że ważne by sam drużynowy umiał to ocenić – zdarza się, że zafascynowany harcerstwem drużynowy przestaje dbać o swoje sprawy i poświęca soją naukę, rodzinę i znajomych dla harcerstwa. Chciałbym spytać na którym miejscu Waszym zdaniem należy umieścić znajomych (z punktu widzenia zdrowej równowagi) – tych bliższych (swoją drugą połowę, przyjaciół jaki i dalszych (np. kolegów ze szkoły). Człowiek, który poświęca zbyt mało czasu na kontakty z innymi ludźmi staje się samotny.