Od pewnego czasu zastanawiam się gdzie, na jakim etapie w życiu instruktora, kończy się harcerstwo, a zaczyna instruktorstwo. Zastanawiam się kiedy ostatnio rzesza instruktorów pracowała z młodzieżą, kiedy pracowała tak stricte wychowawczo. Czy nie jest tak, że od czasu kiedy oddamy drużyny nasza praca wychowawcza jest czysto papierkowa. Ilu z nas myśli o tym, żeby jego służba miała pomagać na przykład młodszym drużynowym? Ideą skautingu jest ciągłe samodoskonalenie, ten obowiązek w szczególności spoczywa na nas, instruktorach. Ilu z nas potrafi rozpalić ogień w trakcie deszczu? Czy wymagania na stopnie z wiekiem przestają mieć znaczenie?
Pewnie znajdą się tacy, którzy zaczną rzucać argumentami i podważać zasadność mojego stwierdzenia. Myślałem, że idea stopnia jest zawarta w opisie sylwetki, a nie w punktach, które raz są takie, raz są inne. Kiedy zostajesz instruktorem zostajesz wyzwolony z pęt systemu zastępowego. Z ludźmi dorosłymi nie pracuje się przecież systemem zastępowym! Bo zastęp to nie grupa z odpowiedzialnym za nią wodzem, wzorem i starszym bratem, który wskazuje nam właściwą drogę, bo sam przeszedł podobną, tylko regularne zbiórki. Czasem mam wrażenie, że w naszej organizacji prym wiedzie rzymski model władzy: byle zostać cesarzem, nieważne co się dzieje z cesarstwem. Dlaczego tyle w harcerstwie mówimy o idei, ba — wymagamy jej, a w instruktorstwie o tej idei zapominamy? Dlaczego psioczymy z powodu sukcesu naszego brata (przypominam 4. punkt PH)? Wydaje mi się, że zapomnieliśmy o idei i żyjemy tylko harcerskimi formami pracy, reszta nas przerasta. Czy ma znaczenie w jakim hufcu, chorągwi będzie dana drużyna? Jesteśmy tak przywiązani do naszym plakietek, że nie pomyślimy o tym, że gdzieindziej też są harcerze, ale przecież jesteśmy dorośli (system zastępowy, braterstwo be).
Z innej strony pojawiają się instruktorzy, którzy porzucają instruktorstwo na rzecz harcerstwa i pokazują, że potrafią robić to, co robi zwykle przewodnik. Przy okazji robią przy tym mnóstwo hałasu i fermentującej otoczki. Próba dowartościowania się? Kryzys wieku średniego? Generalnie mógłbym jeszcze długo pisać o tym, co mi się nie podoba. Część osób pewnie się obrazi, albo stwierdzi, że to nie o nich chodzi. Ja chciałbym tylko, aby w naszej organizacji nie było różnicy między instruktorstwem a harcerstwem. Przecież to, co nas trzyma razem, to idea, a nie mundury, sznury czy plakietki. Żeby było jak na obozie, kiedy starszy harcerz z innej drużyny widzi, że męczymy się z młotkiem, podchodzi do nas i pokazuje jak wbić dobrze gwóźdź. Tak jest z problemami w drużynie, hufcu, w pracy, na studiach czy z innymi.
Wiem, że różnie w życiu bywa, ale potrzebne jest, aby był przykład, że nie ma czegoś takiego jak instruktorstwo, tylko jest harcerstwo. Idea nie może przegrać z biurokracją, polityką, ambicjami czy głupotą. Bez niej stracimy ludzi podobnych do naszych harcerskich przodków; całe szczęście coraz częściej staramy się o nich dbać.
Filip Zdziennicki
4 komentarze
Chlopaki… W jednym sie pewnie zgadzamy, ze harcerstwo to pewien styl zycia, rozwijanie swojej osoby. przyklad ogniska jest przekoloryzowany i ma uwypuklac moja niechec do hipokryzji. wymagam prawdomownosci od chlopakow, a sam taki nie jestem (ale nie zamiary zaglebiac sie w tej kwestii niech to zostanie w sumieniu kazdego z nas). instruktorzy, o ktorych pisalem maja imiona i nazwiska, ale mam zamiary ich podawac, czy nawet wskazowek jak ich 'zidentyfikowac’, bo chce pietnowac czyny nie osoby. jesli bylby to ktos z naszej choragwi powiedzialbym mu to wprost.
widze stworzylo sie pewne sacrum, ktorego nie mozna podwazac. jacy jestesmy widac po naszych druzynach i harcerzach. dzis moze byc dobrze, ale z kazdej rysy moze powstac pekniecie i nie wiemy czy i kiedy.
A ja się nie zgodzę, bo uważam że niewielka ilość instruktorów jest od harcerzona jak to mówisz Drogi Filipie. Ale jak sam powiedziałeś każdy powinien się rozwijać, a nie da się ciągle rozwijać siedząc w lesie, bo nie chodzi przecież o to żeby instruktor umiał z zawiązanymi oczami jedna ręką rozpalić ognisko w czasie zamieci śnieżnej. Na pewnym etapie musisz się rozwijać już w innym kierunku, i to że przestajesz pełnić funkcje stricte wychowawczą jest jakby takim momentem przejściowym. Mamy uczyć i przystosowywać chłopaków do życia we współczesnym świecie w oparciu o nasze wartości, a co za tym idzie sami się rozwijać w tym kierunku, więc nawet jeśli instruktor wypełnia jakieś papierki (czego na przykład nie lubi i nie umie, ale się uczy) to jest to idealny przykład rozwijania się a co za tym idzie naszej idei! myślę że instruktorzy to jak najbardziej harcerze.
Jeden artykuł, jedno pytanie, ale wiele wątków i wiele odpowiedzi. Pewnie łatwiej byłoby mi zająć stanowisko, gdyby autor zechciał zdefiniować, jakimi działaniami-zachowaniami itp. objawia się instruktor-nie harcerz, instruktor-biurokrata, instruktor-głupek, ambitny-instruktor, czy wreszcie instruktor-polityk. Czytając taki artykuł w zasadzie zawsze można w nim zobaczyć siebie. Instruktor-Harcmistrz bowiem to poniekąd produkt końcowy harcerza-wychowanka, który zdecydował się stać wychowawcą w organizacji harcerskiej. I pewnie tak, jak mamy różne etapy rozwoju dzieci i młodzieży, tak mamy etapy rozwoju harcerskiego i etapy rozwoju instruktorskiego. Rozwój osobisty harcerza w organizacji idzie kilkoma szczeblami, poprzez realizację prób i zadań stopni harcerskich, stopni instruktorskich oraz co bardziej powszechne, poprzez pełnione funkcje. (poniekąd do funkcji nobilituje stopień, którego posiadanie stawia znak równości pomiędzy stopniem, a kompetencją). W działaniu instruktora dostrzec można kilka etapów, ten na którym instruktor wyrasta i nabiera pierwszych doświadczeń tj. bycie wychowawcą, kolejny, kiedy instruktor staje się wychowawcą-wychowawców. Mogę się domyśleć, że ten etap wzbudza największą możliwość „odharcerzowienia”. Tu bowiem najbardziej uwidaczniają się wspomniana: głupota, ambicje, polityka … Ufam jednak, że Twoje ostatnie zdanie: „Wiem, że różnie w życiu bywa, ale potrzebne jest, aby był przykład, że nie ma czegoś takiego jak instruktorstwo, tylko jest harcerstwo. Idea nie może przegrać z biurokracją, polityką, ambicjami czy głupotą. Bez niej stracimy ludzi podobnych do naszych harcerskich przodków; całe szczęście coraz częściej staramy się o nich dbać.” Dotyczy szerokiego grona instruktorów-harcerzy naszej Chorągwi.
Kurcze wydaje mi się że rozpaliłbym i w czasie deszczu tylko kiedy ostatnio mogłem się o tym przekonać czy potrafię? Kiedy ostatnio byłem na obozie? Kiedy stanąłem na warcie? Kiedy ostatnio spałem na zbudowanym przez siebie łóżku? Kiedy zbudowałem szałas? Kiedy…
Czas od tych wydarzeń (w latach) to czas mojego odharcerzowiania instruktorskiego sensu technicznego. Wynika z różnych przyczyn, indywidualnych. Ale liczy się to czy mi tego brakuje…
A z podejściem do idei, do służby i wszelkich działań, to chyba muszę dłużej pomyśleć… :)