Trzy słowa VII

W pierwszej chwili w pomieszczeniu było zupełnie ciemno. Potem słaby, blady blask rozlał się jakby ze ścian. Dłuższą chwilę nabierał konsystencji, gęstniał, aż utworzył 3 widmowe sylwetki. Blade postacie ruszyły w głąb pomieszczenia, gdzie zasiadły na rozstawionych wokół okrągłego stolika krzesłach.

– No to kto dziś opowie jakąś historię? – zapytał poważny, podniosły głos.

– Ja mam jedną – odparła druga postać, o głośnym głosie. – To był rok 2007, lato na Mazurach. Pływaliśmy sobie łódką, kiedy nagle…

– Daj spokój! – przerwała stanowczo trzecia postać. – Przecież już tyle razy słyszeliśmy tę relację. Powtarzasz to wręcz w kółko.

– Akurat! Ostatnio mówiłem o tym ponad rok temu.

– A poprzednio kolejny rok wcześniej… Nie sądzisz, że już wystarczy?

– Panowie, spokojnie! – przerwał właściciel pierwszego głosu. – Druhu Tomku, muszę przyznać, że rzeczywiście znamy twoją historię o Białym Szkwale wręcz na pamięć. Dziś mam propozycję: posłuchajmy o czymś, co wydarzyło się po śmierci, nie przed.

Zapanowała niezręczna cisza – wszyscy zgromadzeni byli przyzwyczajeni do opowiadania ciekawostek z przeszłości, bardziej lub mniej zamierzchłej. Jeszcze nie było spotkania, podczas którego pojawiłyby się wydarzenia sprzed mniej niż 15 lat.

Właściciel stanowczego głosu pierwszy przerwał ciszę, choć dość nieśmiało:

– No to mógłbym ja…

– Proszę, proszę, druhu Sebastianie – zachęcił pierwszy duch.

– Otóż niedawno zamknąłem sprawność „Straszydło”.

– Wow! – Tomka tak zafascynowała ta wiadomość, że zapomniał o dąsaniu się. – To jest 3-gwiadkowa, prawda? Kontynuacja „Stracha”?

– Zgadza się – potwierdził Sebastian. – Wybrałem sobie takie zadanie: nastraszyć harcerza w górach tak, by zrezygnował z wędrówki.

– Ambitne – przyznał Tomek.

– Poleciałem w Tatry. Poczekałem na weekend, obserwując przyjezdnych. Szczęśliwie, przybyła jakaś harcerska para. Planowali dojść sobie do Morskiego Oka, przenocować w schronisko i wrócić następnego dnia. Wziąłem ich sobie na celownik i kiedy tylko przeszli kawałek szlaku, rozpocząłem straszenie. Wywołałem złudzenie, że zbliża się ku nim wielka burza.

– Jak ci się tu udało? – Tomek wręcz poderwał się z krzesła. – Manipulacja pogodą?

– To całkiem proste – odpowiedział pierwszy duch lekko znudzony. – Niewielka telekineza cząsteczek wody, trochę zabawy z rozszczepianiem światła i już może się wydawać, że gdzieś dalej idzie kolosalna nawałnica.

– Właśnie tak zrobiłem, Michale – pokiwał głową Sebastian. – I jestem przekonany, że nie spartoliłem tej operacji. Jednak ani mój cel, ani jego połowica się nie przelękli. Pogadali chwilę o burzy i doszli do wniosku, że mają płaszcze przeciwdeszczowe i zbyt miłą perspektywę weekendu przed sobą, więc nie ma sensu wracać. Przyznam, że trochę się załamałem. Po chwili postanowiłem trochę posłuchać ich rozmów i myśli, by dostosować straszenie do potencjalnych fobii.

Sebastian poprawił się na krześle.

– Szybko wyciągnąłem wniosek, że chłopak był graczem komputerowym. Więc kiedy wspinali się na stromiznę jakiejś górki, sprawiłem, by zdawało im się, że z góry sunie w ich stronę wataha zombie.

– Wow! Skąd wytrzasnąłeś zombiaki w Tatrach?

– Nie było to trudne… – uśmiechnął się Sebastian. – Akurat przechodziła grupa rosyjskich turystów. Mocno spitych, trochę już poobijanych. Sami z siebie wyglądali dość tragicznie i bardziej powłóczyli nogami niż szli, a z odrobiną iluzji osiągnąłem – uważam – całkiem realistyczny efekt.

– I co…? – Tomek pochylił się do przodu, czekając na dalszy ciąg opowieści.

– I wyobraźcie sobie, że ten chłopak wyciągnął z kieszeni wielgachną finkę i krzyknął do dziewczyny, by się schowała, a on odeprze atak, bo ma już doświadczenie. Ja to miałem pecha: jak potem sprawdziłem, koleś przeszedł Endless Zombie Rampage…

Tomek syknął ze współczuciem. Nie wiadomo, czy wobec Sebastiana, czy rosyjskich turystów.

– Szybko ściągnąłem iluzję, nim ten narwany harcerze wszystkich porozpruwał. – kontynuował Sebastian. – Na szczęście ruscy byli tak zamroczeni, że nie zauważyli szarżującego na nich szaleńca z finką. Omal nie wywoławszy masakry, stwierdziłem, że dalej muszę działać ostrożniej…

– A nie próbowałeś wywołać iluzji Godzilli atakującej Tatry? – spytał Tomek. – Na taką gadzinę z nożem by nie poleciał.

– Druhu Tomku, bądźże poważny. – westchnął Michał. – Pod Giewontem śpi rycerz Chrobrego, nie dałby poczwarze skalać gór, każdy o tym wie i nikt nie nabrałby się na Godzillę w Tatrach.

– W końcu – chrząknął Sebastian, zwracając na siebie uwagę. – dokładniej analizując charakter i myśli chłopaka, wpadłem na genialny pomysł. A jakże prosty. Ten zapalony miłośnik komputerowych gier miał młodszego brata, któremu nigdy nie dawał pograć na swojej wypasionej maszynie, zostawiając mu starszy, trochę przedpotopowy model. I wyobraźcie sobie, że wystarczyło mu zasiać w głowie nutkę zwątpienia w to, czy aby na pewno przed wyjazdem zabezpieczył komputer hasłem… Zaraz sam wytworzył sobie apokaliptyczne obrazy braciszka formatującego mu twardy dysk. Mówię wam, jak ruszył biegiem na pociąg, to wręcz się kurzyło…

– A dziewczyna? – zapytał Tomek z wytrzeszczonymi oczami.

– Powiedział jej, że to sprawa życia i śmierci i że musi wracać… Tak ją zaskoczyła jego nagła rejterada, że stała jak słup soli. Wkrótce zatroszczył się o nią jakiś samotny turysta i obecnie są ze sobą całkiem szczęśliwi, jak sądzę.

– Gratuluję błyskotliwego zdobycia sprawności oraz ciekawej historii – Michał skinął głową mówcy.

– Tylko jeszcze mam pytanie – Tomek postukał się palcem w skroń. – Za Chiny nie mogę sobie przypomnieć, do jakiej grupy sprawności należy „Straszydło”. Czy to jest sprawność terenowa, czy charakteru, czy co?

Sebastian uśmiechnął się pobłażliwie.

– Jak to jaka? Rozwoju duchowego!

Jacek Tomaszewski HO

PS

Tym razem słowa brzmiały: stromizna, szkwał, schronisko. A do tego było utrudnienie: miało być o duchach.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *