W dzisiejszych czasach słowa „szkolenie” oraz „kształcenie” są bardzo modne. Niestety, większość rzeczy modnych nie prezentuje najwyższej jakości. Znam różnego typu podejścia do szkoleń i jak ta idea może być wypaczona, a przede wszystkim jak bardzo bezużyteczna i czasochłonna. Zadam odważne pytanie: czy Kurs Skolem zalicza się do powyższego opisu, czy jest potrzebny? Po kilku kursach, w których uczestniczyłem, mam pewne zdanie na temat szkoleń.
Kursy odbywają się w wakacje, co wiąże się z uczestnictwem części kursantów i kadry zaraz po obozach, idealnymi przykładami są Skolem 2009 i 2010. Pojawia się zdanie, że 5 tygodni w lesie to za dużo, że całe wakacje są zmarnowane i wiele innych negatywnych zdań. Jest to przykład jak bardzo nie lubimy się rozwijać, ponieważ podobną argumentację słyszę jeśli chodzi o naukę języków, studia podyplomowe i wiele innych możliwości rozwoju (chodzi oczywiście o brak czasu, chęci i jakoś to będzie). Wniosek jest prosty: my harcerze i instruktorzy nie różnimy się od reszty społeczeństwa. Przytoczę fragment pewnej pieśni harcerskiej: „idziemy naprzód i ciągle pniemy się wzwyż…”. Pójdę dalej, wiele osób kojarzy Szare Szeregi z powstaniem, konspiracją, walką i bohaterską śmiercią, czyli z DZIŚ i JUTRO, ale według mnie wielkość tych harcerzy to było POJUTRZE, czyli myślenie co dalej, przygotowywanie się do życia po wojnie, do tworzenia zdrowego społeczeństwa. I jak to się ma do 5 tygodni w lesie? Kursy drużynowych, instruktorskie to nie jest nic nowego, od samego początku były one istotną częścią pracy skautowej, później harcerskiej. Wtedy ludzie też mieli obowiązki, szkołę, możliwość spędzenia inaczej czasu. Przytaczam te przykłady, że poniekąd zniszczyć wyjątkowość argumentów na „nie”, bo – wierzcie mi lub nie – miałem poważniejsze argumenty, a na kursy pojechałem, ale więcej w podsumowaniu. Czas na kolejne „nie”.
Innym problemem jest sprzęt. Kursy korzystają ze sprzętu jakiegoś bądź jakichś środowisk. Od kilku lat zauważam zanik – nazwijmy to – kultury sprzętowej. Kto ma pakować i rozpakować sprzęt? Kto ma go suszyć? Pojawiają się argumenty, że to „nie mój sprzęt” i ze sprzętem zostaje garstka ludzi. Problem jest znacznie głębszy, więc nie będę się rozpisywać. Pamiętam, że kiedyś kursanci pomagali w pakowaniu i rozpakowaniu sprzętu, ale też pamiętam jak z drużyną suszyliśmy namioty po kursach. Niestety obóz czy kurs nie zaczynają i nie kończą się tylko apelem. Coraz bardziej modne jest, nie tylko w harcerstwie, bycie gościem. Na pocieszenie jest jeszcze spora grupa osób, która dba o „kulturę sprzętową” i są wśród niej – umownie mówiąc – kursanci, co napawa optymizmem.
Czas przestać łamać 8 punkt Prawa Harcerskiego (trzeba pamiętać, że składa się ono z 10 a nie 10., mała kropka, a taka różnica). W swoim życiu brałem udział w dobrych kursach i trochę mniej udanych, co daje mi możliwość wyciągnięcia pewnych wniosków. Podczas kursu kluczowym jego elementem są kursanci, zawsze gdy toczy rozmowa o kursach (nieważne jakich), temat „jacy powinni być kursanci” jest sprawą kluczową. Ja poruszę sprawę od dołu. To jaka jest atmosfera na kursie zależy od kadry i uczestników. Podczas kursu można poznać lepiej ludzi w podobnym wieku, pełniących podobne funkcje. Dzięki kursom poznałem ludzi, których nie poznałbym, gdyby mnie tam nie było. Z różnych powodów, jak chociażby stereotypy różnych środowisk o innych środowiskach. Zauważyłem, że bardzo często przywiązujemy uwagę do nieistotnych różnic w naszych drużynach. Wiem, że początki Skolemów były ciężkie, bo te różnice były dla nas bardzo istotne, szczególne pomiędzy hufcami. Teraz znajduję wspólny język z ludźmi, których barwy drużyn sprawiały jeszcze 7 lat temu, że są z innego kraju, mówią innym językiem i mają inne harcerstwo. Po tych kilku kursach, gdzie poznałem ludzi z Wielkopolski, Ziemi Opolskiej i Mazowsza przekonałem się, że harcerstwo jest uniwersalne, różnimy się w detalach, ale mamy wspólne ideały i bardzo podobne środki do ich osiągnięcia. Wymiana doświadczeń i pomysłów jest jedną, oczywiście według mnie, z wielu zalet i sukcesów kursów Skolem.
Czy kurs przygotuje dobrego drużynowego? Bardzo często pokutuje myślenie o różnych kursach, że ktoś ukończy kurs i będzie specjalistą w danej dziedzinie. Czy po ukończeniu kursu językowego będziemy znać dany język? Jeśli się przykładaliśmy i wykorzystaliśmy możliwości jakie dał nam kurs, to tak. Podobnie jest z kursami zastępowych, metodycznymi, instruktorskim ogólnie harcerskimi. Podczas kursu kursanci będą mieć szansę nauczyć się czegoś nowego i przydatnego w przyszłej pracy harcerskiej, ale myślę, że także w naszym codziennym życiu. Dlaczego tak? Ponieważ harcerstwo nie jest oderwane od rzeczywistości (wiele osób powie, że tak nie jest, ale to jest dowód, że ciągle dostosowujemy się z formami do naszych czasów). Wracając do języka, jeśli nie będziemy go używać to zaczniemy go zapominać, tak więc kurs to początek. Część osób jest na „nie”, bo myślą, że po kursie wpiszą się na listę potencjalnych przyszłych drużynowych. Z jednej strony celem harcerstwa nie jest produkcja instruktorów, tylko wychowanie świadomego obywatela, dlatego staramy się pracować z ludźmi, którzy nie są instruktorami. Z drugiej strony serce mi się kroi, gdy młody człowiek nie podejmuje wyzwania, może teraz mówię jak stary zrzęda, ale nigdy nie wiemy co będzie jutro bądź za rok, dwa. Nie mówię w kontekście Skolemu, ale ogólnym trendzie unikania odpowiedzialnych zadań i „niewychylaniu się”. Pewna pani profesor powiedziała, że harcerstwo niszczy indywidualizm, mnie harcerstwo nauczyło podejmowania wyzwań, jasnego powiedzenia kim jestem i czego chce, to tutaj znalazłem ludzi z podobnymi zainteresowaniami co ja. Myślę, że harcerstwo nie pozbawia człowieka indywidualizmu, wręcz go rozwija, pozbawia go egoizmu, który dla mnie osobiście jest upośledzeniem.
A jak ma się do tego kurs metodyczny Skolem? Według mnie absolwent tego kursu wie jak rozwijać się harcersko, podejmować samodzielne kroki w tym kierunku. I tu, kończąc, wrócę do POJUTRZA, każdy kto czytał „Kamienie na szaniec” wie, że bohaterowie tej książki dbali o swój rozwój. Kurs Skolem powinien być końcem bycia harcerzem, bo mam mundur i jest fajnie, a początkiem bycia harcerzem, bo ciągle się rozwijam i świadomie patrzę w przyszłość, którą tworzę.
pwd. Filip Zdziennicki H.O.

