Nigdy mi to nie przeszkadzało. Akceptowałem siebie takim jakim jestem, ponieważ nie wadziło mi to w egzystowaniu. Znajomi mi zawsze mówili, ze jest okej i dobrze wyglądam. Jestem zły, że tak mówili, bo dzięki temu przez długi czas nic z sobą nie robiłem.
Życie toczyło się tak, że waga w pewnym momencie pokazała liczbę, która nieco mnie zaniepokoiła. Więc co by tu zrobić, żeby to zmienić? Pierwszy pomysł oczywiście dieta. Hmmm, co by tu o diecie .. oczywiście daję słowo, że dobrze dobrana dieta daje efekty, lecz nie sama dieta, ale o tym później. Jadłem mniej, regularnie i dużo piłem wody – to tak w dużym skrócie. Oczywiście nie jest łatwo się zaprzeć. Podjąłem decyzję, że rezygnuję ze słodyczy. Myślicie że było tak milutko? Nie ma szans, zawsze jest tak, że ciągnie. Lecz nie wolno organizmu ograniczać. Gdy chce Ci się tego przysłowiowego batona to zjedz jabłko, lecz po godzinie daj organizmowi tego co chciał i zjedz batona. Z biegiem czasu ograniczaj batona o połowę i takim sposobem w końcu wystarczy Ci tylko owoc :).
Oczywiście skończył się cukier do herbaty. Da się przyzwyczaić. W tym momencie nie lubię słodkiej herbaty, po prostu mi już nie smakuję, chyba, że w górach na wysokościach kiedy potrzebujemy większej ilości kcal. Nie ma już słodkiego, co dalej? Jesz obiad to zjedz więcej mięsa i surówki a mniej ziemniaków. Nie jedz makaronu. Moim sposobem było także, pochłanianie większej ilości błonnika pokarmowego. Błonnik to taki węglowodan nieprzyswajalny, który nie jest trawiony, więc jeśli nie jest to co? Musi być wydalony. Czyli można powiedzieć, ze kółeczko – to co zjesz zaraz wydalisz. Taki właśnie jadłem chleb – z PEŁNEGO ziarna, które ma dużo błonnika. Normalny chleb pszenny to zdrajca – na serio, trzeba go wyeliminować. Tak samo jak mąkę pszenną. Jadłem dużo warzyw i owoców, choć wśród owoców jest tez dużo zdrajców takich jak winogrono i gruszki, mające dużo cukrów przyswajalnych, które zaraz idą w tkankę tłuszczową.
Tyle tajemnic diety, przynajmniej mojej. Miałem także takie szczęście, że mam przyjaciela, który ma zapał do sportu. Bo oczywiście dieta dietą, lecz sama nigdy nie zadziała. Musi ona współgrać z wysiłkiem. Bieganie samemu nie zdawało egzaminu, bo nie potrafiłem. Więc biegaliśmy razem przez długi okres kilka razy w tygodniu, wieczorami. Bywało także, że pojawiałem się na siłowni. W domu, też starałem się wypacać – ćwicząc.
Rezultat tego jest taki, że w rok schudłem 30 kg. Dla niektórych to nic, ale dla mnie był to duży wysiłek, nie tylko fizyczny ale i psychiczny. Muszę wspomnieć, że nie jest to tylko moja zasługa, lecz też ludzi, którzy mi w tym pomagali. Nie było łatwo się o tym podzielić, ale kieruję ten artykuł do tych którzy zastanawiają się czy warto, a może operacja, a może to, a może tamto. Taka rada – nie spróbujesz, nigdy się nie przekonasz! Duża satysfakcja i przyjemność z tego jak ludzie spotykają Cię i gratulują pytając – „co Ty robiłeś, że tak wyglądasz?”
