Strona główna / Wyróżnione / Kiedy harcerstwo przestało wychowywać?

Kiedy harcerstwo przestało wychowywać?

Współczesny ZHR dryfuje na etosie swoich poprzedników i wydaje się być organizacją nie dostrzegającą stawianych przed nią wyzwań. Przygotowane podwaliny uznaje za swoje ciepłe gniazdko, nie jest chętna do wychylenia się poza ramy i nie próbuje zdiagnozować zmian, które dość wyraźnie się zarysowały na przestrzeni minionych stu lat w sferze społecznej. ZHR skonstruowany na szczytnych i szlachetnych wartościach kultury chrześcijańskiej, przez brak dogłębnej autorefleksji nie zauważył, że nie spełnia swojej zasadniczej funkcji – nie wychowuje.

Pomiędzy dorosłością a dzieciństwem

Organizacja ma do postawienia sobie kilka poważnych pytań i musi zweryfikować czy metoda Bi-Pi jest ciągle aktualna, czy ciągle można ją obdarzać takim poziomem zaufania jak kilkadziesiąt, czy nawet kilkanaście lat temu.

Zastępowymi zostają najczęściej dzieci w wieku 13 – 16 lat i to oni najwięcej czasu spędzają z szeregowymi członkami drużyn. Większość pracy odbywa się w zastępach, pod cichym nadzorem drużynowych i przybocznych. Zatwierdzane są plany pracy zastępów, w swej formie i treści bez zarzutu, i to pozwala już czuć się drużynowym bezpiecznie o swoich najmłodszych podopiecznych. Jednak niemożliwością jest uczestniczenie przez nich i nadzorowanie każdej zbiórki. Czy więc zbiórki wyglądają jak modelowe przykłady metodyków pedagogiki?

Należy sobie zadać pytanie, kim jest przeciętny zastępowy? Jak już wspomniałem jest to osoba najczęściej w wieku dojrzewania, pewnie najbystrzejszy chłopak/dziewczyna z danej grupy itd. Osoba niewiele starsza, często w tym samym wieku co koledzy z zastępu.

Harcerstwo maskując się planami pracy i wątłymi kursami zastępowych, tworzy złudną aurę, że ma kontrolę nad tym co się dzieje w zastępach, a przecież nie będziemy potrafili wzbudzić w człowieku dojrzałości emocjonalnej na zawołanie, nie sprawimy, że nagle poczuje się on w pełni odpowiedzialny za członków swojego zastępu i będzie im przekazywał same pozytywne i świadome bodźce wychowawcze.

Prawda jest taka, że człowiek w tym wieku targany jest przez rozmaite emocje wywołane przez wzrost określonych hormonów w organizmie (Rutter, Rutter). Żaden drużynowy tego nie zmieni, skoro nawet rodzice, jako najbliżsi nie umieją. Po pierwsze hormony wywołują zmiany bezpośrednio obserwowane w wyglądzie młodego człowieka, po drugie, co dla nas ważniejsze, w percepcji samego siebie – co prowadzi do chwiejności nastroju (Paikoff, Gunn).

Następuje też bezpośrednia korelacja pomiędzy hormonami okresu dojrzewania a zachowaniami agresywnymi (Paikoff, Gunn), oraz zaczyna się kształtować wtedy pojęcie zemsty i nieprawości, wywołanymi tymi samymi czynnikami (Rutter, Rutter).

Dzieci powoli przechodzą od dominatu środowiska rodzinnego do rówieśniczego. Autorytety na chwilę tracą na znaczeniu. Chłopcy wolą grupy nieformalne, od tych sformalizowanych i uporządkowanych. Ten wiek to także poczucie bliskości, ale raczej nieformalnej, niż uporządkowanej (Levesque).

Nie rozwlekając się – już powyższe zestawienie cech i zachowań człowieka dojrzewającego zaczyna zastanawiać, czy tak niedoświadczonej osobie można powierzyć dziecko pod opiekę. Miałbym spore obawy o to czy moje dziecko otrzyma w drużynie pozytywnie stymulujący go ładunek. Znając metody nadzoru nad zastępami i zastępowymi, wiedząc jak w ZHR przymyka się oko, na wiele w gruncie rzeczy istotnych spraw, to wiem że sytuacje dalekie od normalnych będą się powtarzały.

Potrzebne przykłady? Sam byłem świadkiem upokarzania na forum zastępu jednego z członków, świeżo po naborze – kara dla członka zastępu w postaci tzw. pompek i siadanie mu na plecach; wiązanie nóg szeregowymi harcerzowi, aby nie mógł on chodzić po harcówce (nie wspomnę, że kilka lat później u tej osoby zdiagnozowano ADHD). Znane są mi też przypadki „stylizacji” obozów na obozy koncentracyjne (przykład, chyba z Pomorza); brak opiekuna w postaci instruktora na innych obozach; propagowanie przez zastępowych kultury pseudokibiców itd.

Mógłbym jeszcze długo tak wymieniać. Takie patologie są wynikiem braku nadzoru nad zastępami i drużynami, ale przede wszystkim brakiem przygotowania merytorycznego zastępowych i drużynowych. Kursy kładą nacisk na kwestie techniczne, a nie mówią wiele o psychologii rozwoju, czy odpowiedzialności jaką biorą na siebie pełniący wyżej wymienione funkcje. Ośmielę się stwierdzić, że żaden kurs w obecnym kształcie, nawet po zmianie treści wykładanych, nie jest w stanie wyposażyć człowieka w potrzebną wiedzę i umiejętności do podjęcia się wychowania drugiego człowieka. Nie wspominając już o zastępowych, którzy są zwyczajnie za młodzi, żeby zdać sobie z tego sprawę, jak ważną rolę mogą odegrać.

Szeregowy członek drużyny raczej nie powie Wam o nieprawidłowościach jakie mają miejsce w jego zastępie, zwyczajnie będzie bał się ostracyzmu ze strony kolegów.

Idąc za W. Okoniem, czytamy: wychowanie ma na celu wywołanie zmian w sferze poznawczo-instrumentalnej i emocjonalno-motywacyjnej.

Kształtowanie stosunku człowieka do świata i ludzi, jego przekonań i postaw.

Wpajanie jednostce pożądanych norm społeczno-moralnych. Na jakość i głębokość zmiany wpływa m.in. klarowność ich przekazu, zgodność z dotychczasowymi przekonaniami jednostki.

Idea i suche słowa są bardzo klarowne, natomiast wspomniane wcześniej przykłady są dowodem na to, że przekaz już taki jednolity nie jest.

Inkubator idei

Jest jeszcze jedna istotna sprawa. Załóżmy, że człowiek nie zraził się tym co go dotknęło w zastępie (o ile miało to w ogóle miejsce), ale jakim modelem człowieka jest, z jakiej rodziny pochodzi, w jakich wartościach został wcześniej wychowany?

Niestety nikt nie prowadził badań na ten temat, lub do takowych nie dotarłem – jednak z obserwacji mojej i wielu moich znajomych mogę wysnuć tezę, że jest to osoba pochodząca z tak zwanej „porządnej rodziny”, gdzie pewne określone wartości są krzewione od najmłodszych lat życia, gdzie jest zarysowany pewien konkretny światopogląd (zgodny z tym, pod którym podpisuje się ZHR). Właśnie tacy ludzi najczęściej zostają w drużynie na drugi, trzeci rok, włączają się w życie tej organizacji. Natomiast na palcach jednej ręki mógłbym policzyć przykłady osób, które zostały w ZHR na dłużej, działają tutaj, pełnią funkcje, a pochodzą ze środowisk potrzebujących. Ubogich rodzin, w których nierzadko występują zjawiska patologiczne, dzielnic gdzie rówieśnicy reprezentują zgoła odmienne postawy od tych, które w założeniu ZHR chciałby dać swoim członkom.

Harcerstwa nie ma w tych miejscach, a jeśli się pojawia to raczej na krótko, a plony z tej obecności nikłe.

Pytanie więc: na ile ZHR przez celowe zaniechanie nie tworzy metody na pracę w takich środowiskach i bazuje na grzecznej młodzieży, bo tak łatwiej, a na ile nie jest świadomy, że tam jest bardziej potrzebny?

Praca z młodzieżą z katolickich domów jest zazwyczaj łatwa i prosta, a już na pewno przyjemniejsza niż z młodzieżą ze środowisk bardziej wymagających. Tak naprawdę, ZHR przypisuje sobie miano organizacji wychowującej, a w gruncie rzeczy jest tylko inkubatorem postaw i idei, które młodzież wyniosła z domu.

Tacy ludzie sobie poradzą w życiu, zdobędą pracę, będą mieli swoje mieszkania, odnajdą się w społeczeństwie.

Prawdziwą miarą wychowania byłaby jednak praca u podstaw z dziećmi, które są zagrożone wykluczeniem i marginalizacją w społeczeństwie. Nie jest problemem posłać dziecko z katolickiego domu do kościoła na mszę i ukazać mu prawdziwą wartość życia w zgodzie z dekalogiem czy prawem harcerskim. Wyzwaniem jest pokazać to dziecku, które na co dzień styka się z problemem alkoholizmu, biedy, narkomanii i agresji.

Na zakończenie

Ciekawy jestem więc, jak bardzo harcerstwo jest w stanie zmienić się na rzecz aktualnych potrzeb społeczeństwa. Czy jest w stanie wyjść spod ciepłego kocyka, które ugrzały mu poprzednie pokolenia harcerzy i zacząć działać na własną rękę, tworząc nowe ramy ZHR? Tylko działanie na nowym gruncie społeczeństwa, tym najbardziej potrzebującym, pokaże prawdziwą siłę wychowawczą harcerstwa. Teraz jest to tylko frazes.

Kamil Rusiecki

Bibliografia

  • Paikoff, Brooks-Gunn. (1990) Physiological processes. Newbury Park, Sage. S. 63 – 84
  • Rutter, Rutter (1992) Developing minds. Challenge and continuity across the lifespan. London, Penguin.
  • Fisher, Shaver, Carnochan (1990) How emotions develop and how they organise development, „Cognition and Emotion” 4, s. 81 – 127
  • Psychologia rozwoju człowieka. T. 3
  • Rozwój funkcji psychicznych. Red. Barbara Harwas-Napierała, Janusz Trempała. Wyd. PWN, Warszawa 2002, str. 54 – 67
  • Levesque R. J. (1993) The romantic experience of adolescents in satisfying love relationships. „Journal of Youth and Adolescence” 22, s. 219 – 251
Kamila Rusieckiego

10 komentarzy

  • Tak mnie dzisiaj coś tchnęło… trochę w kontekście tego, gdzie pracujemy i z jaką młodzieżą lepiej etc.

    (Łk 15,1-32)
    Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. […]

    Zdecydowanie coś w tym jest – i chyba częściej w naszej pracy idziemy z tymi 99 owcami dalej, a tą jedną odrzucamy, traktując bardzo często jako gorszą, złą, niegodną etc. A przecież są różne sytuacje, i jako harcerze powinniśmy uznawać braterstwo i człowieka w człowieku przede wszystkim. Jeśli nie my będziemy pomagać młodym, często błądzącym chłopcom, to kto? Nawet jeśli to będzie kosztem tego, czy nasza drużyna ma mundury, zna musztrę etc.

    Wykładnikiem są ludzie, i zmiany jakich w nich dokonujemy dzięki harcerskiemu wychowaniu. Wydaje mi się jednak, że pomimo mądrych uwag Kamila, metoda jednak jest słuszna – może gorzej z naszym podejściem do niektórych spraw? Może nie zauważamy, że harcerstwo powinno przede wszystkim polegać na wysokiej użyteczności publicznej, i w tym kierunku powinna iść nasza działalność, a nie w kierunku kształcenia na siłę technik harcerskich, których spora część jest sztuką dla sztuki (mającą cele, które spokojnie da się unowocześnić?) Warto się nad tym kiedyś głębiej zastanowić, gdyż wnioski mogłyby być ciekawe. Quo Vadis? – myślę, że to pytanie powinni zadać sobie instruktorzy odpowiedzialni za los Harcerstwa na wszystkich jego szczeblach. Co dalej? Jak dalej? Dlaczego tak, a nie inaczej?

  • Kolejna poprawka bo nie ma takiego tekstu modlitwy
    „harcerskim prawom życia dniach” bo tam jest jeszcze literka „w” o której keton nie wspomniał, a warto to dodać skoro już czepiamy się tych istotnych szczegółów. ale myślę że nie ma to związku z tematem

  • Zgadzam się w pełni z drugim punktem komentarza Krecika. Rzeczywiście stan umundurowania, znajomość technik, czy składki są bardziej wymierne od wpływu wychowawczego na młodego człowieka i dlatego z tego drugiego nikt nas bezpośrednio nie rozlicza, a już napewno nie nagradza. Identyczny problem jest dość powszechny w polskiej szkole. Do rzadkości należą dyrektorzy naprawdę doceniający w pełni aspekt wychowawczy pracy nauczyciela. Ale świadomy pedagog, zarówno szkolny jak i harcerski, nie pracuje dla nagród, choć są one miłe i zwykle dodatkowo motywują.
    Co do działania ZHR-u w tzw. trudnych środowiskach, to znam przykłady naszej obecności. Czy są one wystarczająco liczne, to można zawsze dyskutować. A jeśli chodzi o skutki wychowawcze, to nie sądzę, by chodziło nam tylko o zatrzymanie delikwenta w organizacji do końca życia. Czasami nawet krótki pobyt w drużynie może mieć pozytywny wpływ. To tak jak w przypadku religii – Jak słyszę wyrzuty: „A ten to chodzi do kościoła, a jest taki i owaki!” to odpowiadam: „Nie wiadomo jaki by był, gdyby nie chodził”
    Na koniec popieram Andrzeja w trosce o prawidłowość tekstów. Niech już żaden harcerz nie pyta, co to są „Stusze” (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, innym chętnie wyjaśnie przy okazji).

  • odpowiem, zeby nikt juz nie szukal po googlach :P:
    system zastepowy (od zastepow, a nie zastepowych)
    pojdziem rad (bo nie mamy z kim isc, ale nam wesolo :P)
    zycia dniach (jednodniowa wiernosc)

    troche zrozumienia tekstu:)

  • Nie ma czegoś takiego jak „system zastępowych”.
    Tak jak nie ma słów hymnu „Pójdziem wraz harcerzy polskich ród” i słów modlitwy „harcerskim prawom życia dnia”.
    Oduczcie się, Panowie, wreszcie.

  • Zgodzę się z Grelem że System Zastępowych jest na prawdę skuteczny. bo jeżeli wychodzić z założenia że osoba wychowując musi skończyć studia pedagogiczne i mieć kilka lat doświadczenia żeby była w pełni świadoma jak działać to niestety zasoby kadry wyczerpały nam się szybciej niż nasze marne fundusze ;)
    a poza tym ten system działa dobrze tylko dzięki zasadzie współoddziaływania: zastępowy działa na zastęp, a zastęp na zastępowego i ten lider nigdy nie będzie doskonałym wychowawcą ale pełnienie tej funkcji przygotuje go do bycia nim w przyszłości.

    Co do działania w środowiskach patologicznych to mam dwa spostrzeżenia
    1. działamy tam gdzie działają nasze drużyny, moja działa przy dwóch szkołach „patologicznych” i moim zdaniem dużo lepiej pracuje się z takimi ludźmi niż z dobrze ułożonymi dziećmi z bogatych rodzin (bo wychowanie tych drugich czasem graniczy z cudem). Myślę że po prostu boimy się tego iż po przez złe zachowanie sprowadzą resztę chłopaków tam gdzie nie powinni.
    2. wolimy działać tam gdzie jest łatwiej gdyż wszystko w ZHR nastawione jest na mierzalne efekty. kategoryzacja, turnieje, zawody itd. i każdy drużynowy chce wypadać jak najlepiej (ambicja) i może słusznie ale w ten sposób koncentruje się żeby chłopaki byli opcykani z technik harcerskich, płacili regularnie składki, robili sprawności a nie żeby wychowywać tych ludzi. bo nikt nie doceni drużynowego za to że stale pracuje i wychowuje trudną młodzież z domu dziecka czy jakiegoś patologicznego środowiska, tylko docenia się i zauważ tych drużynowych którzy zrobią super musztrę, będą mieli dużo chłopaków w drużynie i będą super umundurowani czy wygrają HBT.

    a co do inkubatora to jestem pewien że pomimo tego iż jestem z dobrej katolickiej rodziny, pełnej miłości i ciepła, to gdyby nie ZHR to teraz wyglądałbym zupełnie inaczej i nawet nie chce sobie tego wyobrażać jak bym mógł zepsuć swoje życie, i mówię to patrząc na moich kolegów i koleżanki. i wiem że nie byłem człowiekiem na tyle silnym charakterem aby płynąć pod prąd więc pewnie wyglądałbym bardzo podobnie do nich. i nawet jeżeli to jest inkubator to uważam że pod tym inkubatorem na tyle rozwijamy tego człowieka że po wyjściu z niego stoi dużo silniej na swoich nogach niż gdyby ten czas spędził poza nim.

  • Ja podczepię się zarzutu 'ciepłych kapci’ jakimi ponoć posługujemy się w pracy z drużynami. W dużej mierze drużynowi współpracują z młodymi facetami ,którzy w którymś tam momencie przeżywają ciężkie chwile zwane dojrzewaniem. Poniewiera wówczas nimi masa dzikich hormonów o których tak głęboko Kamilu się rozpisałeś. Znam osoby i obawiam się ,że nie udałoby mi się ich policzyć na palcach, które pomimo wychowania w szczelnie zamkniętym 'inkubatorze’ miłości schodzą z ścieżki jakimi przez lata kroczyli. Im dziecko starsze tym coraz więcej czasu spędza poza domem gdzie szuka akceptacji i uznania. Jest wówczas mocno narażone na oddziaływanie form spędzania czasu, które nie rzadko bywają zgubne. Uważam ,że jesteśmy swego rodzaju kontynuacją wychowania ,które zaczyna się w rodzinnym domu. To nam jako drużynowym rodzice powierzają swój największy skarb, byśmy w kolejnych etapach jego dorastania (również w tym najcięższym) nie tylko pokazywali ale i pracowali z wartościami dla których warto żyć.

    Trudno się jednak nie zgodzić z tym ,że brakuje działań w środowiskach naprawdę 'ciężkich’. Doświadczyłem zbiórek w takich środowiskach i było to mega przeżycie. Szkoda ,że inicjatywa przygasła chociaż uważam ,że winna być to dobrze zaplanowana i zorganizowana akcja ,a nie koniecznie tylko oddolna próba zmiany świata. Ja chętnie wziąłbym udział w takim przedsięwzięciu, jeżeli tylko uzyska poklask.

  • System zastępowych – nie zgodzę się z Tobą Kamilu, że jest on zły. Faktycznie – zastępowi nie mają wiedzy pedagogicznej, faktycznie – patologie się zdarzają. Ale w której grupie rówieśniczej lider jest świadomy swojego oddziaływania? Chyba w żadnej, w harcerstwie przynajmniej staramy się uczyć zastepowych, że od nich dużo zależy. I chociaż zastepowi organizują zajęcia harcerzom to wychowawcą pozostaje instruktor – rozmowy wychowawcze prowadzi on, problemy powinien rozwiązywać on razem z rodzicami. Nie ma tekiego środowiska, gdzie dzieci cały czas są pod opieką dobrych wychowawców – zawsze jest jakiś moment, gdzie są oni w grupach rówieśniczych i daleko lepiej żeby w takiej grupie znalazł się zastepowy na którego wychowawcy mają wpływ.

    Skąd pochodzą harcerze – tu trzeba by chyba rzeczywiście sumiennie rozeznać sprawę – ilu jest tych z dobrych rodzin ilu tych, którzy tego szczęścia nie mieli. Niemniej jednak ja też obserwuje to wolimy „ciepłe kapcie” w postaci dzieci, które już jakieś podstwy mają. Problem jest taki, że nie mamy zaplanowanego, przemyślanego sposobu na działanie w trudnych środowiskach. Tam gdzie byśmy się naprawde przydali. Ile drużyn wedrowników robi nabory w ciężkich technikach, w gimnazjach w śródmieściu? Czy współpracujemy ze świetlicami środowiskowymi, czy robimy coś w Domach Dziecka? W miejscach gdzie nikt inny nie wejdzie? Harcerze mają świetne przygotowanie i świetne tradycje (Małkowski i pierwsze drużyny) w temacie pracy z trudnymi środowiskami. I nie wykorzystujemy tego.

    Problem jest jeszcze jeden. W naszej organizacji przede wszystkim brakuje refleksji nad rzeczami ważnymi. Spieramy się czy zlot ma być tu czy tam, czy taki paragraf ma być w statucie czy nie, a nie myślimy w ogóle, nie dyskutujemy o wychowaniu, o wyzwaniach dnia dzisiejszego, o tym kim powinniśmy być dla społeczeństwa i jak ta rolę pełnić. Idziemy siłą rozpędu i robimy to co robili nasi poprzednicy, ale za mocno się nad tym nie zastanawiamy.

  • Pewnej rzeczy nie rozumiem – czemu pada pytanie o to, czy metoda Bi-Pi jest nadal aktualna w kontekście wieku zastępowych? Przecież od zawsze system zastępowy zakładał, że grupą dowodzi naturalny przywódca – czyli „najbystrzejsze” dziecko. Najlepiej odrobinę starsze niż reszta zastępu, ale prawie rówieśnik. Wszak dużo starszy zastępowy byłby sztucznym autorytetem dla swoich podkomendnych.

    Zaś co do środowisk pochodzenia harcerzy – zdziwiłby się autor, ilu znam druhów z „patologicznych” środowisk. Przez kilka lat bycia przybocznym przez moją drużynę przewinęło się wiele takich jednostek. Wiadomo, że w organizacji dłużej utrzymują się ludzie „porządniejsi” i z nich łatwiej jest stworzyć późniejszą kadrę – ale mimo wszystko trudniejszą młodzież też wychowujemy. Z różnym skutkiem.

    A odnośnie do proporcji „patologii” i „porządności” wśród druhów: wszystko zależy od terenu działania drużyny. Takie na przykład Złotno jest „porządniejsze” niż Śródmieście czy Stare Bałuty (a na tych ostatnich właśnie działa drużyna, w której byłem). Być może dlatego spojrzenie autora na tę kwestię, nawet z perspektywy kilku drużyn, jest mylne.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *