Przez ostanie osiem miesięcy pojawiła się masa artykułów na temat Akcji Bohater. Starsi instruktorzy włożyli dużo pracy i zapału w rozpropagowanie tego pomysłu.
Geneza
Cała idea urodziła się prawdopodobnie podczas uroczystości przyjęcia patrona przez Chorągiew Ziemi Opolskiej. Nasz ekskomendant w towarzystwie naczelnika, zobaczywszy fajerwerki, postanowił przyćmić Opolan blaskiem własnej chorągwi. Świetną okazją do lansowania miała się stać rocznica stulecia harcerstwa. Łódź w centrum uwagi obchodów – czy to nie wspaniałe, aż łezka się w oku kręci!
Idea „bohateryzmu” zaczęła kiełkować. Skoro patroni są już w szkołach, szpitalach, towarzystwach, stadionach, parafiach, czemu nie ma ich jeszcze u Nas! Czyż byśmy nie nadążali za najświeższą modą? I ruszyli. Zalała nas fala bohaterskiej propagandy. Wyłączyło się trzeźwe myślenie.
Drużyny
Projekt miał być pierwotnie skierowany tylko do instruktorów. Jednak, jako że komenda chorągwi dawno nie organizowała cotygodniowych zbiórek i nie dostrzega ile się dzieje, swój świetny projekt próbuje wcisnąć do realizacji zastępowym, drużynowym, itp.
Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się strzałem w dziesiątkę – ułatwi pracę drużynowym! Tylko że nasza metoda opiera się w dużej mierze na indywidualnej pracy w zastępach. Czy druh (eks)komendant jest w stanie wymienić chociaż po 2 szeregowych z każdej z jednostek z imienia i nazwiska? Hm…
Druhowie, dlaczego tak wybitni metodycy z naszej chorągwi nie piszą planów pracy zastępów?… Może dlatego, że nie znają potrzeb harcerzy? Prawda jest taka, że twórcy akcji nie znają realiów drużyn, w związku z czym nie są w stanie dobrać metod lepiej niż drużynowy. Mówiąc prościej, są trzy możliwości:
- akcja patron nie będzie nic zmieniała w pracy drużyn,
- dodatkowa praca spadnie na barki drużynowych,
- wszystko zorganizuje komenda chorągwi i akcja będzie zwykłą imprezą masowa.
Czas…
… którego i tak zawsze nam brakuje. Harmonogram imprez chorągwi jest wypełniony bardziej, niż niejeden plan pracy drużyny. Czy nie szkoda nam marnować kilku dni na kolejną imprezę w ciągu roku? Łatwo jest dostrzec pewną prostą alternatywę:
- praca z bohaterem ogranicza się tylko do zdobycia go – co udowadnia, że cała akcja służyła tylko i wyłącznie budowaniu wizerunku;
- po zdobyciu patrona grono instruktorskie pracuje z nim – jest to sztuczne dopasowywanie tematów, łatwe dla organizatora spotkań, ale chybione dla uczestników. Co więcej, zmusza to kolejne pokolenia do działania w oparciu o wybranego przez nas patrona.
Jak widzicie, alternatywa nie jest optymistyczna.
Co to da?
Najważniejsze pytanie zostawiłem na koniec: czy instruktor potrzebuje wskazywania palcem autorytetów, za którymi ma podążać? Czy nie widzicie, jak sztuczne jest narzucanie patrona dorosłym ludziom, którzy już dawno nauczyli się mieć własne zdanie? Nawet jeśli wybierzemy go demokratycznie, to i tak będzie to bohater tylko części z nas.
Komu więc jest potrzebny patron? Z moich obserwacji wynika, że głównie tym, którzy nie prowadzą już zbiórek harcerskich i umierają z nudów. Mam na to lekarstwo: znaleźć sobie ciekawe hobby albo założyć nową drużynę (gromadę, patrol wędrowniczy)
Proponuję zastanowić się na chłodno: czy patron rozwiąże któreś z naszych problemów i czy sam jest kolejnym utrapieniem.
Słoń w składzie porcelany
11 komentarzy
jestesmy organizacja ideowa i idealy odgrywaja dla nas kluczowa role w naszej pracy, dla mnie bohater czy to mojej druzyny, innej druzny, hufca, choragwi to przyklad, ze temu czlowiekowi udalo sie zyc wg idealo i ze skoro jemu sie udalo to mnie tez sie uda, ze idealy harcerskie (ktore stawiaja poprzeczke bardzo wysoko) sa osiaglne dla smiertelnika takiego jak ja.
Wydaje mi się, że to nie bohater jednoczy, a wspólny cel i spędzony razem czas.
Jeśli zdobywanie patrona jest metoda dla integracji, to jest to bardzo sztuczne i nie przyniesie owoców. To tak jak by Syzyf toczył głaz, nie po ty by osiągnąć szczyt, ale by zaprzyjaźnić się z górą. A jest tyle dziedzin, gdzie można się integrować robiąc jednocześnie coś przydatnego.
Nie znam nikogo, kto miał by potrzebę posiadania kilku patronów. Można oczywiście przekonywać, że patron jest konieczny. Można serią artykułów w Wywiadowcy wzbudzić taką potrzebę w niektórych. Ale czy nie jest to nadal sztuczne? Czy nie zachęci tylko tych, którzy już są zintegrowani? Z resztą, co gorsza, może zniechęcać niezintegrowanych – bo po wtłaczać głaz.
Nie wiem czy to co piszę jest wystarczająco jasne, ale jaśniej nie potrafię…
Zbliża się kolejny numer Wywiadowcy, więc pozostaje mi tylko, życzyć pełnej integracji środowiska i sukcesów w zdobywaniu bohatera.
Powodzenia
Słoniu, co do polityki, to miałem na myśli tę, którą „uprawia” się zawodowo (czyli co mamy okazję oglądać co dzień w TV w naszym kochanym kraju). W harcerstwie polityki nie ma, i nic nie zapowiada, że tu zawita. Jeśli zaś chodzi o Twoje dalsze zdania, to świadczą one o tym, że jednak mało wiesz na temat sytuacji z naszej Chorągwi, gdyż nie ma u nas – na całe szczęście – zjawiska polegającego na walce o stołki, zbijaniu poparcia, czy jak stwierdziłeś „sporze o władzę”.
Dodatkowo, fakt, że mówisz – iż właśnie powyższe sprawia, że nie podajesz nazwisk pisząc jednocześnie tak, że wszyscy (Instruktorzy zaangażowani w życie bieżące Chorągwi) dokładnie wiemy, kogo masz na myśli, zaś niewiadomą w tym wszystkim pozostajesz tylko Ty, pozostawia wiele do myślenia w kwestii tego, że mówisz tutaj chyba o swoim poparciu :) Więc nie dziw się proszę, że szczerze widząc niektóre Twoje stwierdzenia, jak to o „sporze o władzę”, czy że decyzję podjęliśmy na podstawie wizyty w Opolu, albo, że najpierw był pomysł, a potem dobrane cele- nie chce mi się kontynuować z Tobą dyskusji, gdyż zasłaniając się anonimowym nickiem nie bierzesz odpowiedzialności za swoje słowa. A co z tego wynika, możesz stawiać osądy i argumenty jakie chcesz, a my musimy Cię prostować. Może warto przyznać się do niewiedzy? I najpierw zapytać, dowiedzieć się, upewnić, a potem rozgłaszać publicznie jakieś historie? W ten sposób przybliżasz się również do zachowania – niestety – wielu dziennikarzy, którzy zamiast spełniać swoją misję szukają tylko dziury w całym i mieszają w sytuacji nie brnąc wcale do tego, co nazywamy PRAWDĄ. Przykre…
Co do Twoich propozycji, to i punkt A i punkt B Komenda Chorągwi realizuje, i zapewniam Cię, że w obu wydarzeniach i tak uczestniczą praktycznie te same osoby. Dlatego też chcemy zadziałać inaczej – zachęcić wszystkich Instruktorów Chorągwi do zjednoczenia – zarówno tych młodych, jak i starszych, a nawet tych, którzy są już w rezerwie. Przecież przy okazji takiego święta nie sposób nie wrócić do przeszłości. Nie sposób nie wznowić kontaktów. Nie sposób postarać się wspólnie z byłymi instruktorami pracować nad podsumowaniem tego, w jakim miejscu jesteśmy jako ZHR w naszej Chorągwi – i w oparciu o to budować dalej.
„Wkuwanie biografii patrona”, jako propozycję pracy metodycznej z instruktorami uznam za Twój pomysł, i odpowiem tylko tyle, że stać nas na więcej, żeby nie powiedzieć, że myśląc w ten sposób kompletnie dajesz nam do zrozumienia, że albo dobrze próbujesz manipulować, i zwodzić kim jesteś, albo nie masz pojęcia na czym polega metodyka harcerska.
I na koniec pytanie w kontekście Twojego ostatniego zdania. Czy byłeś kiedyś harcerzem, i Twoja drużyna posiadała patrona, z którym pracowaliście? Jeśli tak, i wątpisz, że coś tak „subtelnego” jak patron może pomóc zintegrować czterdziestu facetów, to może warto pomyśleć, jaką rolę spełniała i jak wyglądała praca z bohaterem Twojej drużyny?
Inna sprawa, jeśli bohatera nie posiadałeś, lub drużyna z nim nie pracowała. Ja miałem to szczęście być w drużynie mającej patrona, ale nic z nim nie robiącej, jak również być w drużynie, wprowadzać w życie osobę bohatera i z nim pracować – i w 100% stwierdzam, że jest to jeden czynników integrujących zespół.
Słonie tak łatwo nie znikają – po prostu reagują powoli…
W ostatnim komentarzu poruszono kwestię polityki. Nie chcę ingerować się w chorągwiane spory o władzę, ani zbijać kapitału wyborczego – miedzy innymi dlatego nie używam nazwisk.
Wracając do tematu:
Sebastian pisze: Uważam, że patron […] pozwoli nam nadać wielu działaniom instruktorskim cel i ciekawszą formę”. Czy to znaczy, że teraz te działania są bezcelowe? Może dlatego wielu instruktorów nie bierze w nich udziału?
Komentarz Andrzeja jest bardzo rozsądny.
Słowo JEŻELI w zdaniu „jeżeli jego posiadanie ułatwi nam integrację środowiska” jest tutaj kluczem.
Zastanówmy się co zrobić, jeśli chciał bym poprawić relacje między dorosłymi ludzmi w pewnej grupie?
A) Zapraszam konkretne osoby na kręgle/ pizze / film.
B) Wysyłam bezosobowa zaproszenia na wspólny wyjazd
C) Daję wszystkim wspólny element stroju lub obrzędowości, który ich zintegruje
Szczerze wątpię czy wybrał bym odpowiedz C…
Mam wrażenie, może mylne, że najpierw powstał pomysł patrona, a potem cel.
Oczywiście jeśli drużyny nie będą w to zaangażowane, a instruktorzy nie będą mieli w próbach na stopnie wkuwania biografii patrona – to jesteśmy w stanie przeżyć tę zmianę bez większych problemów. Tylko czy ta zmiana jest potrzebna? Czy coś tak subtelnego jak patron może zintegrować czterdziestu facetów, jeśli nie pomogły wspólne wyjazdy, zbiórki i DKFy ?
Słoniu?? Gdzie się podziałeś? Nieładnie tak stawiać tezy, pisać artykuły mające namieszać w środowisku, a potem tak bez słowa odchodzić ;)
Pomyślę jeszcze, że ukrywanie się pod pseudonimem to tylko element Twojego tchórzostwa, bo ani nie odpowiedziałeś, czy nasze próby odpowiedzi na Twoje pytanie Cię satysfakcjonują, ani nadal nie wiemy, kim jesteś.
A pozostawianie sprawy teraz bez odpowiedzi, to niestety tylko dowód na moje słowa o odwadze do wypowiadania tekstów w Twoim stylu – przyjdę, ponarzekam, powiem to i owo (nieistotne, czy słusznie, czy nie, byleby powiedzieć) a potem zniknę, bo przecież i tak nikt nie wie kim jestem, i nie muszę brać odpowiedzialności za moje słowa. Bawisz się może w polityka? Bo Twoje zachowanie przypomina zachowanie tych, co to głośno krzyczą, a za tą postawą kryje się nic nie robienie – i poprzez głośny krzyk pragną zasłonić to, że po prostu nie chcę im się robić nic więcej – tak jak Tobie może po prostu nie podoba się akcja Bohater, bo będzie trzeba coś robić? ;)
Pozdrawiam Słonia, i do zobaczenia kiedyś – tylko tym razem otwarcie, bez zasłaniania się Internetem i anonimowością – co chciałbym, aby stało się normą, przynajmniej na naszym podwórku. No, może z wyjątkiem Niebieskiego Orła, bo chłopaka (?) do tej pory nie rozszyfrowałem :)
Dziwny artykuł. Część nie na temat, z częścią się zgadzam. Nierówny. Bohater powinien być w drużynie, to jest jasne. Chorągiew wcale nie musi go mieć ale posiadanie go nie zawsze jest tylko PR-em (choć głównie, dlatego i nazwa bohatera zbiorowego i osoba bohatera indywidualnego mają znaczenie nie tylko dla „pracy” z bohaterem ale też dla otoczenia).
Oczywiście nie jest tak, że leśne ludki z Komendy wzięły się na emeryturze za wymyślanie projektów potrzebnych tylko im samym. To raczej pomysł instruktorów, którzy obecnie robią najwięcej. Nie robią więc tego z nudów a (być może) z potrzeby wypełnienia jakiegoś obszaru, na którym mamy jeszcze – według nich – brak.
Czy czuję potrzebę posiadania bohatera? Ja już swojego (a nawet dwóch) mam. Ten czy inny bohater Chorągwi niczego dla mnie indywidualnie nie zmieni. Ale jeżeli jego „posiadanie” ułatwi nam integrację środowiska emeryckiego z drużynowymi i z młodymi instruktorami to super. Jeżeli ma to być sposób na ciekawe wspólne działania to fantastycznie.
Ważne, żeby drużyny nie były w to angażowane bardziej niż w pracę ze swoim bohaterem, bo on jest „ważniejszy”. Tak naprawdę bohater Chorągwi powinien pełnić funkcję wspólnego bohatera starszyzny. Nie harcerzy. Drużyny co najwyżej mogą wystawić reprezentacje przy jakichś okazjach. Nie muszą nawet znać jego dokładnej biografii.
Też miałem spore wątpliwości i byłem raczej sceptycznie nastawiony do akcji bohater, dlatego też od razu zainteresowałem się tematem i starałem się przedstawić mój punkt widzenia i swoje argument przemawiające przeciw, ale minęło trochę czasu kilka rozmów odbyłem, byłem na wyjeździe instruktorskim i sprawa stała się klarowna jasna i oczywista że akcja ma sens. Ma cel który moim zdaniem jest bardzo istotny – integracja środowiska. Moim zdaniem to jest najważniejsza rzecz którą się robi na początku działania jakiejś jednostki, taki fundament, bo jak pracować z ludźmi których się nie zna? sam Słoniu to stwierdziłeś.
a co do anonimowości to zawsze mnie fascynowało jaki to ma sens w gronie harcerskim. owszem jak się podpiszesz to każdy patrzy na twój artykuł przez pryzmat twojej osoby, jednak tylko ty stworzyłeś tan pryzmat swoimi czynami jednym zdaniem cała odpowiedzialność spoczywa na tobie.
PS. Keton myślę że wszyscy wiedzą jak się nazywasz i z jakiej drużyny jesteś :P a jeżeli nie to niech częściej jeżdżą na wyjazdy instruktorskie :p
zgadzam sie z przedpisaczami. gdzie byles kiedy rozmawialismy o idei bohatera? sam duzo nie wnioslem do tematu, jednak stwierdzam, ze sylwetki kandydatow byly przygotowane porzadnie i zrobilismy kawal dobrej roboty wybierajac dwoch i czekajac z decyzja na kworum instruktorow. bede starac sie nie powielac argumentow, ale w kazdym innym przypadku jak nie prowadzenie akcji bohater, odgorne narzucenie przez komendanta bohatera pojawi sie ktos w stylu ciebie sloniu i powie, ze to 'be’ pomysl, bo mnie sie nie podoba. wybacz, ale twoje argumenty sa w stylu po co nam mundury? przeciez trzeba je kupic, nosic, przyszywac plakietki, dbac. ostatni moj argument, mnie jako druzynowemu bohater druzyny ulatwia prace, fakt musialem do tego dojrzec i tym bardziej uwazam, ze bohater choragwi jest potrzebny.
filip zdziennicki, druzynowy 28
I proszę :-) Ledwie człowiek wróci, a już w „Wywiadowcy” znajduje coś ciekawego. Pozwolę sobie na kilka słów…
Po pierwsze, jestem zdecydowanym przeciwnikiem anonimowości internetowej, dlatego Drogi Słoniu, uważam, że zwykła odwaga i honor wymagają tego, aby nie zakrywać się pseudonimem, a przedstawić się tak, aby przynajmniej osoby, które personalnie atakujesz w swoim artykule wiedziały, kim jesteś. Jeśli nie zechcesz tego zrobić otwarcie, proszę o to na mojego maila – sgrochala@gmail.com. Uważam za bardzo nie fair postępowanie w którym krytykujesz kogoś publicznie, a sam pozostajesz anonimowy. Czyżbyś się czegoś obawiał?
A druga sprawa, to Twój artykuł. Nie ukrywam, że trochę mąci, ale staram się zrozumieć o co Ci chodzi, i i tak jest mi ciężko, ponieważ nie rozumiem Twojego zachowania. Na temat tego, czy prowadzić kampanię i wybierać bohatera naprawdę sporo osób, przez duży okres czasu rozmawiało – i zapewniam, że było to długo przed wyjazdem do Opola, bo sam w tych rozmowach uczestniczyłem, i od początku byłem jedną z osób, które były zwolennikami przeprowadzenia Kampanii. Dlaczego? Twój artykuł jest na to dobrą odpowiedzią.
Mam wrażenie, że porobiło się w naszym środowisku coś dziwnego – jest grupa instruktorów, która aktywnie uczestniczy w pracy środowiska, a jest też grupa, która pojawia się wtedy, kiedy chce, albo kiedy jest to wygodne. Jakim więc polskim zachowaniem wydaje się Twoja krytyka – nie w momencie, kiedy był na to czas, nie w momencie, kiedy grupa instruktorów jechała na wyjazd instruktorski, ale w momencie, kiedy przed nami najważniejsze zadanie – wybór bohatera. Domyślam się, że Twoim celem jest zmącenie sytuacji, więc odpowiem na najważniejszą sprawę – to jest Twoje pytanie – jakby nie patrzeć – słuszne: Czy patron rozwiąże któreś z naszych problemów i czy sam nie jest kolejnym utrapieniem?
Nie. Jeśli nie będziemy tego rzeczywiście chcieli.
Tak. Jeśli ruszymy do pracy, i poczujemy potrzebę posiadania patrona.
Osobiście, problemem, który może rozwiązać kampania bohater, jest brak integracji środowiska instruktorskiego i niektórych młodych drużynowych. Wydaje mi się, że są nawet nie jednostki, ale środowiska, które świadomie rezygnują z działalności na szerszym polu, zamykając się w swoich harcówkach i na swoich podwórkach. Trochę utrudnia to pracę z perspektywy Chorągwi, a co więcej, powoduje, że młodsi harcerze, a potem wyrastający z nich drużynowi, instruktorzy absolutnie nie potrafią odnaleźć się na tle Chorągwi. W związku z tym, Komenda Chorągwi stara się szukać rozwiązań, które wyciągną jednak tych alienujących się instruktorów i drużynowych, zachęcą ich do poznawania naszego środowiska, podejmowania nowych wyzwań na szerszym polu i dalszego rozwoju.
Co to da?
Widzisz – da wiele w mojej opinii – przede wszystkim będziemy się czuli w swoim środowisku dobrze. Sam wiem, jak bardzo wiele krąży wśród nas plotek i opowieści o poszczególnych instruktorach – a może zamiast je tworzyć i puszczać w obieg postanowimy się poznać? Spróbujemy zrobić coś wspólnie? Czy akcja Bohater bardzo nam w tym pomoże? Pewnie są inne metody – może lepsze. Oczywiście! Najlepszą jaką znam, są organizowane od jakiegoś czas wyjazdy instruktorskie. I jaki jest ich finał? No niestety, bierze w nich udział mniej niż połowa stanu instruktorów Chorągwi. Czy nie uważasz, że może to odzwierciedlać stan Chorągwi, skoro instruktorzy nie czują potrzeby wspólnego przebywania, ładowania baterii, możliwości spotkania z ludźmi starszymi, doświadczonymi, a co za tym idzie możliwości rozmawiania o swoich problemach, i problemach swoich drużyn – wydaje mi się, że taki wyjazd to świetna okazja ku temu – z resztą Ci, którzy jeżdżą mogą mieć podobne odczucia. Dla mnie jest to okazja do poznania nowych twarzy w gronie instruktorskim, i staram się to wykorzystać, a przy okazji pomagać tym, którzy chcą uzyskać moją pomoc.
Jak inaczej Komenda Chorągwi chce integrować środowisko instruktorskie? Przypomnij sobie (choć ciężko o tym mówić, bo zasłaniasz się nickiem) kiedy ostatnio byłeś na przyznaniu stopnia instruktorskiego, albo dowiedz się, ile osób na nie przybywa. Odpowiem za Ciebie- nie jest to budujące.
W związku z czym pomysł kolejny – zróbmy coś adresowanego głównie dla instruktorów. Coś, co będzie specjalnie dla nich, co sprawi, że będą mogli zachęcić się do integracji. Co pomoże nam się wspólnie spotkać i nadać sens wspólnej pracy, a przy okazji stanie się dziełem całej Chorągwi i ukierunkuje naszą pracę na kolejne lata.
I oczywiście, możemy nadal narzekać, że to niepotrzebne, ale patrząc na takie zachowanie z perspektywy Komendy Chorągwi, nie łapie się zapału do pracy, jeśli nie czuje się chęci do działania z dołu. To jak z pracą drużyny – jeśli chłopcy nie będą chcieli być harcerzami, nie wstąpią do drużyny – my mamy inny problem. Mamy harcerzy – ba! instruktorów – którzy w większości myślą, że będąc drużynowymi osiągnęli mistrzostwo, i nie muszą się dalej rozwijać, a problemy, które spotykają na swojej drodze rozwiążą sami – lepiej, lub gorzej. A gdyby tak pomyśleli inaczej? Że na drużynie świat się nie kończy? Że mogą iść dalej, zdobywać kolejne szczyty, wspinać się dalej i dzięki temu wspierać budowę Ruchu Harcerskiego w naszym społeczeństwie? Osobiście jestem wielkim przeciwnikiem określenia, że to drużyny i drużynowi są najważniejsi w naszej Organizacji. Idąc tą drogą, szybko dojdziemy do tego, że albo nie ma podziału na tych ważnych i ważniejszych, bo wszyscy służymy ku wspólnemu dobru, albo najważniejsi są zastępowi – na każdym szczeblu pracy Organizacji, bo przecież wszędzie działa system zastępowy. Więc nie drużynowi!
Przyznam, że pisząc to jestem trochę zmęczony, więc przepraszam za możliwy chaos, ale chciałbym odpowiedzieć na możliwie dużo Twoich wątpliwości.
Co do narzucania – nie o narzucanie chodzi. Widzisz. Było naprawdę sporo rozmów, i od jakiegoś czasu temat ten wśród nas żyje. Szkoda, że nie miałeś odwagi, aby zwrócić nam uwagi wcześniej, i zwyczajnie porozmawiać – wydaje mi się, że poprzez rozmowę rozwiązuje się dużo więcej wątpliwości, niż poprzez artykuły – tu możemy pisać w nieskończoność, do tego Ty pozostajesz anonimowy, co daje Ci możliwość pisania wszystkiego co chcesz bez ponoszenia za to konsekwencji, a my pisząc coś, świadczymy za to naszym imieniem i nazwiskiem. Jest różnica? Także nie proponowałbym używania sformułowania „narzucacie”. Akcja jest proponowana instruktorom i uważamy, że spore grono jest jej zwolennikami – przynajmniej Ci, którzy brali udział w działaniach – np. pisząc artykuły, przysyłając propozycje bohaterów, jadąc na wyjazd instruktorski. Gdyby nie byli, stwierdzilibyśmy, że pomysł nie był trafiony, i powinniśmy szukać innego planu pracy środowiska instruktorskiego.
Większość nie zawsze ma rację – tutaj masz rację. Ale przecież ktoś decyzję podjąć musi. Obecny Komendant Chorągwi podczas prezentacji swojej kandydatury jasno powiedział, że chciałby, abyśmy Bohatera zdobywali. WIĘKSZOŚĆ się na to zgodziła, oddając na niego swój głos, przez co udzieliła mu poparcia – również w tym względzie. Niestety, nikt nic lepszego niż demokracja nie wymyślił, mimo, że ma ona swoje wady i należy się z tym liczyć.
Pomysł wybierania bohatera to działanie, które docelowo ma sprawić, że środowisko instruktorskie bardziej się zgra, zintegruje, pozna. Środkiem do tego ma być postać, na której będziemy chcieli zbudować naszą jedność – chcemy, aby to był ktoś, kto będzie nas jednoczył – przynajmniej taki jest dla mnie najważniejszy cel tej akcji. Zasługujemy na to, aby zmusić się do wspólnej pracy – i owszem, podjęcia decyzji, którą chcąc nie chcąc uszanować będą musieli nasi następcy – dlatego właśnie musimy ją dobrze przemyśleć, i znaleźć taką postać, z którą praca nad nami – instruktorami okaże się potrzebna i owocna, taką, która doda w nasze środowisko świeżość i nowość, tchnienie do nowego, lepszego działania.
Może myślę zbyt ideologicznie, ale taki już jestem. Uważam, że najwyższy czas solidnie wziąć w garść każdego instruktora i może nawet drużynowych – jeszcze nie instruktorów – i wspólnie wybrać osobę, wokół której wspólnie zbudujemy naszą jedność. Trzeba o nią dbać…
Kolejna rzecz, którą mnie uderzyłeś, to określenia: „przyćmić” i „zrobić to samo tylko jeszcze lepiej, tak by skupić na sobie uwagę innych”. Podobnie sprawa PR. To nie ma tu nic do rzeczy! Robimy to dla siebie ze świadomością, że mamy głęboką wiarę w cele, jakie zdobycie patrona ma zmienić we wnętrzu naszego środowiska. Sprawa PR, to rzecz drugorzędna, ale dla mnie coś wartego uwagi – rzeczywiście, powinniśmy pracować nad PRem, ponieważ żyjemy w XXI wieku, gdzie obok harcerstwa dzieci do wyboru mają bardzo dużo różnych form spędzania wolnego czasu – w tym wszystkim harcerstwo, i nasze działania często umykają, bo chcemy być na siłę skromni, i broń Boże nie wychylać się zza rogu – a dlaczego? Robimy coś ciekawego? Mówmy o tym! Pokazujmy, że harcerstwo w XXI wieku potrafi być ciekawe i że warte jest uwagi.
Uważam, że patron nie będzie kolejnym utrapieniem – wręcz przeciwnie – pozwoli nam nadać wielu działaniom instruktorskim cel i ciekawszą formę – że wymienię nadania stopni, elementy prób na stopnie, możliwości tematycznych wyjazdów instruktorskich związanych z bohaterem etc. Wokół jednej, wyjątkowej postaci można zbudować bardzo dobry i ciekawy program – wystarczy chcieć, i wierzyć, że jest sens – nawet jeśli decyzję podejmuje większość, która nie zna pojedynczych harcerzy w drużynie. Ale może dzięki temu, że grono instruktorskie się pozna i będzie ze sobą rozmawiało, Komeda Chorągwi pozna potrzeby i problemy każdej z drużyn, a dzięki temu będzie mogła być odpowiednim dla nich wsparciem? Czas pokaże.
Widzę, że nożyce się odezwały :-)
Odpowiadam po kolei:
Ad1 Dostałem nieprawdziwą informacje – ze skruchą wycofuję się tego.
Na szczęście moja pomyłka nie ma dużego znaczenia dla sprawy.
Ad2 Zamiast „przyćmić” powiem „ zrobić to samo tylko jeszcze lepiej, tak by skupić na sobie uwagę innych”
Ad3 Skąd przykład brały inne Chorągwie? Czy musimy być tacy sami jak całą reszta? Może oni popełniają błąd, a my ich głupio naśladujemy?
Ad4 Rozumiem, że takich prób nie było i nie będzie –trzymam Cię za słowo :-)
Ad5 Nie krytykuję Ciebie. Ja tylko przypominam, ze nie na tym polega system zastępowych.
Ad6 Jestem kosmitą. Prawda jest taka, że jeśli nie jesteś w drużynie to nie znasz jej realiów. Nikt z zewnątrz ich nie zna…
Ad7 Może się o tym nie mówi, ale wszystko wskazuje na to, że PR jest tu głównym argumentem.
Ad8 Czy decyzja większości jest zawsze „Właściwa” ? PZPR też był właściwy ? Przecież większość tak wybrała… .
Ad9 Mylisz się – jest mowa o narzucaniu. Zawsze kiedy podejmuje się odgórną decyzje jest ona narzucana wszystkim.
Ad10 Czemu zasłaniać się Sebastianem? Wszyscy wiemy, że robi bardzo dużo dobrej pracy i działa we wszystkich możliwych projektach. Nie o niego tutaj chodzi, a o sam pomysł wybierania sobie bohatera.
Dziękuję za krytykę mojego piśmiennictwa.
Zamiast tego, wolał bym jednak otrzymać odpowiedź na pytanie:
Czy patron rozwiąże któreś z naszych problemów i czy sam nie jest kolejnym utrapieniem?
Słoń w składzie porcelany
Słoń uderzył w stół pragnąc by nożyce się odezwały. W przenośni można odpowiedzieć, że wybrał niewłaściwy stół, na którym nawet nie ma nożyc. Nie trafiona teza, niewłaściwe argumenty, aż chciałoby się powiedzieć, że ktoś odważnie ukryty pod nickiem Słoń w składzie porcelany po prostu chciał wzburzyć wodę w szklance wody – nic więcej.
Wymienię kłamstwa:
1. Pomysł na bohatera chorągwi narodził się kilka miesięcy wcześniej i jego pomysłodawcą był ktoś inny.
2. Nie paradowałem w Opolu w towarzystwie naczelnika i nie było i nie jest niczyim pragnieniem przyćmić Chorągiew Harcerzy Ziemi Opolskiej – tym bardziej, że jest to środowisko bardzo nam bliskie.
3. Argumenty do posiadania bohatera nie pochodzą z zewnętrznych tendencji z różnych instytucji i miejsc a z przekonania o wewnętrznych potrzebach, co najwyżej motywowanych wzorami z innych chorągwi.
4. W którym momencie ktokolwiek próbował cokolwiek w sprawi akcji bohater wciskać zastępowym i drużynowym?
5. Argument o nieznajomości drużyn i w nich będących harcerzy jest totalnie nietrafiony. Fakt, że mam problemy z zapamiętywaniem imion i nazwisk, ale zapewniam, że znam o wiele więcej osób w drużynach niż się Słoniowi wydaje. Tego lata pomimo wielu obowiązków nie udało mi się odwiedzić tylko jednego obozu naszego okręgu – staram się być na bieżąco, choć swoją drogą gdybym nawet nie znał wielu osób i niektórych drużyn – to co to za argument?
6. Jeśli propagatorzy akcji bohater, m.in. dh komendant i Sebastian nie znają realiów drużyn to ty Słoniu jesteś kosmitą. Ten argument jest tak śmieszny, że nawet nie trzeba się do niego odnosić.
7. Budowa wizerunku jest ważna, ale nie najważniejsza i nikt przy okazji tej akcji nie używał tego argumentu jako decydujący.
8. Jeśli wybrany bohater jest właściwy to środowisko instruktorskie będzie chciało z nim pracować – to oczywiste – przecież to środowisko go wybiera, nic nie jest narzucane. Zgadzam się jedynie z tym, że kolejne pokolenia będą miały już narzuconego bohatera, ale taka jest specyfika. Każde działanie w teraźniejszości wywołuje skutki w przyszłości.
9. Jak już wcześniej napisałem nie ma mowy o żadnym narzucaniu – od prawie roku każdy może się wypowiedzieć. Piszemy artykuły w Wywiadowcy, organizujemy spotkania, był wyjazd w Góry Świętokrzyskie. Każdy może przedstawić swoje argumenty i innych do nich przekonywać. Gdzie do tej pory byłeś Słoniu?
10. Zarzucanie propagatorom idei bohatera dla chorągwi, że robią to z nudów jest przykre i niesprawiedliwe. Użycie ich szczególnie wobec Sebastiana, który za poprowadzenia akcji bohater odpowiada jest tak głupie, że prawie śmieszne.
Dlatego uważam, że Słoń napisał powyższy tekst dla podpuchy, ale bardzo kiepsko mu to wyszło.