Strona główna / Wyróżnione / Prawda leży pośrodku

Prawda leży pośrodku

Przed napisaniem tego artykułu starałem się podejść do problemu jak najbardziej obiektywnie. Dlatego też będę się opierać na artykułach prasowych, których ukazało się trzy. Jako człowiek współczesny skorzystałem z możliwości przeczytania ich w Internecie, aby zapoznać się z komentarzami czytelników. Nie będę dociekać do tego czy artykuły były prawdziwe i spójne.

Nakreślmy problem. W szkole podstawowej działa harcerstwo, harcerze i harcerki w pewnym momencie zostają pozbawieni swojego pomieszczenia – tak zwanej harcówki. Powód: harcerze nie przestrzegają zasad, palą świeczki, zostawiają otwarte drzwi wejściowe i wiele innych rzeczy. Niestety, nie możemy jednoznacznie stwierdzić co ma tam być zamiast harcówki: czy archiwum, czy sala do karate. Czytając artykuły i komentarze odniosłem bardzo smutne wrażenie. Chodzi o to jak my harcerze jesteśmy postrzegani przez innych. Mamy wspaniałe ideały i chełpimy się najwyższymi wartościami, to jest nasza teoria. A jak wygląda rzeczywistość? Na zbiórka palimy świeczki, harcerze nie mają pełnoletniego opiekuna na zbiórce, nie zmieniają butów, rozrabiają, druhny i druhowie spóźniają się na zbiórki, zbiórki nic nie wnoszą.

Problem sam w sobie. Najgłośniej mówią ci, którzy chcą tylko brać, a nic dawać. Już wyjaśniam. Zastosuję kolejne uproszczenie i pominę całą ideową otoczkę harcerstwa. Jesteśmy grupą młodych ludzi, którzy organizują czas dla młodszych. Bezinteresownie i bezpłatnie. Oczywiście, ktoś zarzuci nam, że trzeba zapłacić za mundur i co miesiąc płacić składki. Cena munduru nie zależy od nas, a składki płacą wszyscy, a mówiąc dosadniej do harcerstwa się dopłaca. Zostawmy jednak sprawy finansowe, bo to nie jest najważniejsze. A teraz przejdę do ataku.

Sprawa bezpieczeństwa na zbiórkach, które ma zapewnić osoba pełnoletnia. Osobiście nie znam przypadków, aby na zbiórce wydarzył się wypadek, poza przypadkiem gry w piłkę nożną na zbiórce gdy jeden z uczestników złamał rękę. Na sali był drużynowy. Straszny drużynowy, nie zapobiegł wypadkowi… W liceum byłem świadkiem podobnej sytuacji, nauczyciel był obecny, a ręka była złamana. Kontynuując strawę bezpieczeństwa, o które tak się rozchodzi. Ile dzieci zostało pobitych w szkole przez innych uczniów? Ilu w drodze do lub ze szkoły? Ilu będąc „na dworzu”? A ilu na zbiórkach? Organizowanie czasu. Raz w tygodniu przez 1.5-2 godziny harcerze uczestniczą w zbiórce. Robią różne dziwne rzeczy, można by powiedzieć bzdury i głupoty. Co gorsza ktoś wymaga czegoś od dzieci!! Mów prawdę, bądź koleżeński, pomagaj słabszym, słuchaj rodziców itd., czy tego wymagają tak zwane grupy podwórkowe? Zarzuca się, że na zbiórkach biegają, hałasują, a później mówi się, że dzieci za dużo czasu spędzają przed komputerem, telewizorem, mają problemy z aktywnością fizyczną. Podczas zbiórek robimy rzeczy z różnych dziedzin. Wiele osób odkryło swoją pasję i zainteresowanie właśnie dzięki temu. Uczymy samodzielności, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, stopniując trudność. W pewnym wieku organizacja zbiórki zastępu jest wyzwaniem, a w innym organizacja obozu drużyny. Zamiast otaczać dzieci kloszem broniąc je przed samodzielnością pokazujemy na prostych przykładach jak sobie radzić. Ponoć problemem współczesnych ludzi jest brak wiary we własne możliwości. A co my na to? Pokazujemy jak wiele nasi harcerze potrafią, wymagamy coraz więcej i uczymy wymagania od samego siebie. Walczymy z egoizmem, uczymy postaw społecznych. Prostymi metodami sprawdzonymi (skauting to nie jest eksperyment tylko światowa(!) organizacja działająca od ponad stulecia). Co do spóźniania. Ile razy uczniowie czekają na nauczyciela? Osobę pełnoletnią, ba! odpowiednio przeszkoloną i z ukończonymi studiami. Nikt nie wspomni, że harcerze prowadzący zbiórki mają jeszcze szkołę, studia, rodziny, więc musimy wykazać się większym zorganizowaniem. Inna sprawa, że jesteśmy ludźmi z krwi i kości, który wymagają od siebie wiele, ale także popełniają błędy. Tu pozostaje mi powiedzenie „nie myli się tylko ten kto nic nie robi”. Ciekaw jestem jakby społeczeństwo zareagowało, gdybyśmy nie nosili mundurów i nie przyznawali się, że jesteśmy harcerzami? Okazało by się, że nagle pojawiła się „złota młodzież”, pomijając fakt, że mundur to skutek, a nie przyczyna. Jesteśmy organizacją dobrowolną i istniejemy więc jest grupa ludzi, którym nasza praca odpowiada. Warto wspomnieć, że rodzice wyrażają zgodę na przynależność ich dziecka do harcerstwa i mają prawo zmienić zadanie. Podchodząc bardziej „rynkowo” to jesteśmy organizacją, która świadczy pewnego rodzaju usługi, z których ktoś może skorzystać albo i nie. Jesteśmy młodymi ludźmi, którzy poświęcają czas innym tylko po to, żeby zbiórka była fajna, żeby drużyna była lepsza, a co za tym idzie rozwijają siebie i innych.

Szkoła jako partner. Cały powyższy tekst miał na celu, aby czytelnicy spojrzeli obiektywnie i pozbyli się podanego na tacy schematu, mówiąc krótko pomyśleli samodzielnie, zdaję sobie z paradoksu mojej wypowiedzi. Czym jest szkoła dla harcerstwa? Partnerem, sojusznikiem. To tam organizujemy akcje naborowe, tam mamy harcówki. Wbrew pozorom jak to się przedstawia szkoły są nam wierne, przecież mamy harcówki, magazyny nawet jak nasza drużyna przeżywa kryzys. Jak nie wyjdzie nabór możemy go powtórzyć. To wszystko wymaga zaufania i współpracy. Na czym polega współpraca? Na tym, że daję i biorę. Czy pomagamy szkole w jej świętach? Czy pytamy dyrektorów szkół w czym możemy pomóc? A co ma szkoła z harcerstwa? Szkoła zwiększa obszar swojego oddziaływania wychowawczego. Przecież zastępowi, przyboczni, drużynowi nie są uczniami szkoły podstawowej, a podczas rozmów z pracownikami szkoły uczą się odpowiedzialności, przygotowania do poważnych rozmów (przecież szkoła to instytucja państwowa). Szkoła zyskuje ponad to kolejne zajęcia pozalekcyjne. Dobrze działające środowisko harcerskie jest wizytówką szkoły, przecież te dzieci są uczniami tej szkoły. Powtórzę jeszcze raz szkoła to partner.Na koniec odnosząc się do faktów opisanych w artykułach Dziennika Łódzkiego, muszę powiedzieć, że ubolewam, że młodzi ludzie nie mogą uczyć się dialogu i odpowiedzialnego podejścia do problemów od ludzi, od których w założeniu powinni. Odczuwam niesmak z powodu braku rzetelności dziennikarskiej (faktem są sprzeczne informacje w artykułach). Jednak prawdą jest, że wszędzie gdzie pojawi się zimna ekonomia przegramy. Ktoś płaci za wynajem sali, bo prowadzi działalność komercyjną i zarabia pieniądze. Jestem pewien, że problem można było rozwiązać podczas jednej rozmowy uzyskując kompromis, a zamiast tego powstała spirala nieczystych zagrań potwierdzająca, że od harcerzy wymagano dorosłości, a traktowano ich jak dzieci pod pozorem „dbania o bezpieczeństwo i bycia odpowiedzialnym”. Nie da się przestrzegać zasad jeśli nie są one ustalone lub zmieniane podczas gry. Jak mawiał antyczny filozof „prawda leży pośrodku- może dlatego wszystkim zawadza”. Podstawa to wyciągnąć wnioski.

pwd. Filip Zdziennicki

Jeden komentarz

  • Adam Kralisz

    Myślę, że jednak prawda leży tam gdzie leży a nie pośrodku… Chyba najbardziej przerażająca jest konstatacja, że ludzie, którzy powinni być wzorem dobrego zarządzania, dialogu, otwartości są tych wszystkich cech zaprzeczeniem. Czy wtedy zastanawiają się nad MISJĄ placówki, którą zarządzają. Życie nie jest proste, łatwe i przyjemne. Dochodzi do nieporozumień, różnicy zdań, itp. ,ale Zawsze powtarzam ZAWSZE na pierwszym miejscu powinno stać dobro dzieci!!!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *