Motywacja to takie coś, czego zazwyczaj nam brakuje, a bardzo szkoda. Bo bez niej jesteśmy słabi, szarzy i nie wybijamy się ponad przeciętność. Trudno wyobrazić sobie wybitne postaci bez motywacji – bez tego czegoś, co napędzało ich do robienia rzeczy wielkich.Gdzie jej szukać? Albo raczej jak ją znaleźć? Chyba przede wszystkim postawmy pytanie gdzie jesteśmy a gdzie chcielibyśmy być. Potem nastąpi oświecenie, że samo się nie zrobi. Motywacja pojawi się u osób ambitnych jeśli uświadomią sobie w jakim syfie swoich niedoskonałości siedzą oraz ile muszą uczynić by wydostać się na krętą drogę zmierzającą do realizacji celów. Bez tej refleksji nic nie musimy, nic nie zmienimy, będziemy tacy nijacy, nijacy tacy. Po co jednak być ambitnym, po co realizować wysokie cele? By coś po sobie zostawić? By ktoś nas zapamiętał? Bzdura! Może też, ale nie przede wszystkim.
Po prostu chcemy być ludźmi SUKCESU. Każdy z nas wewnętrznie czuje się dobrze jak wykona coś dobrze (od powieszenia prosto półeczki w pokoju, po wygranie konkursu matematycznego albo awans w pracy). Sukces nakręca nas – daje motywację do zmierzenia się z kolejnymi trudnościami. Wtedy też jest łatwiej – osiągamy kolejny sukces…
Co się jednak dzieje, gdy zawalamy raz po raz i końca nie widać. Jak podnieść się z kolan. Jesteśmy zdemotywowani, przybici i chcemy wysiąść z tego pociągu. Jak podnieść się z kolan? Trzeba dokonać zmian. Wyjść z optyki naszego położenia, pofrunąć wysoko, wychodząc jakby ze swojego ciała (like Blue Eagle) i przeanalizować, co szybko należy uczynić by było lepiej. Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę, że jest wiele miejsc i możliwości by się wykazać. Być może dana funkcja lub podjęte zobowiązanie nie jest dla nas. Trzeba możliwie szybko z niej zrezygnować, ale jednocześnie podjąć inną – bliższą ciała i naszych zainteresowań lub możliwości.
Z drugiej strony można dokonać rewolucyjnych zmian stosowanych metod. Służą temu rozmowy, np. z jakimś naszym autorytetem (chyba każdy takiego ma – choć często się ich boimy, albo myślimy, że nie będą mieli dla nas czasu), który patrząc na nas z boku może znać panaceum, albo naprowadzić nas samych do najlepszego rozwiązania. Wasz autorytet zawsze Wam pomoże – naprawdę! Nie wstydźcie się. Przyznanie się do swojej słabości lub niewiedzy jest oznaką mądrości. Druga metoda – lektura dobrej książki – poradnika, zbioru metod pracy, itp. Warto jednak poradzić się kogoś w tym temacie. Nie ma nic gorszego jak czytanie głupiej i nudnej książki.
Na końcu wspomnę o najważniejszym. Najbardziej motywuje nas grono przyjaciół i bliskich kolegów. Człowiek to nie samotna wyspa i sam bez punktów odniesienia potrafi tylko błądzić. Inni łechcą nasze ambicje. Jeśli im wychodzi to czemu mnie miałoby się nie udać?
Jak zauważyliście nie bardzo potrafię poskładać swoje myśli. Piszę przelewając to co myślę. Nie zamknąłem tego tematu. Do motywacji będę jeszcze wracał, bo to interesujący temat… Może klucz do naszych (patrz łódzkiego ZHR) problemów? Liczę na dyskusje…
NO
