„Wszystko, co dobre, szybko się kończy”. I tak mniej więcej najlepiej i najkrócej wypadałoby chyba podsumować kolejną edycję „Tygodnia Patriotycznego”. Nie ukrywam, że ze względu na pewne „nieprzewidziane okoliczności” nie miałem zbytnio możliwości napisania bardzo rozbudowanego artykułu podsumowującego minione wydarzenia – ale spokojnie, przecież „trzeba będzie” napisać coś do kolejnego numeru. ;) A przy okazji będzie trochę czasu na rozmowy i wewnętrzne uporządkowanie tematu, który zdejmował mi – i nie tylko mi – sen z powiek przez kilka ostatnich miesięcy. Radością jest jednak motywacja, która wypływała podczas realizacji tego przedsięwzięcia z serca i przeczucia, że właśnie poprzez „Tydzień Patriotyczny” nasz Okręg wyznacza kierunek w jakim harcerstwo powinno podążać. Nie wstydźmy się tego – jesteśmy pionierami na skalę ogólnopolską i należy być z tego dumnym!
No, to było „nieskromnie” – więc „nieharcersko” ;) , a teraz trzeba jakoś z tego wybrnąć…
Tegoroczna edycja „Tygodnia Patriotycznego” była niesamowita z przynajmniej kilkunastu powodów. Pewnie nawet nie wszystkie będę potrafił teraz na raz wymienić, więc opiszę te, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy.
1) Stworzenie zespołu organizacji, które podjęły się współpracy z naszą organizacją, aby przygotować dla Łodzian jeden duży, spójny i porządny program obchodów Narodowego Święta Niepodległości. W sumie w „Tydzień” zaangażowało się blisko 40 mniejszych i większych organizacji i instytucji! Spotkania robocze, rozmowy, wspólna praca – to wszystko stało się ogromnym motywatorem do tego, aby pomimo trudności (oj, tych jak zwykle nie brakowało!) szukać rozwiązań problemów i dążyć do celu.
2) Zaangażowanie pojedynczych osób – to było coś niesamowitego. I muszę przyznać, że najbardziej raduje fakt, że pomimo tego, że część drużynowych nie poszła w ślad za „wskazówkami metodycznymi”, w których opisywałem krok po kroku możliwości wykorzystania poszczególnych imprez „Tygodnia Patriotycznego” w pracy wychowawczej drużyny, ZZ-tu, grona instruktorów – to byli tacy, którzy to zrozumieli i z tego czerpali, i wydaje mi się, że zyskali najwięcej. Podobnie wszyscy Ci, którzy pomimo braku zainteresowania ze strony drużynowych sami zgłaszali swoje kandydatury do pomocy. Takie maile, telefony i zgłoszenia to dowód na to, że duch w narodzie nie ginie! A odbieranie kolejnego maila o treści „Czuwaj! W dniach xy.xy.xy mam czas i chętnie pomogę przy „Tygodniu”” wywoływało wielką radość w gronie organizatorów – super, przecież każda para rąk jest potrzebna!
3) Docenienie projektu przez partnerów i instytucje – nie da się ukryć, że nie pozostało to bez znaczenia. Dzięki pomocy ze strony wielu instytucji – ale również osób w nich zatrudnionych – dysponowaliśmy rekordową ilością nagród i środków, a także materiałów promocyjnych takich jak plakaty, ulotki, koszulki czy 10.000 sztuk gazety!
4) Zainteresowanie w mediach – to coś, z czym zawsze mamy problem. Przy okazji „Tygodnia” udaje się z nim trochę powalczyć i przekazać jasny komunikat: „Łodzianie! Robimy coś fajnego – dla Was, przyłączcie się!”. Mamy jednak nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej i większa ilość mediów będzie pomagać nam w docieraniu do mieszkańców naszego miasta. Ale czy tylko media? Czy my – jako przedstawiciele ZHR-u – zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby należycie rozpromować wydarzenia „Tygodnia”? Albo przynajmniej: czy nasi harcerze wiedzieli o tym, co w okolicy 11 listopada dzieje się w Łodzi? A może uznaliśmy, że skoro my się w to nie angażujemy, nam się to nie podoba, to „naszym ludziom” również nie będzie? Na całe szczęście ileś osób na czas udało się powiadomić – ale czy musimy działać „z partyzanta”, aby przekonać członków naszej organizacji do uczestnictwa w największym projekcie, jakiego na rzecz mieszkańców Łodzi się podejmujemy?
I zaczęło być smutno i niemiło – ale tak to już jest z podsumowaniami – z jednej strony widzimy plusy, a z drugiej strony minusy. Ja mam niestety tak, że dużo bardziej martwię i przejmuję się minusami – analizując je i szukając ich przyczyn. Wobec tego na tym skończę – a w kolejnym numerze podzielę się z Wami kolejnymi myślami o „Tygodniu”. Nie ukrywam, że liczę na dyskusję – dlatego też kilkukrotnie wyrażę opinie zasłyszane – bo przecież trzeba Was zachęcić do zabrania głosu, skoro mail tydzien@zhr.pl, na który możecie pisać z Waszymi uwagami, milczy. ;) A chyba każdy z nas jakieś wnioski z tegorocznej edycji wysunął, nie?
hm. Sebastian Grochala
