Oj tak, każdy z nas ma ich tysiące, bez przerwy przybywają nowe, znikają stare, niektóre się jeszcze po drodze zmieniając. Ilość liczb, która atakuje nas, biednych śmiertelników, o każdej porze, oznaczając jakieś spotkanie czy pilną sprawę do załatwienia, przyprawia o zawrót głowy. Każdy z nas walczy z nimi na swoje sposoby: notuje w kalendarzu, ustawia przypomnienia w telefonie, a nawet w chwilach krytycznych zapisuje na ręce żeby pod żadnym pozorem nie zapomnieć. Ale i tak tylko nielicznym udaje się pamiętać o wszystkim. Jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy, źle się zrozumiemy, zagapimy się, czy prześpimy jakiś termin (coś o tym ostatnim wiem). Jednak tu należy się zatrzymać.
Wszystkie te sytuacje nikogo chyba nie dziwią, jednak w naszym życiu harcerskim nad wyraz często się one zdarzają. Bo sytuacji nie trzeba szukać daleko, ot choćby wpłaty na zlot chorągwi. O jednym terminie zapomniało na raz kilkunastu drużynowych. A może nie… a może oni wcale nie zapomnieli, tylko wiedzą że ten zlot odbywa się dla nich, i że organizatorom zależy bardziej na ich obecności niż im samym, więc mogą sobie pozwolić na odrobinę spóźnienia? To straszne, ale bardzo często takie właśnie myślenie się pojawia wśród młodych i tych już nawet bardziej doświadczonych drużynowych. Jednak to jeszcze nie koniec straszności – równie często można spotkać się z myśleniem w stylu „spokojnie, jak się spóźnię dwa dni to i tak się nic nie stanie, bo tak to już jest że w harcerstwie, że wszyscy się spóźniają, więc na pewno przyjmą moje zgłoszenie”. No i po dwóch dniach kolejne dwa, i tak aż do… no cóż, nie wiem, kto jest rekordzistą w spóźnianiu, ale boję się pomyśleć, jaki wynik mógł uzyskać.
Taka jest rzeczywistość i wszyscy wiedzą, że tak nie powinno być, ale tak jest i, chcąc nie chcąc, wszyscy to akceptują… A to moim zdaniem poważny błąd. Im więcej razy pozwolimy innym na zawalenie terminu, tym częściej terminy będą zawalane. Wystarczy raz się postawić i powiedzieć NIE, gdy ktoś się spóźnia, a zapewniam was, że następnym razem będzie przed czasem.
Jednak na zakończenie chciałbym dodać parę słów otuchy, które świadczą o tym, że wystarczy chcieć. Jak wiecie, niedawno zmienił się system prowadzenia księgowości i co miesiąc trzeba zbierać i rozliczać faktury, kwity KP, itp. Ja, jak każdy drużynowy, musiałem to robić i nie ukrywam: nie raz się spóźniałem i nigdy nic (no może poza pogróżkami, raczej w formie żartu) mnie nie spotkało. Aż pewnego dnia przychodzę z fakturami spóźniony kilka dni, radosny jak zwykle; wypisuję niezbędne papiery, oddaję je i nagle słyszę: „nie przyjmę ich, bo są z zeszłego miesiąca”. Normalnie zbaraniałem, ale od tego czasu zawsze jestem kilka dni przed terminem.
Krecik