Na bruk!

Poproszono mnie o opinię w sprawie głośnej afery lokalowej. Ten artykuł nie będzie o Tobie.

Nie będę też w nim krytykował leniwych drużynowych, udających, że biwak w centrum ich rodzinnego miasta jest atrakcyjny dla drużyny. Nie będę pisał o wędrownikach i instruktorach, którzy zamiast jak ludzie spotkać się na mieście, czas spędzają w biurze. Nie będę mówił o prawie harcerskim, które jasno mówi, że w każdym mamy widzieć bliźniego, nawet w sąsiadach. Nie będę Was straszył, że wszystko może się skończyć w sądzie. Nie będę przypominał, że ludzie poważni dotrzymują umów. Nie będę robił tych rzeczy, bo każdy z Was to wie.

Ja tylko postaram się zbadać…

Zbadać czemu, mimo że każdy wie, o co chodzi, nikt nie robi jak trzeba.

Argumenty „naszej” strony są takie:

Bo ja wiem…

Co ja poradzę, że podłoga skrzypi?

Do czego jest siedziba, jak nie do użytku?

Ekonomia – w siedzibie jest taniej zrobić biwak.

Fszyscy inni też hałasują.

Gdzie jest napisane, że nie wolno?

Harcerze gdzieś muszą przecież siedzieć!

Nie będę ich komentował…

Jak to się dzieje, że egoistyczny materialista potrafi z sąsiadem żyć w zgodzie, a zapatrzony w „służbę” altruista o tym zapomina? Zabawne, że gotowi jesteśmy jechać do Wrocławia sypać wały powodziowe albo na Ukrainę z paczkami dla kresowiaków, a nie potrafimy być porządnymi obywateli we własnym mieście. Brzydzi mnie takie „baczność” przed oklaskującą widownią.

Już dawno nie chodzi o dążenie do ideału. Każdemu wystarcza, by nie być gorszym niż inni, a jak przypadkiem będzie najlepszy, to cieszy się z sukcesu. Jakiego sukcesu? Sukcesem jest nieschodzenie z drogi. To, czy jesteś na niej pierwszy czy ostatni, nie ma znaczenia. Gnaj do przodu w kierunku ideału. Jeśli w każdym widzisz bliźniego, zacznij od spraw przyziemnych: rodzina, sąsiedzi, znajomi. Kresowiacy i powodzianie mają swoich harcerzy.

Nie przejmuj się. Ten artykuł nie jest o Tobie. On jest o wszystkich innych, ale nie o Tobie. Ty jesteś ten jedyny porządny! Nie bierz do siebie tego, co napisałem, ale upominaj innych i dalej dawaj im dobry przykład, jak robiłeś to do tej pory.

Wesołych Świąt!

Słoń w Składzie Porcelany

6 komentarzy

  • Słoniu,
    oczywiście – Twoja wątpliwość dotycząca wędrowników jest tym bardziej zasadna, że reprezentujesz interes innego pionu :)

    Ale i o wędrownikach na Rewo można dyskutować – moim zdaniem powinni być traktowani na równi z ZZtami i kadrami drużyn oraz instruktorami – chodzi głównie o wiek i podejście, jakie powinni sobą reprezentować.

    Chodzi jednak o fakt taki, że naturalnym środowiskiem drużyny harcerzy i gromady zuchowej powinny być szkoły i parafie. W przypadku wędrowników jest to niemożliwością, więc korzystanie z lokalu powinno być w tym przypadku dopuszczalne. Oczywiście pod warunkami takimi samymi jak kadry drużyn, ZZty, instruktorzy – że wychodząc z niego zostawią go porządniejszym niż zastali. A jak tego pilnować? Książka się nie sprawdza jak udowodniło doświadczenie – nawet wpisy w kalendarzu googla nic nie dają (i to zarówno w przypadku lokalu, jak i w przypadku rzutnika). Może dlatego, że tak naprawdę nikt tego nie pilnuje, aby rzeczywiście wypożyczenie odbywało się w odniesieniu do tego co na googlach jest?

    Poszukiwania rzutnika, winnych jego zepsucia, zagubienia – i podobnie z bałaganem czy mandatami za niewłaściwe zachowanie w lokalu Okręgu – prosta rzecz: wystarczy rzetelnie sprawdzać to, co sami wprowadziliśmy – mamy zapisy na „rzutnik” – sprawdzajmy, kto kiedy ma, i rozliczajmy. Z lokalem to samo.

    Wiem, że wymaganie tego to duże wyzwanie – ale co się potem dziwić, że wszystko popsute, brudne i zagubione.

    Notabene – ostatnio miałem przyjemność przedstawić pewnej grupie odbiorców kwestię „amortyzacji” sprzętu – czyli kolejnej rzeczy, która powinna być, mówi się o niej, ale jej nie wprowadzamy w życie. Dlaczego? „Bo jak to! Mamy płacić za coś, co jest nasze?!” – jeśli chcecie się rozwijać i uczyć szacunku do wspólnego dobra, to tak! Jeśli chcecie mieć w czym spać na obozach za kilka lat – tak! Ale koniec dygresji – chyba napiszę o tym jeszcze kiedyś obszerniej :)

  • moje pytanie o remont znalazlo odpowiedz w komentarzu sebastiana. remont byl sluszna decyzja, a czas na dyskusje nad jego zasadnoscia juz dawno minal. mamy ladny lokal, ktorego nie musimy sie wstydzic, jesli jest posprzatany.

    mysle, ze ten artykul i relacja ze zlazu oh-y dotykaja tego samego problemu.

  • Słon w składzie porcelany

    @keton:
    Też nie wiem po co był remont. Pewnie to była najlepszej metody wydania zgromadzonego kapitału. Zastanawiam się teraz, czy jak nas z lokalu wyproszą, to czy będzie trzeba go na koszt ZHR przywrócić do stanu pierwotnego…

    Jeśli służba ma szkodzić to chyba rzeczywiście lepiej się za nią nie zabierać.
    A służalczość kojarzy mi się z płaszczeniem przed suwerenem – nie widzę związku…

    @sgrochala:
    Zgadzam się z Tobą niemal całkowicie. Lokal okręgu to empiryczny dowód na nieskuteczność egalitaryzmu. Nawet wielkie ideały nie pomogą kiedy każdy płaci tyle samo, a korzysta ile chce i bez konsekwencji – następuje wtedy wyścig roszczeń. Jak podczas grzybobrania na polanie prawdziwków ;)

    Nie wiem tylko czy to dobry pomysł, by wędrownicy mieli przywilej wobec młodszych pionów. Każdy przecież za lokal płaci…

  • Filipie. Nie ma sensu brać treści artykułu do siebie. Adama Komorowski udzielając kiedyś wywiadu do „Drogowskazów” odpowiadał na pytanie jakiego Związku po 2,5 letniej kadencji na funkcji Naczelnika by sobie życzył: „Życzyłbym sobie, aby ZHR był WIELKI, w rzeczach MAŁYCH”. Ten artykuł także biorę do siebie, po to by zmieniać się na lepsze.

  • Szczerze, gdyby nie możliwość zaglądania do „Wywa” od tyłu, znalazłby się tu jeszcze jeden artykuł na ten temat- mojego autorstwa. Mianowicie, sprawa naszej siedziby dojrzała do tego, aby zwrócić jednak (tutaj Słoniu myślę, że lepiej bazować jednak na konkretach) uwagę na to, jak bardzo nie dbamy o to, co mamy.

    Siedziba Okręgu – czym jest aktualnie?
    Pokonujemy drzwi – przy pomocy klucza – najczęściej pożyczonego od kogoś w ostatniej chwili – bo przecież wcześniej nie wpadliśmy na to, że do wejścia będzie nam potrzebny klucz! Więc dzwonimy do kogo się da pytając, czy ma klucz. Jeśli już go mamy, wchodzimy dalej… a tam? Nie pamiętam ani jednego dnia, kiedy mogłem się tam pojawić i powiedzieć, że jest tu czysto. Zwyczajnie wstydziłem się, kiedy kilkukrotnie zapraszałem tam gości. To druga sprawa – nie dbamy kompletnie o porządek. A przecież każdy chyba zna słowa „Starajcie się zostawić świat…” – pytanie, jak mamy go zostawić, chociaż trochę lepszym, jeśli nie potrafimy sprawić, aby to co jest było w odpowiednim stanie. Czy tak trudno się schylić i posprzątać? Pozmywać po sobie? Wyrzucić śmieci? Jak widać, comiesięczne sprzątanie w niczym tu nie pomaga…

    Kolejna sprawa, to przeznaczenie lokalu. Tutaj rzeczywiście można – i należy dyskutować.
    W mojej opinii, lokal winien służyć przede wszystkim korpusowi instruktorskiemu, drużynowym. A nie naszym podopiecznym! To nie jest miejsce na zbiórki, czy biwaki. Gdzie podziało się harcerstwo w tym wszystkim? Gdzie praca w środowisku lokalnym? Wytłumaczeniem dla mnie (chociaż staram się sam tego unikać) są wizyty w lokalu drużyn wędrowniczych – chociaż dla nich rzeczywiście – jeśli działają na terenie całej Łodzi, spotkanie w miejscu jakim jest położony w centrum miasta lokal może być bardzo dobrym rozwiązaniem. Ale drużyny? Gromady?

    Po pierwsze, powinny pracować w lokalnym środowisku – mieć harcówkę, albo salkę w szkole, parafii etc. Tymczasem mając do wyboru starania o takie miejsce, dużo prościej „załatwić” klucze i wejść na Rewo. Bo przecież to jest wszystkich, więc i my możemy! Wszystkich, więc jest niczyje. A co do drużyn – jeśli znikniemy ze środowisk lokalnych, znikniemy w ogóle. Dobrym tego przykładem są drużyny, o których istnieniu wiedzą mieszkańcy – utożsamiają się z nimi mówiąc, że to „nasi” – przykładem jest tu 106 o której wiem, że młodzież niezrzeszona mówi „nasi”, a kiedy pojawia się ktoś w innych barwach jest już „inny”. Tak powinno być wszędzie! Powinniśmy być rozpoznawani, nie anonimowi.

    Przykrym jest, że nie potrafimy postarać się o coś lepszego, niż organizowanie zbiórek drużyny czy – o zgrozo – biwaków harcerskich (gdzie w nich to harcerstwo!) w lokalu na Rewo.

    Tam powinno być miejsce do tego, aby spokojnie się spotkać, porozmawiać. Odbyć rozmowy z kadrą drużyny, ZZtem (dla młodszych to powinno być wyjątkowe miejsce, będące wzorem – o tak powinna wyglądać nasza harcówka!). Zapraszać rodziców na zebrania, spotykać się z gośćmi i ludźmi dla nas ważnymi.

    Lokal Okręgu powinien być jego wizytówką i świadczyć o nas samych – jego członkach. I mam szczerą nadzieję, że w tym przypadku nie jest, że jest to jedynie stan przejściowy…

  • na wstepie ten artykul jest o mnie i jestem z tych egoistycznych altruistow. z faktami sie nie dyskutuje. w taki razie skoro nie umiemy byc porzadni, byc idealami to rozwiazmy nasza organizacje, a przynajmniej nie ma w niej miejsca dla mnie, bo nie przestrzegam prawa harcerskiego (spozniam sie, jestem nieslowny, nie promienieje przydkladem). faktem jest, ze nasza obecnosc w siedzibie jest latwozauwazalna, szczegolnie w nocy, wszystko absolutnie slychac, podloga skrzypi, wszyscy halasujemy (mowie „my” utozsamiajac sie z kazdym przypadkiem „bycia nie tak”). w taki razie po co nam taka siedziba? po co byl remont? po co mowienie o funkcjonalnosci siedziby? wystarczy nam jeden pokoj na biuro i ewentualne komisje/kapituly chociaz mozemy i one moga sie odbywac w harcowkach srodowisk. Uderzmy sie w piers i sami dokonajmy zadoscuczynienia, lokatorzy pewnie uciesza sie kiedy zniknie tak uciazliwy sasiad. prawda jest taka, ze swiat bez nas sie nie zawali, ludzie moga zyc i zyja bez wyzszych idei (do ktorych nieudolnie dazymy). a jesli chcemy jednak istniec, na przyklad z przyzwyczajenia, zastapmy sluzbe sluzalczoscia wtedy bedzie nam znacznie lepiej.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *