
Ptaszysko… czy to nie brzmi dumnie? To oznacza siłę, moc i cień, którym kładą się jego wypowiedzi. Zabawne, że podobno coś po kątach gadają. A to, że ten a to, że tamten, a to stąd, a to stamtąd. Ludzie jak macie coś do mnie to zapraszam piszcie na forum. Odnoście tych odważnych pisarczyków… Druhowie jeśli się ze mną zgadzacie, to może nie jestem nikim konkretnym, lecz uosobieniem Waszych przekonań, dążeń i przemyśleń? A może ja to Wy? Jednak nie wierzę, że takie klakierki jesteście, że wszystko Wam odpowiada, a może chcecie rozwinąć jakieś przemyślenia? No odwagi.
A rywalizacja? Cóż mam trochę inne zdanie… ona i tak istnieje, bez niej nie da się żyć, ale jeśli oczekujemy, że stworzą ją sami drużynowi to… powodzenia. Musimy stworzyć korzystne warunki (metoda harcerska), a ludzie sami wciągną się w wir rywalizowania, harcowania.
O spóźnianiu. Przykra to przypadłość, która jest jak sekwencja wybuchów. Jeden się spóźnia, potem następny i kolejny. Każdemu się to opłaca. Nie kalkuluje się być na czas. Bo co? Frajerem nie jestem. Po co czekać, po co tracić czas. Niech lepiej robią to inni. A już jak się spóźnię to sprytnie wymyślę jakąś wymówkę. Jeśli masz z nią problem, oto małe porady:
1. W momencie jak wiesz, że się spóźnisz wyślij sms (może jednak sporo po tym momencie, by nikt nie zorientował się, że to planowałeś), że będziesz 15 po – jak masz zamiar być 25 po, a np. 25 jak będziesz 35 po.
2. Wejdź zziajany, ze spuszczoną głową i zdenerwowanym wyrazem twarzy. Pamiętaj – leżącego się nie kopie, więc wyglądaj jak zbity pies.
3. Rzuć głośno uwagę dotyczącą MPK, że dwa autobusy nie przyjechały, a potem korek, itp. MPK jest jak leżący bokser, zawsze można go skopać. Nikt dziada nie lubi.
4. Usiądź i udaj żywe zainteresowanie toczącą się, przerwaną przez ciebie rozmową.
5. Szybko zapodaj jakiś swój genialny nowatorski pomysł rozwiązania danego problemu.
6. Jeśli jakimś cudem ktoś nie będzie zwiedziony twym zachowaniem i zapyta, czemu się spóźniłeś, powiedz, że coś ważnego Ci wypadło, albo przejdź do kontrofensywy: A co Ty się nie spóźniasz?
Przewodnik tak na żarty. Zakaz korzystania!
No właśnie kto jest bez winy? Kto jest w porządku, tak w 100%? Jeśli bylibyśmy Indianami z tymi śmiesznymi imionami – ksywkami, czy o kimś z nas można byłoby powiedzieć: patrz idzie „Ten co się nie spóźnia”? Myślę, że nie. Jeśli się mylę proszę o podanie w komentarzu nazwiska tego wyjątkowego gościa, obiecuję jakoś go wynagrodzić.
Ale do rzeczy, do czego prowadzi to nasze spóźnianie? Do spadku zaufania, do ciągłego popuszczania sobie nawzajem, pozwalania na coraz więcej. Mogę się spóźnić 5 min, mogę 15, mogę 30, no przecież skoro w ogóle jestem to dobrze, stary i tak poświęcam swój wolny czas, aż wreszcie do odwołania (pół godziny przed) spotkania. Nie o spóźnianie toczy się tu wojna, ale o nasze dusze i nasze charaktery. Czy takie ciągłe łamanie niepisanego prawa, popełnianie grzeszku nie wypacza ich, a nas nie zmienia oczywiście na niekorzyść?
Jak sobie to tłumaczymy, by nasze spóźnianie stało się dobrym przyjacielem, na którego patrzymy bez obrzydzenia? Przede wszystkim pracowitość i poczucie misji. Czym jest te kilkanaście minut wobec tego ogromu wykonanej przeze mnie pracy? Inni. Na pewno inni też się spóźnią a jeden to nawet podobno w ogóle nie przyjdzie. Coś w zamian. Spóźniłem się ale zostanę dłużej, a w ogóle to w tym czasie coś wartościowego zrobiłem.
Tymczasem SPÓŹNIANIE to jest rak trawiący łódzki ZHR. Jesteśmy gorsi, słabsi, mniej wiarygodni i oddalamy się od ideału zawartego w Prawie Harcerskim. Czy warto? Dla tych piętnastu minut, pół godziny. Czy naprawdę warto? A wychowanie? Co przez to pokazujemy? GOŚCIA, instruktora, mistrza, czy cieniasa, słabiaka, drobnego oszusta, cwaniaka? Jeśli gość robi coś wielkiego (służba, impreza, rekolekcje, remont harcówki) i jednocześnie się spóźnia – jaki daje przekaz? O czym ludzie będą pamiętać?
Jagódko, mam nadzieję, że nie wtryniłem Ci się do alfabetu… Czy Orzeł to orzeł? Ciekawe…

4 komentarze
Co do tego spóźniania, to różnie bywa.
Oczywiście, bardzo często są to tego typu wymówki, które tutaj wymieniłeś Orle, ale nie zawsze. Najłatwiej jest mówić o tematach bliskich, więc powiem na swoim przykładzie. Nienawidzę się spóźniać!!!
Ale co zrobić, jeśli wychodzę z domu ze świadomością, że tramwaj jedzie docelowo maksymalnie (wg rozkładu) 20 minut. I tak wychodzę 30 minut wcześniej, bo na uczelnię w zasadzie w cokolwiek nie wsiądę, to dojadę bo trasa prowadzi prosto, i jest możliwa do pokonania w zasadzie tylko tramwajem – od autobusu trzeba byłoby jeszcze się przejść (a wiemy, że tramwaje pokonują ulice szybciej niż autobusy). I mimo tego raz jestem na uczelni wcześniej, a raz się spóźniam nawet 15 minut. I nie widzę potrzeby, aby wychodzić z domu jeszcze wcześniej, bo aż tyle wolnego czasu nie mam. Skoro MPK na rozkładach coś ogłasza, to powinno się tego trzymać. Nie mówię w ogóle o przypadkach awarii, wypadków etc. bo wiadomo, że to kwestia losowa. To o MPK, bo najczęściej przez nie się spóźniam.
Inna rzecz, to na przykład praca. Jeśli ktoś pracuje od – do, to wiadomo, że ma prościej. Natomiast jeśli Twój zarobek zależy od tego czy będziesz miał klienta czy też nie, i w zasadzie każde kilka minut to loteria dzięki której możesz zarobić kilka a nawet kilkadziesiąt złotych, to co wybierzesz? Bycie punktualnym, i czekanie na odprawie na kogoś, kto i tak się zawsze spóźnia (mało naszych odpraw zaczynamy punktualnie), czy zostaniesz jak najdłużej, bo może coś zarobisz, a jak przyjedziesz na odprawę te 10 minut później, to i tak wiele nie stracisz, bo najprawdopodobniej nadal się nie zacznie :) Tego uczy iluś tam letnie doświadczenie.
Oczywiście można przyjąć inny wariant – nigdy się nie spóźniamy. Tylko zapewniam Was, że po roku czasu niespóźniania i patrzenia jak pozostali się spóźniają, to poczucie odchodzi. Sam pamiętam, że kiedy byłem młodszym czy to harcerzem, czy drużynowym, tata odwożąc mnie na zbiórki, odprawy czy cokolwiek zawsze się ze mnie śmiał, że głupi jestem, bo uparłem się że zawsze będę na czas. I najczęściej jego poganiałem, sam się spieszyłem, a docelowo na miejscu spotkania byłem albo sam (punktualnie), albo z kimś tam – rzadko zdarzało mi się, że coś zaczęło się punktualnie.
I może to jest sposób?
Swego czasu w drużynie wprowadziłem coś takiego, że jeśli zbiórka była o godzinie 10:00 to o tej 10:00 odchodziliśmy z miejsca spotkania gdzieś indziej – tak, by spóźnialscy nas nie spotkali. Trochę to działało… Inną metodą jest chyba punktualne rozpoczynanie spotkań wbrew frekwencji, ale ciekaw jestem jak wyglądałaby odprawa Komendy Chorągwi, czy też Hufców gdyby sam Komendant, bądź Hufcowy nie był punktualnie, albo też byłby sam bo jego podopieczni by się spóźnili :)
Z tego co się zorientowałem, to Nasz „bluebird” wykorzystał godło Albanii odwracając kolory. Z przykrością jednak informuję „NB”, że wykorzystałem jego „avatara” tymczasowo. Redakcja szykuje już mu stałą grafikę, którą oznaczać będziemy jego artykuły. Ciekawi mnie czy dwugłowy orzeł to jakaś symbolika wewnętrznej rozdartości Orła.
Pytanie pierwsze: Ten dwugłowy orzeł to z Godła Albanii? Zamierzone? Szukałem innych albański najbardziej podobny.
Ja sobie pluję w brodę jeśli chodzi o moje spóźnianie. Nie powinno tak być, że się spóźniam. Ale się spóźniam. Bardzo rzadko wynika to z tego, że wychodzę za późno z domu – raczej z tego, że za mało czasu planuję na aktywości poprzedzające coś gdzie mam się nie spóźnić.
Na temat poczucia czasu polecam zapiski Kapuściński z podróży po Afryce.
No „latający bluebirdzie”, jesteś nieco wyrafinowany w swych publikacjach. Wyrafinowany, ale i trafny w sądach. Twoje „upierzenie” to miesięczne wytykanie słabości. Tych ludzkich. Łatwo jest napisać o pewnych negatywnych stronach naszego życia codziennego. Postawić tak, pytanie by nie możliwa była odpowiedź, która stałaby się zaprzeczeniem stawianych hipotez.
Twój „Dekalog dla spóźnialskich” jest prawidłowy, ale tylko przy założeniu, że na 100% nie istnieje możliwość realności powodów spóźnienia, o których napisałeś. A tu codzienność jest przeciwko Tobie:
np. mogę się spóźnić, bo punktualnie przyjdę na przystanek, którego autobus przyjedzie za wcześnie. Ja zrobiłem wszystko zgodnie z literą regulaminu przewoźnika, a on nie. Podkreślam, że przyszedłem punktualnie, a przewoźnik przyjechał za wcześnie. Spóźnienie murowane bo muszę czekać na następnego busa lub tramwaj.
Zgadzam się z Tobą co do sedna sprawy. Zbyt łatwo dziś nie docieramy na czas. I zbyt łatwo nasze spóźnienie dokumentujemy (wszak poinformowanie, że się spóźnię smsem mieści się w minimach przyzwoitości). Ja osobiście chwalę sobie Sebastiana Grochale, za jego punktualność. A swoją drogą, skoro tak patrzysz na wszystko „Z góry” to może dostrzegasz jakieś pozytywy Naszych działań?