Polskie powstania narodowe – większość z nich przegrana. To częsty powód wątpliwości: czy to dobrze wspominać klęski, śmierć i zesłanie wielu tysięcy Polaków? Znane są określenia “Polska Chrystusem narodów” (Adam Mickiewicz), “Polska Winkelriedem narodów” (Juliusz Słowacki).
Skoro wspomniałem o poetach, polecam też piosenkę Jacka Kaczmarskiego pt. “Tradycja” (trzeba posłuchać, to dużo lepsze niż samo przeczytanie tekstu). Myślę, że daje ona do myślenia. Niektóre z pytań, aktualne także dziś, to: w jaki sposób historia wpływa na teraźniejszość? Czy narodowe “byle-trwanie” to nasze ostatnie słowo? Chciałbym zgłębić te zagadnienia naszej polskiej historii, w jakiś sposób zmierzyć się nimi. Jak było naprawdę, i dlaczego? Z lekcji historii pamiętam polski Złoty Wiek (XVI), wyniszczające wojny w XVII wieku, wreszcie rozbiory… Mam jednak na myśli coś głębszego, przyczyny i związki między wydarzeniami. Zawsze znajdowali się zdrajcy (którzy bynajmniej nie byli zdrajcami własnego interesu), a także ludzie charakteru – nie mam tu na myśli tylko przywódców, ale wszystkich ludzi którzy w ten czy inny sposób służyli polskiej sprawie.
Wracając do początkowego pytania, moim zdaniem dobrze jest pamiętać o zwycięstwach. Cedynia (972), Grunwald (1410), Kircholm (1605), Kłuszyn (1610), Chocim (1621), Wiedeń (1683), Powstanie Wielkopolskie (1918 – 1919), Warszawa (1920), Falaise (1944), i wiele innych – a to tylko zwycięstwa wojskowe. Polska husaria to wyjątkowa formacja – dzięki niej wielokrotnie wygrywaliśmy z liczniejszym przeciwnikiem: armią szwedzką, rosyjską, turecką… Pamiętajmy, że husaria nie wzięła się znikąd. Jej początki sięgają XVI wieku, podczas gdy największe zwycięstwa osiągnęła ponad 100 lat później. Trzeba było wyhodować specjalną rasę koni, a samo uzbrojenie jednostki było dosyć drogie. Opłacało się, ale nie był to spontaniczny zryw, lecz zorganizowany, długotrwały wysiłek.
Co do porażek, przegranych powstań i bitew: pamiętajmy o tym, że nawet nie wszystkie zwycięstwa wymienione powyżej zostały należycie wykorzystane. Bardzo łatwo jest być mądrym, kiedy znamy zakończenie różnych wydarzeń, a także wszystkie okoliczności, które nie mogły być znane decydentom. Nie przeszkadza to wyciągać wniosków na przyszłość. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, żeby unikać walki, o ile zwycięstwo nie jest bardzo pewne. W przypadku walki zbrojnej cena jest wysoka, i rzeczywiście szafowanie ludzkim życiem byłoby lekkomyślne. Są jednak ideały, dla których warto je poświęcić. Można także walczyć na różne sposoby, często z przeciwnikiem, który ma przewagę, jak np. Szare Szeregi w ramach Małego Sabotażu. Za taką walkę uważam również tajne nauczanie – może mniej spektakularne niż akcje zbrojne, ale grożące aresztowaniem, i oczywiście taka nauka jest trudniejsza niż zwykle. Uważam, że warto walczyć, nawet jeżeli przeciwnik wydaje się silniejszy, nawet jeżeli wielu ludzi powtarza, że nie warto próbować. Dość powszechne obecnie są kompleksy wobec Zachodu – zamożności, potencjału naukowego – w obliczu których wielu się zniechęca, albo poddaje tym mniej chlubnym zachodnim trendom. Wielu walczy także dziś, w tym i my – harcerze.
Paweł Hajdan