Strona główna / Wyróżnione / Bezrobocie harcerskie

Bezrobocie harcerskie

Wyobraź sobie, że twój zastęp, drużyna, hufiec, chorągiew, okręg – to część wielkiej firmy…

W tej „firmie” jestem już od ponad piętnastu lat. Choć każdy przejść musi etap rekrutacyjny, szkolenia, po których powierzane są mu kolejne stanowiska: asystenta (kierujący zespołem 6-7-osobowym), zastępcy, a potem kierownika działu (zarządzający zespołami), to ja, z racji „urlopu”, od razu po szkoleniu i kilku tygodniach pełnienia funkcji zastępcy, zostałem kierownikiem działu.

Kariera w „firmie” nie kończy się jednak na tym stanowisku. Dalej awanse biegną już w różnoraki sposób. Możemy obrać „pionową ścieżkę kariery” (kierownik wydziału, dyrektor filii, dyrektor gospodarczy całej lokalnej firmy), albo pójść inną drogą – wybrać dziedzinę w której chce się realizować (obsługa biura, praca w wydziale finansowym, starszy asystent ds. współpracy działów różnych filii, kierownik gospodarczy itp.). Ważne jest, aby każdy pracownik ciągle się rozwijał i podejmował nowe wyzwania.

Jest chyba oczywiste, że firma, nastawiona na zysk, chce jak najszybciej się rozwijać. Jednak w naszym przedsiębiorstwie, od dłuższego już czasu, można dostrzec, że ilość wydziałów w obu filiach ciągle pozostaje ta sama. I choć otwieramy nowe działy, to jednak zamykamy inne – i tak koło (czyli braku rozwoju) się zamyka. Ale to nie jedyny „firmowy problem”.

Na spotkaniach zarządu, ale i wśród pracowników, często słychać głosy o brakach kadrowych. Na przestrzeni lat widać też, że kierownicze stanowiska obejmują coraz młodsi pracownicy, często bez szkoleń i z małym doświadczeniem (tych zwykliśmy już nazywać p.o. kierownika). Pojawia się też kolejne niepokojące zjawisko – kierownicy przekazują działy swoim zastępcom zbyt szybko (zanim tamci nabiorą odpowiedniego doświadczenia, pewności siebie i wzbudzą szacunek wśród pracowników. Zanim sam kierownik zdąży swój dział rozbudować). Jak więc w takiej sytuacji firma ma się rozwijać i pomnażać zyski, rekrutować nowych ludzi i osiągać sukcesy?

Rodzi się pytanie: dlaczego kierownicy przekazują funkcje w firmie tak szybko? Powodów może być kilka. Jednym z nich – i chyba najbardziej powszechnym – jest dotychczasowa, bardzo szybka kariera, która jednak na poziomie kierownika działu przechodzi w stagnację. Szybki awans, połączony z kilkoma latami pracy na jednym stanowisku, jest powodem zrezygnowania, co skutkuje przekazaniem funkcji i usunięciem się na bok.
Nieco inna sytuacja jest wówczas, gdy kierownikiem zostaje ktoś, kto zupełnie nie nadaje się do zarządzania zapolem (co się okazuje dopiero w praktyce). W interesie wszystkich jest wówczas, by taki dział został jak najszybciej powierzony komuś innemu, by nie dopuścić do sytuacji, w której odnotowuje się straty, pracownicy rezygnują z zatrudnienia, a stąd krótka już droga do zamknięcia działu – co się czasem, niestety, zdarza!
Bez względu na to, czy kierownik został usunięty ze stanowiska z powodu braku zdolności, czy w obliczu faktu doprowadzenia działu do upadłości – zawsze owi kierownicy usuwają się w „cień” (nic dziwnego!).

Analogiczna sytuacja może mieć miejsce na poziomie samych oddziałów  firmy – zastanawiamy się, co zrobić ze starszymi pracownikami (którzy nie nadają się na asystentów) lub z asystentami (którzy nie zostaną nigdy zastępcą kierownika) itd. Przez pewien czas są oni luźnymi doradcami i pomagają zespołowi kierowniczemu zarządzać działem, ale najczęściej po kilku miesiącach odchodzą – niekoniecznie na zasłużoną emeryturę…

Podczas spotkań zarządu „firmy” – od czasu do czasu – pojawia się w programie obrad (gdzieś na końcu) punkt: „problem odejść doświadczonych pracowników”. Ale najczęściej rozmowy toczą się wokół spraw pilniejszych i bieżących, a problem odchodzącej kadry pozostaje nietknięty, albo tylko pobieżnie zasygnalizowany. Czy owi ludzie „na górze” zdają sobie sprawę, że ten „ostatni punkt” ma ogromny wpływ na funkcjonowanie całej firmy…?  I tu– uwaga – przechodzę do sprawy najistotniejszej, która jest tematem wiodącym owego sprawozdania z działalności przedsiębiorstwa.

Stawiam tezę, że nikt z nas nie zdaje sobie sprawy, jak wielu w całym przedsiębiorstwie mamy pracowników z długim stażem w branży (na różnych szczeblach),  którzy nie podejmują się konkretnej odpowiedzialności!  W naszej firmie nie mamy pomysłów (a jeśli nawet się pojawiają, to nie wprowadzamy ich w czyn) na ich „zagospodarowanie”. Oczywiste, że im wyżej na drodze kariery, tym mniej stanowisk do obsadzenia, a i nie każdy przy tym na taki awans może sobie pozwolić. Z różnych względów. Nie ma też potrzeby tworzenia sztucznie dodatkowych miejsc pracy, np. w biurze, czy księgowości, skoro obecny stan kadr wystarcza. Ale czy to oznacza, że problemem tym nie mamy się przejmować i pozostawić obecny stan rzeczy? Absolutnie nie!

Może warto pomyśleć o rozwinięciu tzw. „poziomej ścieżki kariery” – stworzeniu nowych wydziałów, na czele których staliby konsultanci (opieki medycznej, sprzedaży, PR firmy, dokumentacji – nie tylko finansowej, szkolenia kadr, pozyskiwania środków finansowych, itp.).  Doświadczeni pracownicy, którzy nie zajmują już stanowisk kierowniczych w firmie, będąc konsultantami, mogliby służyć radą i pomocą wszystkim zatrudnionym, a przede wszystkim odciążyliby swoją pracą tych, którzy pełnią funkcje kierownicze. Trzeba mieć jednak na uwadze, że (przyszli konsultanci)  nie wyjdą z inicjatywą, nie poproszą o przydział do wymyślonego przez siebie tworu w firmie. I słusznie, bo przecież to zarząd ma globalne spojrzenie na przedsiębiorstwo, i to on najlepiej wie, jakie komórki firmy szwankują, czy gdzieś nie przydałaby się pomoc.

I tu pojawia się kolejny problem – jak dotąd nie do przeskoczenia. O ile struktura przedsiębiorstwa, dotycząca działów, wydziałów, filii itd., jest jasna (w tym lista odpowiedzialności), to przy tworzeniu nowych struktur „poziomych” nie wiadomo za bardzo, kto miałby za to odpowiadać i gdzie w systemie je umieścić. Nie wszystko bowiem przewidują przepisy regulujące zasady funkcjonowania firmy.

Może warto, aby każdy na „swojej górze” się zebrał, by wspólnie ulepszyć system – aby najbardziej doświadczeni fachowcy wspierali rozwój firmy, a nie stali bezczynnie, przyglądając się stagnacji. I trzeba tych ludzi koniecznie „zagospodarować”, bo miejsce, w którym się znajdują, prowadzi do całkowitego bezrobocia harcerskiego, od którego bardzo bliska droga, żeby z firmą nie chcieć mieć już nic wspólnego… A chyba nie na tym nam zależy – prawda?

phm. Paweł Joachimiak

4 komentarze

  • Ok, być może trochę źle rozłożyłem akcenty.

    Jestem przeciwny przerostowi zarządzania na niekorzyść kierownictwa. Bardzo często właśnie to jest bolączką środowisk – gdy ludzie mający realny wpływ na jego działanie skupiają się na usprawnianiu jego funkcjonowania, zapominając o wyznaczaniu kierunku rozwoju.

    Uważam jednak że rzeczywistość jest zdecydowanie różna od tej sprzed 50, 20, czy nawet 10 lat. Zmieniła się motywacja która nas napędza, zmieniły się wymogi które stawia przed nami dzisiejsza rzeczywistość – na przykład gospodarcza. Ignorowanie tych przesunięć i zmian jest powodem CHOCIAŻBY problemów dzisiejszego systemu edukacji w Polsce. Harcerstwo zawsze było pewnym dopełnieniem tego systemu. Tym bardziej na czasie jest jego Metoda. Dlaczego jednak przeżywa kryzys popularności? Cosik się jednak musiało zmienić.

  • Ludzie „zarządzający” zawsze będą widzieć w organizacjach „pole” do uprawiania techniki. Mnie cieszy, że daleko nam do technokracji. Sprawy związane z szerokopojmowanym „zarządzaniem” nie są rozwiązaniem na „nieszczęscią” trapiące firmę (czyt. ZHR). System wartościujący działanie i funkcjonowanie naszej organizacji to spectrum o wiele szersze, niż zagospodarowanie „zasobów ludzkich”. Dobry instruktor ZAWSZE znajdzie dla siebie pole służby. Pozostałym będziemy wciskać coś na siłe. Można stosować super techniki i udoskonalenia z zarządzania, świetny marketing i promocję. Możemy nazywać dzisiejszą rzeczywistość inną niż tą z lat przeszłych. Tylko to jest czystą niewiedzą historyczną. Śmiem twierdzić, że „nasi dziadkowie” mieli trudniej, a pracowali tymi smymi narzędziami metodycznymi, zaś słabszymi technologicznymi. Zatem nie zgodzę się z „trzymaniem się schematów pracy, ktore sprawdziły się w owej innej rzeczywistości”. No chyba, że definicją innej rzeczywistości jest planeta Mars, a nie Ziemia.

  • „Scouting is a Movement because it moves forward. As soon as it stops moving, it becomes an organization and is no longer Scouting.”

    Podobno warto cytować klasyków. B-P.

    Dobrze, że ktoś zaczyna postrzegać harcerstwo w kategoriach „biznesowych”. Bo to też jest „biznes”, mamy pewien towar, usługę, którą sprzedajemy i liczymy na rozwój firmy. Często powołujemy się na fakt, że mnóstwo zdobyczy dzisiejszej teorii zarządzania (jak choćby projekty i grupy zadaniowe) skauting zaczął stosować pierwszy. Zapominamy, że działa to też w drugą stronę – napotykamy te same problemy. Może czas poszukać rozwiązań na zewnątrz? Zamiast trzymać się schematów pracy które sprawdziły się… w innej rzeczywistości?

    Pozdrawiam ciepło z dolnego śląska!

  • Słon w składzie porcelany

    Bardzo ciekawa alegoria!
    Zauważyłem, że w opisanej firmie powoli rozwija się dział PR. Dział medyczny tez rodzi się na nowo…
    …nie jestem jednak pewnie czy istnieje dział sprzedaż, a jest on chyba najistotniejszy w każdej rozwijającej się firmie. Być może to właśnie brak tego działu powoduje, że firma nie ma „kapitału” na rozwój.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *