„Pamięć kości” to niezwykła, wstrząsająca książka będąca relacją z misji zespołu naukowców wysłanych do Ruandy, a następnie Bośni, Chorwacji i Kosowa przez Międzynarodowy Trybunał Karny ONZ w celu zebrania dowodów zbrodni ludobójstwa. Clea Koff, młoda absolwentka wydziału antropologii, wychowana w duchu poszanowania praw człowieka, z ogromnym wyczuciem przedstawia nam te potworne zbrodnie. Ich sprawcy wierzyli, że nigdy nie ujrzą one światła dziennego, ale dzięki zaangażowaniu wielu ludzi stają się one dla świata świadectwem okrucieństwa jakiego potrafi się dopuścić człowiek, a dla sądu są niezbitym dowodem pozwalającym skazać oprawców.
To książka o zamordowanych i ocalałych oraz o ludziach, którzy starają się na nowo połączyć te dwie historie, by przynieść choć odrobinę ulgi jednym i drugim. „Czułam że mam przed sobą dwa zobowiązania: jedno wobec martwych i zidentyfikować ich i osądzić oprawców; i drugie, wobec krewnych ofiar – oddać im szczątki bliskich.” Ta książka nie tylko dostarcza przeżyć egzystencjalnych ale jest też wspaniałym źródłem wiedzy historycznej. Prawda opowiedziana zza grobu jest dużo bardziej przekonywująca niż zeznania świadków. Nie da się tu niczego zafałszować, jeśli mamy masowy grób, w którym spoczywają setki zastrzelonych ofiar ze skrępowanymi na plecach rękami – to musiał też być masowy mord.
Ale nie byłaby to cała prawda, gdybym napisała, że jest to książka tylko o umarłych. Clea Koff w swoich wspomnieniach opisuje wszystko, co wiązało się z misjami. Warunki pracy, zwykle bardzo trudne, bez bieżącej wody, w upale lub deszczu z towarzyszącym im wszędzie fetorem rozkładających się ciał. Opowiada o ludziach, z którymi pracowała, o więzi jaka się między nimi rodziła i o tym jak każdy z nich radził sobie z tą tragedią, która każdego dnia ich pracy nabierała pełniejszego kształtu. Ale nie mniej ważni, a może nawet ważniejsi są ci ludzie, których Clea spotykała na miejscu. Rodziny, przyjaciele, sąsiedzi ofiar, którzy musieli nauczyć się żyć po tych potwornych wydarzeniach. Ogromnie ważne było dla nich odnalezienie szczątków ich bliskich a możliwość pochowania ich pozwalała choć w części odzyskać spokój. „Potem, podczas jednego z ostatnich dni naszego pobytu w Kibuye, jechałam z Billem przez miasto – odwoziliśmy kilku robotników do domu. Spostrzegła nas kobieta, która w czasie „dnia ubrań” skarżyła się, że są brudne, i podeszła do naszego samochodu. Wcisnęła przez otwarte okno głowę do środka i dwukrotnie ucałowała mnie w oba policzki, mówiąc przy tym: <Merci beaucoup pour votre travail (Bardzo dziękuję za waszą pracę)>. Przywołała kobiety, z którymi wcześniej stała na ulicy, powiedziała im, kim jesteśmy i co robiliśmy w kościele. Gdy mówiła, nie puszczała mojej dłoni, tylko poklepywała ją zaborczo. Dzięki jej słowom wreszcie zrozumiałam, dlaczego tu się znalazłam”.
Jeśli oglądaliście film „Ziemia niczyja” Danisa Tanovicia i wstrząsnęła wami ta historia zmuszając do przemyśleń, to z chęcią sięgniecie po „Pamięć kości”. Jeśli natomiast nie mieliście okazji wysłuchać żadnej z tych opowieści, to jak najszybciej zabierzcie się za nadrabianie zaległości. Gorąco polecam!
phm. Małgosia Stasiak HR
![clea_koff[1]](http://wywiadowca.lodz.zhr.pl/wp-content/uploads/clea_koff1.jpg)
2 komentarze
Bardzo się cieszę Maćku. W wolnej chwili zapraszam do nas po książkę. Pozdrawiam.
Nakręciłaś mnie Gosiu do przeczytania książki. Dzięki za artykuł!