W ostatnim felietonie pisałem o sporze, który od długiego już czasu istniał wśród grupy przedszkolaków – dzieciaki kłóciły się o błyszczącą odznakę, a Pani nie wiedziała komu przyznać rację… Ostatecznie jednak, po zasięgnięciu rad innych „wychowawców”, Pani uznała, że: „odznaka nie może należeć tylko do grupy starszaków!”. Ale czy ta decyzja oznacza, że w przedszkolu konflikt będzie już jest zażegnany?
Kolegium Orzekające Urzędu Patentowego RP w Warszawie unieważniło rejestrację znaku towarowego „Czuwaj” oraz symbolu Krzyża Harcerskiego, które zostały zastrzeżone na wniosek Głównej Kwatery Związku Harcerstwa Polskiego. Decyzję ogłoszono na posiedzeniu Kolegium – dnia 8 czerwca 2010 roku.
Nikt z władz ZHP zapewne nie przypuszczał, że ich pomysł z 2000 roku (zrealizowany w 2005, kiedy to urzędowo został zatwierdzony patent) będzie tak kontrowersyjny, a już na pewno nie spodziewali się takiego toku dalszych wydarzeń. Jeszcze w lutym br. Zastępca Naczelnika ZHP – Krzysztof Budziński, zapytany o powody złożenia wniosku o patent, powiedział, że jego organizacja chce jedynie chronić znak przed wykorzystywaniem go w celach komercyjnych. „Jako organizacja o najdłuższym rodowodzie czujemy się odpowiedzialni za dbanie o godność Krzyża Harcerskiego” – dodaje.
A ja pytam: czy i w czasie II wojny światowej, jak i po 1945 r. krzyż nie był legalnie przyznawany w różnych wówczas istniejących organizacjach harcerskich? Czy w rodowodzie obecnego ZHP nie znajdziemy struktur ZMP i innych „tworów”? I wreszcie – czy przywłaszczanie sobie symboli harcerskich jest jedynym i właściwym rozwiązaniem ich ochrony?
Instruktor ZHR Jarosław Błoniarz (obecny Komisarz Zagraniczny), w wywiadzie dla jednego z portali internetowych zaznaczył, że „spór tak naprawdę nie toczy się o prawo do noszenia krzyży harcerskich na mundurach czy używania jego wizerunku, ale o wartości”. Absolutnie się zgadzam! I ja nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś miałby udzielać licencji (nawet bezpłatnej!) na najważniejsze dla każdej organizacji harcerskiej symbole…
Parafrazując poprzedni mój tekst na ten temat, można rzec, że jak Krzyż w niewolę trafił, tak niestety trzeba było wielu posiedzeń sądu, by to wszystko odkręcić. To bardzo przykre, że o losie historycznego odznaczenia – naznaczonego krwią młodych ludzi do końca wiernym Prawu i Przyrzeczeniu, w niepodległej Polsce, w okresie jubileuszu harcerstwa polskiego – musi decydować Urząd Patentowy. To straszne, że nie potrafimy wspólnie dojść do porozumienia. A ono zapewne byłoby możliwe, gdyby każda ze stron nie tylko wykazywała chęci jego osiągnięcia, ale – dla dobra harcerstwa w Polsce – szukała wręcz każdej okazji, aby wprowadzić je w czyn. Tym bardziej, że harcerze po smoleńskiej tragedii pokazali, że można odnieść sukces działając wspólnie – mając na mundurze ten sam Krzyż. Nie zmarnujcie więc tego momentu – odwagi!
W tej sprawie, moim zdaniem, nie ma przegranych i wygranych. Ta cała sytuacja pokazała, że Krzyż to nie jakiś tam „towarowy znak” i chronić go ma coś więcej niż instytucja… w obronie harcerskości Krzyża zawsze stoi i stać będzie tradycja oraz tysiące polskich harcerek i harcerzy, dla których ten symbol zawsze pozostanie świętością.
phm. Paweł Joachimiak
