Za dwa tygodnie mija piąta rocznica śmierci jednego z największych Polaków XX w. Dla wielu największego. Nie był królem, generałem, znanym biznesmenem ani politykiem.
Szły za nim miliony, ponieważ był przywódcą religijnym. Setki milionów słuchały jego słów, przyjeżdżały do niego z całego świata, kochały go. A on rządził ich duszami.
Spotkałem się z nim w Castel Gandolfo w sierpniu 1996 roku. Podczas audiencji ogólnej i na audiencji prywatnej dla setki instruktorów ZHR-u. „Rozmawialiśmy” przez kilka sekund:
– Skąd jesteś?
– Z Łodzi.
Tylko tyle. Każdemu zadawał pytanie o to samo, ale nie pytał: „A ty?” tylko każdego traktował indywidualnie. Czasem się uśmiechnął słysząc nazwę miasta, zapytał o jakiś szczegół. Mam wspólne zdjęcia i pamiątkę na całe życie. Papieski różaniec, który wręczył mi osobiście.
Gdy nadchodziła moja kolej, zobaczyłem przed sobą szerokie plecy naszego instruktora, które zatrzęsły się z emocji jak galareta. Ojciec Święty emocje budził ale też studził. Za każdym razem kiedy wybuchał na świecie nowy konflikt, on nawoływał do opamiętania się. Po jego śmierci ponad 20 tysięcy kibiców z całej Polski (głównie Cracovii, Wisły i Hutnika) wzięło udział w Krakowie we wspólnej mszy świętej w intencji jego duszy. Pojednanie trwało jednak krótko. Miesiąc później zginął kibic Cracovii, po roku kibic Wisły, potem znów Cracovii. Dwóch kolejnych kibiców ledwo przeżyło ciosy nożem.
W innych miastach też ginęli.
Przez kilka dni po śmierci papieża trwała żałoba, zaduma, w stacjach radiowych puszczano ciche, spokojne piosenki. Studenci na rocznicę zapalili światła w akademikach tak, aby ułożyły się w napis JP2, o 21.37 wielu wystawiło w oknach świeczki, mówiło się przez chwilę o „jego pokoleniu”, ponieważ był papieżem od kiedy pamiętamy, ponad 26 lat. Dla wielu nadal jest niedzisiejszą postacią z innego świata, „schorowanym, trzęsącym się starcem[2]” w białej pelerynie, konserwatystą blokującym reformy Kościoła i ukrywającym jego grzechy. Jedni z niego żartują, inni już o nim zapomnieli. Ale to nieważne. Przypomną sobie na chwilę przy okazji kolejnej rocznicy.
Teraz ma być szybko świętym, najlepiej natychmiast. Na razie są problemy z beatyfikacją. „Najważniejszy” cud okazał się niecudem. Jak w Sokółce. Trzeba więc wybrać inny z 251 oczekujących w kolejce zgłoszonych cudów uzdrowienia za jego wstawiennictwem. Wystarczyło powiedzieć, że w czasie choroby modliliśmy się do papieża i nam się poprawiło, a też trafilibyśmy z naszym prywatnym cudem na listę. Mamy XXI wiek, na zdecydowaną większość chorób wynaleziono już lekarstwa więc nie jest łatwo. Trzeba jeszcze udowodnić, że tradycyjne leki nie pomagały.
Będą trwały targi, dochodzenia, procesy, dowody, przenoszenie zwłok, być może nawet „pozyskiwanie” relikwii. To niezły biznes. Czy ten dobry i skromny człowiek tego chciał? Na pewno chciał obcować z ludźmi. Z biednymi, z chorymi, z młodzieżą. A oni z nim. Póki żył, żyła nadzieja. Że uda się kiedyś pojechać, zobaczyć, wziąć udział. „Marzenie życia”, potem „ostatnia szansa”. Mnie się udało. Teraz już kto inny „postrafia” nas z okna Pałacu Apostolskiego. Byłem, widziałem. Fajnie ale już nie to samo.
Na vacat w naszej świadomości po Janie Pawle II nie ma następców i jeszcze długo nie będzie. Świat się zmienił 2 kwietnia 2005 roku. Nikt już nie stanowi dla Polaków żywego wzorca moralnego. Papież Polak to była historia, która już nigdy się nie powtórzy. Nawet skrót „JP” oznacza już zupełnie coś innego. „Na 100%”…
pwd. Andrzej Jagoda.
[1] tytuł artykułu pochodzi z tekstu piosenki Kazika pt. „12 groszy”.
[2] słowa Jerzego Urbana z 2002 roku w nawiązaniu do zbliżającej się pielgrzymki Ojca Świętego do Polski.
6 komentarzy
W dzisiejszych czasach nie ma świętości. Czy jesteś przywódcą religijnym, głową państwa, poważanym autorytetem naukowym czy znaną i lubianą postacią medialną ludzie wykorzystają twój wizerunek, aby jak najwięcej zarobić.
Bo bóstwami ludzi są mamona zarobiona na krzywdzie innego człowieka, sława kosztem wysmarowania błotem swojego przyjaciela i kariera zrobiona na fundamencie oszustwa i dążeniu do celu po trupach.
Przepraszam, rzecz jasna że wchodząc w kategorię alfabet Jagody pewnie on jest autorem zawartych w niej tekstów.
Ale wchodziłem przez ostatni numer a nie kategorię więc nie spostrzegłem… przepraszam następnym razem będę uważniej czytał.
Autor się „dopisał” po komentarzu krecika ;) A kategoria jest tylko że pewnie nie wszyscy zwracają uwagę. Powinienem sie podpisywać.
Przecież autor się podpisał, jest też wyraźnie zaznaczony w kategorii. :)
Przeczytałem. Jest… taki prawdziwy. Tylko tak mnie zaciekawił że chciałem znać autora, ale jak widać autor wolał pozostać nieznany.
I myślę że trudno powiedzieć że mamy vacat w świadomości gdyż przynajmniej w mojej On (Papież Polak) nadal trwa…
Zachęcam do przeczytania. Przemawia.