Strona główna / 1. Głos Redakcji / Felieton / Niebieski Orzeł powraca

Niebieski Orzeł powraca

niebieskiorzea1Drodzy kochani moi. Pewnie się stęskniliście, bo ja bardzo. Chciałbym dziś zająć się ciekawym problemem. Jak to jest, że niektórzy z nas są bardzo dobrymi zastępowymi, przybocznymi, drużynowymi a inni nie bardzo sprawdzają się na tych funkcjach? Co powoduje, że sukces jednych jest powodem niepowodzeń innych? Czemu wreszcie Ci pierwsi przy drobnych potknięciach bardzo się przejmują a Ci drudzy często nie dostrzegają swoich ciągłych porażek?

Może to ostatnie pytanie jest odpowiedzią na dwa pozostałe. To kwestia motywacji i ambicji. Jeśli robimy coś na MAXA, wkładając w swoją służbę całe serducho, angażujemy się całkowicie. Harcerstwo stanowi dla nas wtedy sposób życia, jest dla nas po prostu najważniejsze. Mamy w sobie poczucie MISJI, rozumianej w bardzo różny sposób (prowadzić najlepszy zastęp w drużynie, doprowadzić trzech harcerzy do stopnia młodzika, wygrać turniej samarytański, zdobyć miano drużyny leśnej, umundurować drużynę do lutego, kiedy odbędzie się zbiórka hufca, itp.). Inne problemy schodzą na plan dalszy. Ale nie są ignorowane. Dobry zastępowy czy też drużynowy nie jest więc kiepskim uczniem, czy studentem, który ma problemy ze zdaniem do następnej klasy lub zaliczeniem egzaminów w sesji. To twardziel, który skoro dał sobie radę z czymś naprawdę trudnym – prowadzeniem swojej jednostki, to z taką błahostką jak nauka nie ma żadnego problemu.

Jeśli zdamy egzamin z życia w harcerstwie, nasze osobiste problemy pokonamy bez większych trudności. W zastępie czy też drużynie musimy stawić czoło różnorakim problemom wielu osób. Nie wystarczy przygotować i przeprowadzić dobrą zbiórkę – chociaż jak sami wiecie to samo w sobie jest już trudne. Trzeba rozwiązywać konflikty między chłopcami, znaleźć dla nich odpowiedzialne zadania, aby mieli szansę się wykazać i rozwijać swoje umiejętności. Kolejne kwestie to odpowiednie kontakty z rodzicami, zbieranie składek, zamawianie mundurów. Po frekwencji na zbiórkach drużyny, hufca czy chorągwi widać, że kolejnym poważnym problemem jest przekonanie harcerzy, by niezależnie od różnych spraw, koniecznie się na nich pojawili (czy jest naprawdę warto to już druga sprawa…). Tyle więc mamy zadań, a do tego dochodzi szybka i właściwa reakcja na sytuację kryzysową.

Czym wobec tego jest klasówka lub egzamin, a przypadku których wszystko zależy od nas samych a przygotowania do nich nie są skomplikowane – po prostu trzeba przysiąść – uczyć się, ćwiczyć i powtarzać.

Dochodzę do następującego wniosku – harcerstwo, mimo czasu, który musimy na nie poświęcić (czasem strasznie dużo) pomaga nam w pokonywaniu naszych życiowych przeszkód, bo uczy nas twardości i ambicji. Piętrzy przed nami trudności, które tworzą nasz silny charakter. Człowieka silnego nic nie pokona!

Wróćmy do postawionych na wstępie pytań. Człowiek, któremu nie wychodzi w dużej części sam jest sobie winien. Nie czuje harcerstwa, nie ma w sobie postawy służby. Niby się przykłada, niby pracuje. Formalnie nie można mu nic zarzucić. Brakuje mu jednak tej ISKRY. Nic nie jest zrobione do końca. Zastęp liczy 4 osoby – to dobrze. Na obozie jedzie nas 11 – świetnie, to w końcu o jeden więcej niż rok temu. Panowie! Nie tędy droga! Tylko pełnym zaangażowaniem możemy osiągnąć wielkie cele.

A skąd znaleźć motywację? Jeśli nie wiecie, zapraszam do lektury za miesiąc.

Jeden komentarz

  • Adam Kralisz

    Zbyt proste te Twoje wywody Orle. Opisujesz jakieś schematy a rzeczywistość często bywa inna.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *