Moi drodzy czytelnicy a przede wszystkim Kochani komentatorzy! Dziękuję za te Wasze przemyślenia, oj super, że troszkę osób sobie co nieco przemyślało, albo temat rozwinęło. Wiem, wiem… życie nie jest zero-jedynkowe, są różne okoliczności, no i są inni ludzie. Oni nas bardzo kształtują a my na nich patrzymy i upodabniamy się, zupełnie nieświadomie, ale jednak. Więc ciężko być oryginalnym typem, który sobie czeka na innych a wcześniej poświęcił wiele by być „jedynym sprawiedliwym”. Mała rada: może wziąć ze sobą książkę albo słówka z francuskiego lub angielskiego poćwiczyć? A swoją drogą to możemy czerpać wspaniałe wzorce z Kościoła. Tam zawsze Msza jest na czas, a spóźnialscy choć nieliczni muszą cichaczem przenikać i stawać z tyłu. To jest dopiero porządek!
Nie jestem taki krytykant. Widzę dużo dobrych rzeczy, świat z góry jest piękniutki! Jesteśmy w ZHR tacy młodzi, pełni zapału i chęci zmieniania świata… oczywiście na lepsze. Temu służy nasza służba (a tak po prawdzie ciężka harówka czasem). Świat jest jednak pełen pułapek a my pełni dobrej wiary, jak naiwne baranki w nie od czasu do czasu wpadamy, ale czy na pewno? No właśnie…
Harcerstwo a polityka. To tak jakby łączyć ogień z wodą, albo Zabłockiego z mydłem, niektórzy próbują – czy warto? Czy warto dla kilku groszy, albo spodziewanych kontaktów, które posłużą w przyszłości (lub częściej nie) wspierać postacie mocno wątpliwe? Po co zbierać podpisy dla ludzi, których w życiu nie poprzemy w wyborach? Czemu służy rozklejanie plakatów i roznoszenie ulotek? Nie robimy tego w mundurach, ale wszyscy wiemy, że w tym uczestniczymy i to wcale licznie. Dla przykładu: w poprzednich wyborach chodził taki filmik jak nasi instruktorzy wieszają plakat. A po co? Żaden to powód do dumy…
Druga sprawa to czy Ci kandydaci są nam bliscy, czy ich poglądy, przekonania, działania pasują do celów, statutu ZHR. Ja myślę, że nie. Jaki więc obraz powstaje? Że głupie naiwne harcerzyki są do dyspozycji polityków za marne trzydzieści srebrników, ale potem żadnego rewanżu nie widać. Nie o rewanż nawet chodzi, ale o prawdziwą przyjaźń, zainteresowanie, przekonanie co do wspólnoty poglądów. Może kluczem jest tu słowo „prawdziwe”? Czy taki układ ma w sobie coś z prawdy? Jeśli zbiorę podpisy to po to by pracować w komisji, a nie dlatego, że danego osobnika popieram. To ma szersze konsekwencje. Jak to – instruktor ZHR zbiera lewe podpisy, lewo je argumentując, chcąc coś osiągnąć dla siebie? To chyba już lepiej pójść pracować na kasę do marketu.
Tu to jeszcze pół biedy. A co gdy bierzemy naszą drużynę na jakieś lokalne święto, uroczystości, itp. by przypodobać się komuś z rady osiedla, radnemu miejskiemu, prezydentowi, urzędasom, itp.? Tego już nie robimy sami i chcąc nie chcąc wikłamy naszych harcerzy w jakieś niezrozumiałe dla nich sprawy. W zasadzie robimy to dla ich dobra, bo nasza logika jest taka: pokażemy się, że harcerstwo czy też ZHR to sprawna organizacja, która potrafi się zebrać i pokazać swoje przywiązanie do dnia ułana, rocznicy rocznicy czegoś tam, czy też ważnego święta dla 100 osób powyżej 70. roku życia (niewłaściwe skreślić). Więc pewnie nasi decydenci pomyślą o nas, wesprą, pomogą, itp. Żeby chociaż z tego jakiś efekt był, a tu guzik, nawet jeśli lektor w ogóle wymieni nazwę ZHR to, w którejś z ulubionych wersji:
1. Związek Harcerzy Rzeczposplitej
2. Związek Harcerstwa Polskiego Rzeczpospolitej Polskiej
3. Młodzież i harcerze.
Pięć minut po uroczystości nikt o nas nie pamięta (poza naszym sumieniem, które pyta – po co było marnować ostatnie 3 godziny).
Taki mój wniosek na koniec. Jeśli mamy coś robić, gdzieś iść na capstrzyk, robić akcję zarobkową, itp. to róbmy to mając na uwadze jedynie dobro naszych harcerzy, a jak coś robimy sami to zastanówmy się nad konsekwencjami naszych działań. Wiem, że w 95% tak jest. My naprawdę mamy sporo oleju w głowie i robimy świetne rzeczy. Jest jednak sporo pułapek, niezauważalnych – takie wilcze doły jak na polach grunwaldzkich. Omijajmy je, chyba że uważacie, że to co napisałem to wydumany problem, albo problem żaden, to wtedy powodzenia!

4 komentarze
Czy to artykuł o ZHRze w polityce czy o ludziach, którzy MIĘDZY INNYMI są w swoim życiu instruktorami? Bo wydaje mi się, że to drugie.
Na pewno nie ma takiej możliwości, żeby w mundurach kleić plakaty albo obstawiać czyjś wiec wyborczy bo to się przekłada na wizerunek każdego harcerza i każdej harcerki ZHRu i powinno być karane wydaleniem ze służby. Nie każdy rodzic popiera „naszego” kandydata i jeżeli nasza pseudoaktywność (dla wątpliwych i mglistych celów „politycznych”, dla pieniędzy czy dla nowego lokalu) ma spowodować odejście choćby kilku harcerzy to będzie to nasza klęska.
Z drugiej strony każdy z nas jest instruktorem tylko „oprócz” i może mieć prywatnie swoje zdanie na każdy temat (byle zgodne z wyznawanymi jako członek tej konkretnej organizacji zasadami czyli PH). Jako X może sobie pracować w jakim sztabie wyborczym czy biurze poselskim chce. To jego prywatna sprawa. Dopóki nie robi tego w mundurze na pokaz i na szkodę organizacji.
Nie wiem o kim mowa, nie interesuje mnie politykierowanie. Sam kiedyś chciałem pomóc (za pieniądze, jako najemnik) lokalnemu kandydatowi na posła (został nim) w plakatowaniu i ulotkach ale zrezygnowałem bo pieniądze nie te i program jak się później okazało również. Nie musiałem jednak agitować i kłamać ludziom, że jest super fajny bo mi kazali. Tego bym nie robił za żadną kasę. Natomiast siedzenie w komisji jak najbardziej! Jesteśmy uczciwi i godni zaufania i choćby dlatego to my powinniśmy walczyć o miejsce, które w komisjach mogą zająć ludzie z politycznego przydziału albo znajomi znajomych.
O ile z drugą częścią artykułu „NO” (czyt. „NIE”) się nie zgadzam, to pierwsza daje jednak do myślenia. Mimo wszystko trudno jest oddzielić sferę życia „prywatnego” od „instruktorskiego”. Zarówno w jednym jak i w drugim obowiązuje Nas to samo prawo (a szczególnie harcerskie). Nie uważam, że praca w Komisji Wyborczej jest zła. Pytanie jakim kosztem ją dostaje. Wszak zbieranie podpisów dla komitetu wyborczego, którego hasła są sprzeczne z moim sumieniem, chyba nie koniecznie powinny sprzyjać woli pomocy takowemu.
„NO” jednak zasugerował, że to ktoś się zwraca do Nas jako organizacji z propozycją … nie do Ksawerego, Albina, czy Zdziśka, ale do ZHR. Czy wtedy Ksawery, Albin i Zdzisiek są z ZHRu, czy z „ulicy”. A co ze wspomnianą „kiełbasą wyborczą”? Jak wy mnie pomożecie, to i ja Wam.
Żeby nie być takim „wolontariuszem” to miałem przyjemność aktywnego uczestniczenia w kampaniach wyborczych. Nie zamierzam tu się „chwalić” dla kogo i przez kogo to robiłem. Patrząc jednak z perspektywy czasu to w taki sposób drugi raz do pomocy bym nie wszedł.
Myślę, że są zawody, które mogą hańbić instruktora ZHR, ale to na inną dyskusję.
oczywiście, że żadna uczciwa praca nie hańbi. fakt pewnego niesmaku kiedy to instruktor zaczyna przygodę z polityką wynika z procederu, który miał miejsce w poprzedniej epoce. wynika to też ze swoistej niechęci jaką darzymy polityków, opinia o nich jest raczej zła.
oczywiście uważam, że my jako harcerze powinniśmy podążać za naszym powołaniem. gdziekolwiek byśmy nie byli powinniśmy być gwarantem rzetelności i uczciwości.
i ostatni wniosek uważam, że faktycznie powinniśmy się daleko trzymać od jakiejkolwiek frakcji politycznej, one pojawiają się i znikają, a my jesteśmy i nie potrzebujemy ich wdzięczności na zasadzie „rączka myje rączkę”.
Oj Orle, tym razem przesadziłeś. Wiem do kogo pijesz. To jest atak personalny. A praca ludzi przy wyborach jest ich prywatną sprawą, nie robią tego jako harcerze czy instruktorzy ZHR. Jeden pracuje fizycznie, drugi na kasie a trzeci przy wyborach. Nie robią nic złego, żadna praca nie hańbi!